Leszek Balcerowicz - inteligentny zdrajca

21 kwietnia 2010 (środa), 15:37

Zdrajców polskiego interesu narodowego mamy w naszej historii sporo. Nigdy jednak w przeszłości nie było takiego okresu, żeby działające na szkodę Polaków osoby były przez nich świadomie gloryfikowane (w takiej skali) i nie budziły jakichkolwiek wątpliwości. Zdrada interesu narodowego kończyła się zazwyczaj karą, łącznie z tą najwyższą. Jeśli nie było możliwości jej wymierzenia, nikt nie miał wątpliwości, co do jej ewentualnej zasadności. Rzeczywistość ostatnich lat zmieniła jednak oblicze takiego podejścia do sprawy. Kraj upada, Polacy zaczynają emigrować jak gdyby obce wojsko z olbrzymimi oddziałami wkroczyło na terytorium naszego państwa, znaczna część społeczeństwa przymiera głodem i w tym wszystkim brak winnych danego stanu rzeczy. Czy jest to normalne? Leszek Balcerowicz odpowiedziałby zapewne, że jest to wywołane naturalnym mechanizmem rynkowym. Można by się z nim po części zgodzić - ale tylko cząstkowo. Rynek bowiem nie jest perpetuam mobile (w ujęciu czysto technicznym) - żeby działał potrzebni są ludzie. To oni na niego wpływają - w większości w równym stopniu. Są jednak czynniki (poza naturalnymi mechanizmami), które mogą mieć znaczący wpływ na jego działanie - jest to kapitał (wiedzy, informacji i zasobów środków finansowych) no i oczywiście władza (rząd, media). Umiejętne ich wykorzystanie w gospodarce może dać nam wiele pozytywnych rezultatów. Im szerszy do nich dostęp, tym większe ewentualne korzyści. Jeśli są one jednak używane przeciwko państwu, którego jest się obywatelem, można to określić krótko - zdrada.

Leszek Balcerowicz, obecny prezes NBP i RPP, były premier, minister finansów za czasów, gdy Eureko-BIG BG kupiło nielegalnie, z pogwałceniem polskiego prawa, 30% akcji PZU, zeznawał w dniu wczorajszym przed Sejmową Komisją Śledczą ds. prywatyzacji PZU.

Prezentujemy Państwu wybrane fragmenty przesłuchania bez dodatkowego komentarza - ten jest zbędny (podstawą jest stenogram posiedzenia).

Pan Leszek Balcerowicz:
Panie przewodniczący, jako obywatel tego kraju chcę powiedzieć, że sformułowanie, że komisja ma znaleźć nieprawidłowości, w moim przekonaniu mija się z istotą państwa prawa. I to jest zgodne zresztą z pierwotną uchwałą Sejmu, która mówi, że komisja ma wskazać winnych. Ja rozumiem, że komisja ma wyjaśnić…

Przewodniczący:
Zbadać prawidłowość.

Pan Leszek Balcerowicz:
Wyjaśnić, a nie znaleźć nieprawidłowości.

Przewodniczący:
I będziemy to czynić.

Pan Leszek Balcerowicz:
To jest sprzeczne z moim pojmowaniem istoty państwa prawa.
A co do pańskiej wypowiedzi, to rozumiem, że pojawiła się kwestia, po pierwsze, wiarygodności, po drugie, kwestia wyniku przetargu. Co do wiarygodności, chcę powiedzieć, że wedle mojej koncepcji państwa prawa decyzje powinny zapobiegać… decyzje w sprawach jednostkowych, to jest min. w sprawach prywatyzacji, powinny być wynikiem zastosowania prawnych, wiarygodnych procedur. W państwie prawa, w moim przekonaniu, o wiarygodności czy niewiarygodności powinny decydować takie procedury, a nie widzimisię jakiegokolwiek ministra czy innego uczestnika życia publicznego.

Przewodniczący:
W rzeczywistości właśnie też. Przez nadzór ubezpieczeniowy zostało nam przekazane, że w krajach Unii Europejskiej Eureko żadnej działalności praktycznie ubezpieczeniowej bezpośrednio nie prowadziło, a jedna z firm, która prowadziła na rynku brytyjskim, właśnie upadła.

Pan Leszek Balcerowicz:
Ja powiedziałem, co mam do powiedzenia na ten temat. Jeżeli są wątpliwości, to proszę poprosić biegłych, którzy powiedzą, czy firma, w której w ramach prowadzi się, że tak powiem, jest czwartym czy w rezultacie może teraz mocniejszym ubezpieczycielem, jest ubezpieczycielem czy nie.

Poseł Jan Bury:
W czasie PRL-u nie było tak łatwo wyjechać za granicę, dostać wizę do jakiegoś kraju zachodniego. Pan miał tą możliwość, w 1974 r. wyjechał pan na studia do Stanów Zjednoczonych na roczny MBA, później w latach 1985-1988 był pan na stażach także. Kto spowodował pana wyjazdy, ówczesny PZPR czy SGPiS, na którym pan pracował?

Pan Leszek Balcerowicz:
Panie przewodniczący, ja uważam, że ta wypowiedź zawiera elementy insynuacji. I państwo znacie oczywiście ustawę o komisji śledczej, która w pkt. 7.1 mówi w sposób całkowicie jasny, mogę zacytować: z uprawnień komisja korzysta tylko w zakresie niezbędnym i w taki sposób, aby nie naruszać dóbr osobistych osób trzecich.
Ale odpowiem na pana pytanie oczywiście, choć mam opinię na temat sposobu charakteru tej wypowiedzi, że narusza ten artykuł. Polska, choć była krajem socjalistycznym, była jednak krajem pod tym względem różniącym się pozytywnie, np. od dawnego Związku Radzieckiego czy dawnego NRD, i w związku z tym trochę więcej osób musiało wyjechać. A czemu to zawdzięczałem? Sobie to zawdzięczałem.

Poseł Jan Bury:
Czyli kto wydał zgodę na pana wyjazd?

Pan Leszek Balcerowicz:
Zaproponowały, wydały władze uczelni, a i dostałem w normalnym trybie paszport.

Poseł Jan Bury:
Czy jest pan członkiem rady fundacji Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych?

Pan Leszek Balcerowicz:
Panie pośle, pan wie, że ja jestem założycielem. To tak jak bycie rodzicem. Ale nie jestem członkiem.

Poseł Jan Bury:
Czy pana żona jest też członkiem?

Pan Leszek Balcerowicz:
Słucham?

Poseł Jan Bury:
Czy pana żona też jest członkiem rady fundacji?

Pan Leszek Balcerowicz:
Jest to publicznie dostępna informacja na stronach internetowych i jest to dostępne również w raportach składanych ministerstwu.

Poseł Jan Bury:
Czy…

Pan Leszek Balcerowicz:
Moja żona, zgodnie z tym, jest prezesem tej fundacji.

Poseł Jan Bury:
Był pan ministrem finansów, jest pan teraz prezesem Narodowego Banku Polskiego. Czy fundacja, o której mówimy, korzysta z grantów, sponsorowania instytucji finansowych w Polsce, w tym banków i innych instytucji finansowych?

Pan Leszek Balcerowicz:
Panie pośle, w dobrze zorganizowanej instytucji prezes nie rozdziela pieniędzy…

Poseł Jan Bury:
Mam do pana pytanie…

Pan Leszek Balcerowicz:
Ja się tym nie zajmuję.

Poseł Jan Bury:
…czy korzysta?

Pan Leszek Balcerowicz:
W związku z tym jest komisja, która rozdziela środki. Ja nie zastępuję tej komisji, nawet nie wiem, jak te środki rozdziela. Informacja jest publicznie dostępna. Jeżeli pan jest tym zainteresowany, proszę, odeślę pana do stron internetowych.

Poseł Jan Bury:
Na stronach internetowych są takie informacje, iż fundacja korzysta z grantów i środków finansowych…

Pan Leszek Balcerowicz:
To znaczy, że…

Poseł Jan Bury:
…instytucji finansowych.

Pan Leszek Balcerowicz:
…przeszło przez procedurę komisji.

Poseł Jan Bury:
Czy uważa pan, że to jest moralne, to nie jest niezgodne z prawem, iż…

Pan Leszek Balcerowicz:
Nie, i uważam… ja nie wiem…

Poseł Ewa Kantor:
Ja sobie nie pozwolę nie odnieść się do wypowiedzi świadka w sprawie oceny i polityki makroekonomicznej i tych decyzji, o których świadek powiedział w swoim oświadczeniu. Do tych przeobrażeń zapoczątkowanych na przełomie lat 1989-1990, do tych przeobrażeń należała prywatyzacja, fundamentalna reforma zarówno państwa, jak i gospodarki, makro-strategia. Badania i doświadczenia, dostępne zarówno w 1990 r., jak i obecne, pokazują, że kraje, które nie odchodziły od własności państwowej, zapłaciły za to ogromną społeczną cenę - pozostały w tyle, oferując swoim obywatelom niską jakość życia. Powiedział również świadek o państwie prawa. I myślę, że każdy z nas ma marzenie, żeby żył w państwie prawa, ale obudowanym zasadami etyki i moralności, a nie samym prawem. I jaką cenę płacimy i jaki to jest rozwój w kontekście wypowiedzi świadka - brak restytucji mienia, denacjonalizacji, reprywatyzacji. Jest świadek współautorem modelu przebudowy gospodarki i jej urynkowienia poprzez przyjęty destrukcyjny model, który jest określany przez ekonomistów jako schumpeterowskie zjawisko tzw. twórczej destrukcji. Cytuję ze strony…

Pan Leszek Balcerowicz:
Przepraszam bardzo, ja nie usłyszałem tego, bo tu się pojawiło… Ale nie wiem, czy nazwisko tego ekonomisty, czy innego. Gdyby pani…

Poseł Ewa Kantor:
Ja powiem, gdzie to jest, świadkowi.

Pan Leszek Balcerowicz:
Dobrze.

Poseł Ewa Kantor:
To jest praca Stanisława Gomułki “Teoria innowacji i wzrostu gospodarczego”,
str. 226 i dalszy ciąg tych rozważań profesorów ekonomistów. Przez skrajną, restrykcyjną politykę pieniężną, to znaczy wysokich stóp procentowych NBP i świadomie uruchomionej wysokiej inflacji na skutek uwolnienia cen w 1989 i 1990, gospodarki stosujące taką politykę weszły w okres depresji gospodarczej, porównywalny z Wielkim Kryzysem w latach 1929-1933. Zastosowanie modelu rozwoju poprzez narastające ogromne zadłużenie publiczne… Około 440 mld zł aktualnie, oraz około 180 mld kosztów obsługi tego długu, na co są statystyki, które mam przy sobie, gdyby świadek nie miał dostępu. Do zapłacenia w tym roku - 40 mld, do zapłacenia w tym roku, przy bardzo niskich dochodach przeciętnych około 60% społeczeństwa i zadłużeniu prywatnym gospodarstw domowych, w większości niemogących terminowo spłacić swoich długów, przy stopie dwudziestoprocentowego bezrobocia. I średnio przypadający na jednego mieszkańca Polski dług publiczny, bez kosztów jego obsługi w wysokości 11 578 zł, bo 440 mld plus koszty obsługi długu… Prywatne zadłużenie firm będące w windykacji - ok. 100 mld według danych. Dług z tytułu kredytów ludności, konsumpcyjnych - ponad 4 mld. Przecież to katastrofa. A świadek w wywiadzie dotyczącym oceny 15 lat przemian z gazety, którą sobie pozwolę tutaj zacytować, “Rzeczpospolitej” z dnia 5 widzialnych zmian odpowiedział, że są pełne półki towarów. Czy aż taką cenę ogromnych długów publicznych i prywatnych należało płacić za pełne półki towarów? Jak pan chce to naprawić? Bo społeczeństwo już tego nie spłaci poprzez ciągły wzrost podatków pośrednich. Jest postępująca degradacja społeczna. Półki należało zapełniać, ale inaczej. I czy ma pan tę świadomość teraz? Wiemy również, że zawodowi gracze inwestycyjni, instytucje finansowe i banki inwestycyjne upatrują sobie na rynkach otwartych różne podmioty gospodarcze ich interesujące, tworzą z nimi alianse strategiczne, aby na ich aktywach zarobić w myśl zasady rynkowej: tanio kupić, drożej sprzedać. Tworząc infrastrukturę prawną organów władzy ustawodawczej, organy władzy ustawodawczej nie wprowadziły żadnych mechanizmów zabezpieczających przed utratą aktywów lub sprzedażą za 5 do 10% ich wartości. Pan również, a nawet przede wszystkim uczestniczył w tworzeniu prawa gospodarczego w tym okresie czasu, o czym wielokrotnie słyszeliśmy tutaj, nadal aktualnie uczestniczy. Jak niewielu zna pan wszystkie meandry i alianse globalnych graczy rynku pieniężnego i kapitałowego. Czy posiadał świadek tę świadomość konieczności przeprowadzenia norm prawnych zabezpieczających otwarty, wolny rynek, do jakiego Polska przygotowywała… przystępowała i na jaki się otwierała przed graczami globalnymi stosującymi wszelkie alianse strategiczne, w celu intratnych przejęć poziomych lub pionowych, a nawet wrogich? Czy świadek zdawał sobie sprawę, że, tworząc prawo bez mechanizmów zabezpieczających przed sztuczkami graczy, czyli aliansami strategicznymi…strategicznie wrogimi, naraża proces przebudowy, restrukturyzacji gospodarki na wszelkie szkody wymierne, trudno wymierne i czasem niewymierne?

Pan Leszek Balcerowicz:
Proszę komisji, przede wszystkim chciałem powiedzieć, że wypowiedź pani poseł pod względem treści łamie w moim przekonaniu art. ustawy 7.1, który pozwolę sobie tutaj zacytować, a mianowicie: “Komisja jest związana zakresem przedmiotowym określonym w uchwale o jej powołaniu”. Nie widzę żadnego związku między tematem, do jakiego komisja została powołana, a kwestiami, jakie poruszała pani poseł. Łamanie prawa przez organ prawa jest niedopuszczalny w państwie prawa. To chciałem na początku powiedzieć. Ale ponieważ przedstawione zostały tutaj tezy, które są jaskrawo błędne, to nie mogę ich pozostawić bez odpowiedzi. Gdyby tych tez nie było, to bym się nie wypowiadał. Uważam, że nie można…

Poseł Ewa Kantor:
Ale, przepraszam…

Pan Leszek Balcerowicz:
…dopuścić, pani poseł, do tego, że wykorzystuje się czas telewizyjny do łamania prawa po to, żeby przedstawiać błędne tezy. Społeczeństwu się należy wyjaśnienie i społeczeństwu się należy przeciwstawienie nagannym praktykom łamania praworządności, szczególnie jeżeli jest to w wykonaniu członków organów publicznych. To też w związku z tym chcę powiedzieć, że po pierwsze, badania naukowe, które są powszechnie dostępne, oparte na porównaniu sytuacji krajów, które niegdyś startowały z podobnie trudnych warunków, pokazują, że Polska osiągnęła dzięki przeobrażeniom rozpoczętym w 1989 r. czołowe miejsce pod względem wzrostu produktu krajowego brutto. Po drugie, badania pokazują, że rzeczywiste społeczne problemy, a zwłaszcza bezrobocie wynikają z zablokowania określonych reform, z nadmiernych podatków, które się biorą przecież z uchwalanych w Sejmie wydatków, bez pokrycia, z nadmiernej biurokracji, która się pleni wskutek uchwalania kolejnych ustaw. I w związku z tym…

Poseł Ewa Kantor:
Ja proszę, żeby świadek odpowiedział na pytanie. Czy miał pan, czy miał świadek świadomość, że kiedy tworzył prawo w latach 1989-1990, a następnie, kierując Komitetem Ekonomicznym Rady Ministrów i przeprowadzając tzw. strategię prywatyzacją, zabezpieczył państwo polskie i majątek polski przed wrogimi przejęciami?

Pan Leszek Balcerowicz:
Proszę komisji, to nie jest pytanie, to jest wadliwa teza, którą ze względu na interes publiczny starałem się skorygować. Każdy może sprawdzić, bo te badania są dostępne, że tam, gdzie Polska dokonywała reform, odchodząc od upolitycznienia gospodarki, tam odnosiła sukcesy, tam, gdzie reformy zostały zablokowane, jak na przykład…

Poseł Ewa Kantor:
Zapytam, czy 440 miliardów…

Pan Leszek Balcerowicz:
Proszę mi nie przerywać.
Panie Przewodniczący, bardzo proszę…

Poseł Ewa Kantor:
…długu to jest sukces gospodarczy. Proszę odpowiedzieć na pytanie, proszę świadka.

Opracowanie z HOTNEWS PL 0.06.2005r. 16:14
Źródło/autorstwo: Sejm RP/r. n.
21.04.2010 14:28:52 Skopiowałem z zamiarem umieszczenia w blogu dla poparcia tezy, że rządy posolidarnościowe przyczyniły się do rozgrabienia tego co po wojnie udało się przez naród z gruzów odbudować, podziału ludzi na bardzo bogatych i bardzo biednych. Z odpowiedzi na pytania członków Komisji odpowiada z butą i pewnością wiedząc, że i tak nic mu zrobić nie mogą.

Jak Grecy i Goldman Sachs strategię z Kercelaka stosowali

21 kwietnia 2010 (środa), 8:52

Ubiegły, smutny dla Polaków tydzień, był świadkiem fascynujących wydarzeń w gospodarce światowej.

Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), pozwała w piątek wielki bank inwestycyjny Goldman Sachs za oszustwa związane ze sprzedażą instrumentów finansowych opartych o pożyczki hipoteczne.

Regulator zarzucił bankowi, że nie podawał klientom istotnych informacji dotyczących tego typu instrumentów.

Jakby tego było mało, to kolejnym i to niebywałym zarzutem, jest współpraca banku z funduszem hedgingowym Paulson &Co, o …zarabianie na tym numerze.

Goldman Sachs poinformował, że zarzuty są nieuzasadnione i firma będzie bronić swojej - uwaga! - reputacji.

Rację ma i sprawę przed sądem wygra oczywiście Goldman Sachs, tym bardziej, że to amerykańscy urzędnicy najwyższego szczebla, po zakończeniu służby państwowej, ubiegają się o pracę w wielkich bankach, a nie na odwrót, a i amerykańscy sędziowie od dawna rozumieją, że z rygoryzmem prawnym nie należy przesadzać.

Dla niezainteresowanych gospodarką (a takich jest większość) przypomnę tylko, że Goldman Sachs to ten bank, który przyjął naszego Kazia na naukę angielskiego, doradzał Polsce podczas wielu prywatyzacji i pomagał Grekom, w robieniu przez lata w trąbę Komisji Europejskiej.

I w ten sposób, przechodzimy płynnie do drugiego newsa, dotyczącego tym razem greckiego sposobu, na rozwalenie strefy Euro:

Jak wiadomo (a może jestem niepoprawnym optymistą) starożytni Grecy są ojcami europejskiego teatru, co ma ścisły związek z ostatnimi wydarzeniami w strefie Euro.

Po ujawnieniu (pod koniec ubiegłego roku), że Grecy przez całe lata podawali Brukseli dane a la Gierek, a Bruksela te dane przyjmowała równie bezkrytycznie, jak zapewnienia Pekinu o przestrzeganiu praw człowieka w Tybecie, nastąpiła sekwencja wydarzeń, jak z tragedii greckiej:

  1. Najpierw było pomstowanie na Greków
  2. Potem (pod koniec lutego) łaskawe i obwarowane pouczeniami i zastrzeżeniami, obiecanie 25 miliardów Euro, na ratowanie niewypłacalnej greckiej gospodarki
  3. Na to Grecy hardo odpowiedzieli, że pieniędzy nie chcą i poradzą sobie sami (deklaracja z 21 marca), co wywołało wśród europejskich tuzów reakcję paniczną, bo co to znaczy, a raczej ile już kosztuje sponsorów, radzenie sobie przez Grecję samemu, to się euro-politycy 3 miesiące temu dowiedzieli. Samą Francję – 120 miliardów Euro, lekko licząc :-) .
  4. W rezultacie – 60 miliardów danych cichutko, do tego na warunkach preferencyjnych (oprocentowanie, poniżej rynkowego!)

Zmierzając do puenty, pozwolę sobie zwrócić uwagę na identyczność strategii biznesowej, zastosowanej przez Grecję i Goldman Sachs.

Aby oszczędzić czytającym nudnego, ekonomicznego słownictwa, posłużę się przedwojennym, warszawskim powiedzeniem, używanym przez ekonomistów z prekursora Bazaru na Stadionie X lecia, czyli Kercelaka:

Masz frajera, to go duś, jak się zmęczy – to go puść!

W wyniku stosowania tej strategii, mały, 9 milionowy kraj, trzyma za – użyjmy eufemizmu – klejnoty, całą strefę Euro.

Nie ma się więc co dziwić, że bankowy gigant, trzyma za to samo, największe (chwilowo), światowe mocarstwo.

Morał z tego taki, że jeśli ktoś w Polsce ośmieli się obiecać nam przysłowiowe krew, pot i łzy, to znaczy , że jest to (cytuję za Jaremą Stępowskim) łajdak, i straszna śwynia (pisownia oryginalna).

Jest to tekst z blogu Ewarysta-Fedorowicza, jak Grecy i Goldman Sachs strategię z Kercelaka stosowali.
Znalazłem go w internecie, potwierdza on moje zapatrywania, z którym chciałbym zapoznać moją rodzinę. HR

Kto poleci za hazard?

19 kwietnia 2010 (poniedziałek), 10:42

Kto poleci za hazard?
Nie jest tajemnicą, że rozpoczęło się już dyskretne szukanie odpowiedzialnych za błędy w tworzeniu ustawy hazardowej. Na czele stawki są dwa nazwiska – wiceministra finansów Jacka Kapicy i wicedyrektor Anny Cendrowskiej
Marek Czarkowski
Od dawna jestem przekonany, że istotą tzw. afery hazardowej nie był nielegalny lobbing, lecz patologie, do jakich doszło w trakcie prac nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Pisałem o tym wielokrotnie na łamach „Przeglądu”. Nie sądziłem jednak, że moje poglądy podzielają rządowi oficjele.
Tuż przed świętami wielkanocnymi wyciekły do mediów wystąpienia pokontrolne Kancelarii Prezesa Rady Ministrów dotyczące oceny prac nad tą ustawą. To miażdżąca krytyka działań, zwła-szcza resortu finansów, idąca dalej niż najsurowsze oceny mediów.
Z treści dokumentów przesłanych 30 marca 2010 r. przez szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego ministrom: finansów, gospodarki i sportu wynika, że działania resortowych urzędników w najlepszym wypadku „nie sprzyjały sprawnemu przebiegowi prac”. W najgorszym zaś, należało uznać je za „przewlekłe i nieskuteczne”. Przy czym pamiętajmy, że resortowi finansów zarzuty stawiają osoby, które nie chcą zrobić urzędnikom krzywdy.
Nikt zbytnio nie przejął się rewelacjami Arabskiego, bo też mało kogo w Polsce pasjonują kulisy stanowienia prawa. A szkoda. W mojej ocenie, wyniki kontroli przeprowadzonej przez Kancelarię Premiera stanowią kliniczny opis patologii, która w latach 2008-2009 miała miejsce przy okazji prac nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych. W tym kontekście ustalenia te należy uznać za surowy, by nie rzec dramatyczny opis stanu polskiej demokracji. Czytając sygnowane przez ministra Arabskiego dokumenty, nie mogłem wyjść z podziwu nad szczerością ich autorów. To, że proces legislacyjny jest świetną okazją do kręcenia lodów, wiemy od 20 lat. Że trudnią się tym osobnicy o wyjątkowo niskich kwalifikacjach, solidnych poborach i niezwykle wysokim mniemaniu o swych talentach – mogliśmy tylko podejrzewać. O „twarde” dowody było trudno.
A tu proszę… urzędnicy KPRM, oceniając zaangażowanie resortu finansów w prace legislacyjne, stwierdzili „przypadki naruszeń przepisów oraz działań nierzetelnych”. Ba! W dodatku doszli do wniosku, że po 18 miesiącach „należy uznać nieprzygotowanie projektu w stopniu uniemożliwiającym przekazanie go Radzie Ministrów”. I jakby nie dosyć, delikatnie wskazali winnego – podsekretarza stanu, szefa służby celnej, pana Jacka Kapicę! Bo to przecież on „określił strategiczne kierunki proponowanych zmian systemowych, których częścią była nowelizacja ustawy”. Jak wiemy, przynajmniej formalnie Kapica odpowiadał za wszystko, co działo się wokół tej ustawy. Taki urzędnik już dawno powinien zostać zmuszony do poszukania sobie innego zajęcia.
„Śmieci na wejściu – śmieci na wyjściu”
Ta znana informatykom maksyma powiada, że jeśli wprowadzisz do komputera fałszywe dane, po ich przetworzeniu nie spodziewaj się prawidłowych wyników. Okazuje się, że ta reguła doskonale sprawdza się w odniesieniu do procesu stanowienia prawa.
Wiemy dziś – nie tylko z ustaleń kontroli Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – że resort finansów, przystępując do prac nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych, nie miał dostatecznie wypracowanej koncepcji jej nowelizacji. Wiemy, że prace nad kolejnymi projektami odbywały się na niskim poziomie Departamentu Służby Celnej, bez wsparcia ze strony Departamentu Legislacyjnego resortu, co jak się okazało, było niezgodne z przepisami wewnętrznymi ministerstwa. Wiemy, że skracanie przez urzędników terminów zgłaszania uwag do projektu, zarówno w uzgodnieniach wewnątrzresortowych, jak i międzyresortowych, ograniczało możliwość rzetelnej analizy proponowanych zmian, co musiało odbić się na jakości ostatecznych zapisów.
Wiemy, że praktyka ta naruszała nie tylko wewnętrzne regulacje Ministerstwa Finansów, ale też przepisy regulaminu pracy Rady Ministrów. Już tylko z tych powodów należało firmowaną przez min. Jacka Kapicę nowelizację wyrzucić do kosza. Nie zmyślam. Te i inne poważne zarzuty znalazły się w piśmie szefa KPRM przesłanym 30 marca 2010 r. na biurko ministra finansów Jana Vincenta Rostowskiego. Nic dziwnego, że potem zapadła głucha cisza.
Jest to tym bardziej zrozumiałe, że choć kontrola Kancelarii Prezesa Rady Ministrów obejmowała prace nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych, które miały miejsce w latach 2008-2009, to jej ustalenia, bez ryzyka popełnienia błędu, możemy rozciągnąć na to, co miało miejsce w październiku i listopadzie 2009 r. w związku z pracami nad ustawą hazardową.
Gdy w sierpniu 2009 r. – jak wynika z zeznań świadków złożonych przed sejmową komisją śledczą – premier Donald Tusk postanowił „zrobić porządek” z hazardem w Polsce, nad nową ustawą pracowano w jeszcze ostrzejszym tempie. Na zgłaszanie uwag do projektu rządzący dawali kilkadziesiąt godzin, choć regulamin pracy Rady Ministrów przewidywał na to 14 dni. Jakość zgłaszanych propozycji była bez znaczenia. Bo też nikt nie zmierzał ich uwzględniać. Liczył się czas. Nowe prawo miało wejść w życie 1 stycznia 2010 r. Rząd „wiedział lepiej” i niczym czołg parł do wyznaczonego przez siebie celu. Głosy krytyki przedstawiano jako podejrzane działania lobbystów. Choć wiadomo było, czym to się skończy – „śmieci na wejściu – śmieci na wyjściu”.
Dziś już wiemy, że przyjęta w listopadzie 2009 r. ustawa o grach hazardowych to bubel prawny. Wiemy, że wbrew zapewnieniom jej autorów, budżet państwa nie zyskał, lecz stracił. Co gorsza, może okazać się, że w przyszłości przyjdzie wypłacać z budżetu ogromne odszkodowania firmom, które z mocy nowego prawa w ciągu pięciu lat winny zniknąć z rynku. Koszty zaś likwidacji ich właściciele mają pokryć z własnej kieszeni.
Myślę tu o zlekceważonym w trakcie jesiennych prac w Sejmie obowiązku notyfikacji projektu w Komisji Europejskiej. Rządzący uznali, że takiego obowiązku nie ma. Po co zawracać sobie głowę „normami unijnymi”.
Znamienne, że w cytowanym piśmie ministra Arabskiego do ministra Rostowskiego kwestii obowiązku notyfikacji poświęcono sporo miejsca. I tak dowiedziałem się, że pani Izabela Hobler-Micherska, koordynator odpowiedzialny w resorcie finansów za tę sprawę, nie dokonywała nawet oceny projektów pod względem obowiązku notyfikacji: „A jego (koordynatora – uwaga autora) rola sprowadza się do przekazywania Ministrowi Gospodarki projektów otrzymanych z komórek merytorycznych Ministerstwa. Resortowy koordynator NIE MIAŁ WIEDZY (podkreślenie autora) o konieczności rozstrzygnięcia problemu jego (ustawy – uwaga autora) notyfikacji ani o korespondencji w tej sprawie między MF a Ministerstwem Gospodarki i Urzędem Komitetu Integracji Europejskiej”!
Oznacza to, że Departament Służby Celnej, w którym pod kierownictwem wicedyrektor Anny Cendrowskiej pracowano nad kolejnymi projektami, nie uważał za właściwe informować o tym, nad czym pracuje pani Hobler-Micherska!
Kontrolerom nie udało się nawet ustalić, czy projekt nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych „był na jakimkolwiek etapie konsultowany wewnątrz MF w zakresie przepisów technicznych” ze względu na brak dokumentów i procedur w tej materii. Sejmowa komisja śledcza badająca kulisy afery hazardowej w ogóle nie zajęła się tymi wątkami. Dziś sprawa notyfikacji projektu ustawy o grach hazardowych przyjętej przez Sejm w listopadzie 2009 r. ma kluczowe znaczenie w związku ze skargą złożoną w Komisji Europejskiej przez spółki działające w obszarze niskiego hazardu. Jeśli się okaże, że Polska miała taki obowiązek, a nie zrobiła tego, naszemu krajowi grożą ogromne kary i konieczność wypłacenia odszkodowań spółkom działającym w branży hazardowej.
Wydaje się, że takiego obrotu spraw Donald Tusk, który w ubiegłym roku osobiście domagał się w Sejmie przyspieszenia prac nad restrykcyjną ustawą, nie przewidział. Może to mieć ogromne znaczenie polityczne, jeśli niekorzystne dla Polski decyzje Komisji Europejskiej zbiegną się w czasie z kampanią wyborczą – samorządową, prezydencką bądź parlamentarną. Jestem pewien, że dziś premier dobrze o tym wie, lecz nie ma pojęcia, co z tym robić.
Szukanie winnych
Nie jest tajemnicą, że rozpoczęło się już dyskretne szukanie odpowiedzialnych za błędy i wypaczenia. Na czele stawki są dwa nazwiska – wiceministra finansów Jacka Kapicy i wicedyrektor Anny Cendrowskiej. Resort finansów od kilku miesięcy próbował zrzucić winę na Ministerstwo Gospodarki, będące koordynatorem Krajowego Systemu Notyfikacji Norm i Aktów Prawnych.
Problem w tym, że – jak zeznał w styczniu br. przed sejmową komisją śledczą były wiceminister Adam Szejnfeld – urzędnicy resortu gospodarki wielokrotnie zwracali uwagę Ministerstwu Finansów na konieczność notyfikacji projektu ustawy w Komisji Europejskiej. Zresztą nie tylko oni. 5 czerwca 2009 r. przypominał o tym obowiązku ministrowi Rostowskiemu prezes Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, Mikołaj Dowgielewicz.
30 października 2009 r., gdy prace nad zarządzoną przez Donalda Tuska nową ustawą o grach hazardowych szły pełną parą, w sprawie obowiązku notyfikacji wystąpiła do Ministerstwa Gospodarki Komisja Europejska.
Tego samego dnia pani Barbara Kozłowska z Departamentu Regulacji Gospodarczej w piśmie przesłanym na ręce wspomnianej już do pani Izabeli Hobler-Micherskiej z resortu finansów po raz kolejny przypomniała o obowiązku notyfikacji projektu ustawy w Brukseli.
Nie wiemy, co działo się dalej. Rządowe dokumenty milczą na ten temat. Jeśli pani Izabela nie dysponuje dowodami, że przekazała tę informację wyżej, czekają ją bardzo poważne kłopoty.
Wiele wskazuje na to, że Komisja Europejska uzna, iż w związku z pracami nad ustawą o grach hazardowych złamano unijne procedury, a wtedy na Polskę zostaną nałożone bardzo wysokie kary finansowe. Równie dotkliwe okażą się roszczenia właścicieli spółek działających w obszarze hazardu. Mówimy o kwotach liczonych w setkach milionów złotych. Dziś firmy te uginają się pod ciężarem podatków, lecz w przyszłości może się okazać, że to znakomita inwestycja. Choć, jak to w Polsce, procesy będą trwały latami i Donald Tusk nie musi się martwić, że jego rząd będzie płacił. Za błędy na górze jak zwykle zapłacą podatnicy.
2 kwietnia 2010 r. „Dziennik” podał, że sądy weryfikują rządowy pomysł na szybszą delegalizację tzw. jednorękich bandytów, nakazując zwracać właścicielom zarekwirowane w wyniku kontroli legalne automaty. To reakcja wymiaru sprawiedliwości na działania celników, którzy od grudnia 2009 r. prowadzą masowe kontrole lokali, w których ustawione są automaty o niskich wygranych. Nieoficjalnie wiadomo, że zarekwirowano ponad tysiąc tego typu urządzeń, uzasadniając to podejrzeniem, że działają one niezgodnie z obowiązującym prawem.
Spółki będące ich właścicielami odwołały się do sądów i na razie wygrywają proces za procesem. Kolejny krok to pozwy o odszkodowania z tytułu utraconych zysków. „Dziennik” podał, że w grę może wchodzić nawet 460 mln zł. Resort finansów zbytnio się tym nie przejął, a cytowana przez gazetę Sylwia Stelmachowska z biura prasowego resortu finansów wyjaśniła, że opinia publiczna oczekuje od Ministerstwa Gospodarki „zwalczania patologii na rynku automatów o niskich wygranych”. Interesujący pogląd, zwłaszcza że w Polsce, jeśli sąd zakwestionuje decyzję administracyjną, to przyznanie odszkodowania staje się formalnością. Na razie celnicy nie rezygnują i konfiskują kolejne automaty, nie zwracając uwagi na wyroki sądowe.
Sytuacja zmieni się, gdy przyjdzie płacić. Jak zwykle rozpocznie się wtedy szukanie winnych. Szeregowym pracownikom nic nie grozi, bo oni tylko wykonywali polecenia zwierzchników i „zwalczali patologię”.
Warto pamiętać, że szefem Służby Celnej jest wiceminister Jacek Kapica. Ten sam, którego osiągnięcia w pracach nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych tak surowo zostały ocenione przez kontrolerów z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Wyłania się z tego dość ponury obraz. Mimo gromkich zapewnień o pełnym profesjonalizmie okazało się, że urzędnicy pracujący w latach 2008-2009 nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych, delikatnie mówiąc, nie przejmowali się obowiązkami, które nakładało na nich prawo. Co gorsza, ich przełożeni – zajęci ratowaniem kraju z kryzysu – nie mieli o tym pojęcia. W efekcie kluczowe decyzje zapadały na niskim szczeblu. Nikt też nie przejmował się konsekwencjami proponowanych zmian. Premier i jego otocznie nie wiedziało nawet, o co chodzi.
Powie ktoś, że hazard to margines. Otóż nic bardziej mylnego! Jeśli w latach 2008-2009 prace nad ustawą hazardową przebiegały tak, jak opisano je w pismach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, strach myśleć, co dzieje się przy okazji nowelizacji ustaw regulujących takie rynki jak: telekomunikacyjny, bankowy, farmaceutyczny, energetyczny, paliwowy, telewizyjny, ubezpieczeniowy… Tam gra się o większe pieniądze.
19.04.2010 -10:30 Skopiowałem z Przeglądu i umieściłem w blogu. HR

Ostry kryzys papiestwa

19 kwietnia 2010 (poniedziałek), 10:24

Ostry kryzys papiestwa

Kościół wstrząsany skandalami obyczajowymi

Jan Piaseczny

Skandale i afery obyczajowe wstrząsają Kościołem. Z wielu krajów napływają wciąż nowe informacje o kapłanach wykorzystujących seksualnie powierzone swej opiece dzieci.
Amerykańscy i brytyjscy prawnicy zamierzają pozwać do sądu papieża jako najwyższego zwierzchnika organizacji, która długo tolerowała, tuszowała i ukrywała przestępstwa popełnione przez księży.
Coraz częściej podnoszą się głosy wzywające Benedykta XVI do ustąpienia. Włoski ksiądz katolicki Paolo Farinella na łamach magazynu „MicroMega” napisał projekt oświadczenia, z którym, jego zdaniem, papież powinien zwrócić się do irlandzkich katolików: „Przychodzę do was z pustymi rękoma, aby błagać o przebaczenie. Za surowość celibatu, za warunki panujące w seminariach i za tysiące przypadków wykorzystywania dzieci. Chcę wycofać się do klasztoru i przez resztę moich dni czynić pokutę za to, że zawiodłem jako kapłan i jako papież”.
Według brytyjskiego magazynu „The Sunday Times”, istnieją obawy, że pedofilskie skandale opóźnią beatyfikację Jana Pawła II. Z pewnością Kościół katolicki przeżywa najostrzejszy kryzys od dziesięcioleci. Podczas Wielkanocy 2005 r. Joseph Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, porównał Kościół do łodzi, która tonie na skutek zdrady kapłanów wobec Boga. Obecnie sytuacja jest jeszcze dramatyczniejsza. Wielu rodziców obawia się wysłać dzieci do liturgicznej służby ołtarza po relacjach o cierpieniach byłych ministrantów.
Martin Werlen, opat benedyktyńskiego klasztoru w Einsiedeln w Szwajcarii, zażądał utworzenia w Rzymie centralnego rejestru księży skazanych za pedofilię, do którego dostęp powinni otrzymać biskupi. Dzięki temu mogliby sprawdzać przeszłość księży przenoszonych do ich diecezji i nie dopuszczać dewiantów do pracy z dziećmi. Przewodnicząca Konfederacji Szwajcarskiej Doris Leuthard powiedziała, że władze jej kraju powinny rozważyć utworzenie takiego rejestru. „Nie ma żadnej różnicy, czy sprawcy wywodzą się z duchowieństwa, czy ze stanu świeckiego. Ważne jest, aby księża pedofile, podobnie jak nauczyciele i inni opiekunowie, nie mieli kontaktów z dziećmi”, oświadczyła.
Kościelni hierarchowie bronią się coraz energiczniej. Podczas uroczystej niedzielnej mszy wielkanocnej przewodniczący kolegium kardynałów Angelo Sodano demonstracyjnie wziął papieża w obronę: „Ojcze Święty, lud Boży jest z tobą i nie ulegnie wpływom nieznaczących plotek obecnych dni”. Barbara Blain, przewodnicząca amerykańskiej organizacji SNAP, zrzeszającej ofiary księży, uznała słowa Sodana za zniewagę. Ofiary potrzebują przecież pociechy i uleczenia, ich relacje nie mogą być określane jako gadanina.
Obrońcy Kościoła wskazują, że pedofile grasują

we wszystkich środowiskach

i że księża pedofile stanowią tylko znikomą część wszystkich kapłanów. To z całą pewnością prawda. Podkreślają również, że wiadomości o skandalach obyczajowych są wyolbrzymiane i podsycane przez potężne siły wrogie katolicyzmowi i Stolicy Apostolskiej. Kard. Sodano powiedział na łamach watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano”: „Papież ucieleśnia prawdy moralne, które nie są akceptowane, a uchybienia i błędy niektórych księży są wykorzystywane jako oręż przeciwko Kościołowi”. Sodano wyraził pogląd, że jak nie jest winą Jezusa, iż Judasz zdradził, tak nie należy obwiniać biskupów za to, że niektórzy księża dopuścili się błędów i uchybień.
Z pewnością także w tym są elementy prawdy. Kościół wzbudza emocje i graniczącą z nienawiścią niechęć wielu środowisk, od wojowniczych grup protestanckich po szermierzy radykalnego antyklerykalizmu, zwolenników całkowitej swobody seksualnej i różnego rodzaju „osobistych nieprzyjaciół Pana Boga”, atakujących katolicyzm z uporem godnym lepszej sprawy. Wykorzystują oni obecne skandale z wielką skwapliwością. Trzeba jednak podkreślić, że to kapłani i ukrywający ich przestępstwa biskupi dali nieprzyjaciołom i krytykom Kościoła argumenty i broń do ręki. Ponadto fakt, że wiadomości o skandalach napływają z wielu krajów – USA, Holandii, Szwajcarii, Austrii, Niemiec, Norwegii, Kanady, Australii, Filipin – jest znamienny. Świadczy on, że struktura Kościoła i prawo kanoniczne nie są skuteczne w zwalczaniu pedofilów w sutannach. Wiele wskazuje też na to, że przez długie lata biskupom zależało nie tyle na chronieniu dzieci i młodzieży, co na tuszowaniu afer i osłanianiu winowajców.
Komentatorzy wskazują na fatalną rolę opublikowanej w 1922 r. przez watykańską Kongregację Nauki Wiary instrukcji

Crimen sollicitationis”.

Została ona ponownie wydana w 1962 r. przez papieża Jana XXIII. Ten sporządzony po łacinie dokument liczył 24 strony i zajmował się występkami obyczajowymi popełnionymi przez kapłanów podczas sakramentu pokuty, innymi słowy – w konfesjonale. Instrukcja nakazywała, aby biskupi zajmowali się tymi sprawami bardzo energicznie, jednak tak aby zostały one utrzymane w tajemnicy.
Dochodzenie należało do Kongregacji Nauki Wiary (spadkobierczyni Inkwizycji). Jeśli doszło do procesu przed kościelnym trybunałem, wszystkie stanowiska sędziów, oskarżycieli, obrońców, notariuszy obsadzone były przez księży. Nie zawiadamiano władz świeckich. Akta procesowe umieszczano w tajnych archiwach kurii. Biskupi stosowali wobec pedofilów zasadę „miłosiernej sprawiedliwości”, w myśl której wystarczy modlitwa, nawrócenie oraz psychoterapia. Takich księży często po prostu przenoszono do innej diecezji, gdzie nowi przełożeni nie wiedzieli o ich skłonnościach i pozwalali im na pracę z dziećmi i młodzieżą. Ze względu na instrukcję „Crimen sollicitationis” obecny prymas Irlandii, kard. Sean Brady, w latach 70. wymógł przysięgę milczenia na dwóch ofiarach księży, za co przeprosił przed kilkoma tygodniami. Pod adresem obecnego papieża wysuwane są oskarżenia, że w przeszłości tolerował grzesznych kapłanów. Kiedy Joseph Ratzinger był arcybiskupem Monachium, wynikła sprawa księdza pedofila Petera H. z diecezji Essen. Przełożeni kościelni zaproponowali, aby został on poddany psychoterapii pod kuratelą arcybiskupstwa Monachium. Tak rzeczywiście się stało, jednak po terapii wikariusz generalny arcybiskupa skierował Petera H. do pracy w parafii. Podobno Ratzinger o tym wiedział. Ksiądz znowu krzywdził dzieci i został odsunięty od pełnienia obowiązków kapłańskich dopiero w 2008 r. Dziennik „New York Times” opisał historię ojca Lawrence’a Murphy’ego, który wykorzystywał seksualnie co najmniej 200 uczniów szkoły dla głuchoniemych w St. Patric w amerykańskim stanie Wisconsin. Dzieci długo nie potrafiły poskarżyć się nikomu spoza szkoły i internatu, bo nawet podczas spowiedzi za pomocą języka migowego lub pisma spotykały swego krzywdziciela. Abp Rembert Weakland z Milwaukee napisał w tej sprawie do Stolicy Apostolskiej w 1996 r. Przewodniczącym Kongregacji Nauki Wiary był wtedy kard. Joseph Ratzinger. Odpowiedzi udzielił jego zastępca, bp Tarcisio Bertone, który poprosił amerykańską diecezję o wszczęcie śledztwa, oczywiście tajnego. Ks. Murphy był już wtedy śmiertelnie chory i listownie zwrócił się do Ratzingera o pomoc. Nie chciał być wykluczony ze stanu kapłańskiego. Ratzinger nie odpowiedział, jednak bp Bertone w imieniu kongregacji zwrócił się do amerykańskich biskupów o wstrzymanie śledztwa. Murphy zmarł jako kapłan. Wcześniej nigdy nie zakazano mu pracy z dziećmi.
Rola Ratzingera w tych dwóch przypadkach nie jest jednoznaczna, komentatorzy uważają jednak, że obecny papież, który stał na czele Kongregacji Nauki Wiary przez prawie ćwierć wieku, dostawał

wszystkie ważne raporty

na temat księży pedofilów i musiał zdawać sobie sprawę ze skali tego przerażającego zjawiska. Nie zareagował jednak wystarczająco energicznie. Benedykt XVI, wybitny teolog i niezłomny moralista, odnosi się z wielką czcią do sakramentu kapłaństwa i stawia księżom bardzo wysokie wymagania. W przesłaniu do Irlandczyków potępił kapłanów pedofilów najostrzej ze wszystkich papieży. A jednak wielu jest zdania, że w obecnej sytuacji najwyższy zwierzchnik Kościoła katolickiego powinien zabrać głos jeszcze raz, napiętnować winnych, przeprosić ich ofiary i przedstawić środki zaradcze. Do tej pory Benedykt XVI nie zdobył się na to. W Stanach Zjednoczonych od 2002 r. ujawniono całą serię afer z udziałem księży pedofilów. Okazało się, że od 1950 r.
ok. 5 tys. kapłanów molestowało seksualnie 12 tys. ofiar. Kościół katolicki w USA wypłacił skrzywdzonym 2 mld dol. rekompensaty. Niektóre diecezje, takie jak Tuscon i San Diego, zbankrutowały. Jeff Anderson, adwokat z Minnesoty, reprezentował ofiary grzesznych kapłanów i uzyskał dla nich miliony dolarów odszkodowania. Obecnie zamierza oskarżyć przed amerykańskim sądem papieża, ponieważ uważa, że problemy z księżmi pedofilami są „endemiczne dla kultury klerykalnej” i przychodzą do USA z Rzymu. Benedykt XVI jako głowa państwa watykańskiego jest chroniony immunitetem dyplomatycznym i z pewnością przed sądem nie stanie. Niemniej jednak jeśli pozew rzeczywiście zostanie złożony, okaże się poważnym ciosem w autorytet Stolicy Apostolskiej.
Skandale obyczajowe w Kościele rzucają cień także na

pamięć Jana Pawła II.

Najpoważniejsze zarzuty związane są z osobą przewodniczącego Konferencji Episkopatu Austrii, kard. Hansa Hermanna Groëra, który był przyjacielem polskiego papieża. W 1995 r. byli uczniowie szkoły katolickiej oskarżyli Groëra o molestowanie seksualne. Watykan nie zastosował wobec niego surowych sankcji. Groër zdobył się tylko na mgliste przeprosiny po tym, jak czterech biskupów określiło zarzuty przeciwko niemu jako uzasadnione. Przeszedł na emeryturę i w 2003 r. dokonał życia w żeńskim klasztorze pod opieką zakonnic. Obecny arcybiskup Wiednia Christoph Schönborn skrytykował „grzeszne struktury” w Kościele oraz sposoby „wyciszania” ofiar i „odwracania wzroku”. Zasugerował też, że kard. Joseph Ratzinger próbował wszczynać dochodzenia w sprawie nadużyć, także w przypadku Groëra. Te wysiłki zostały jednak zablokowane przez pewne kręgi w Watykanie, co stanowi odniesienie do Jana Pawła II.
„The Sunday Times” zamieścił wypowiedź polskiego teologa i byłego księdza jezuity Stanisława Obirka, który powiedział: „Uważam, że Jan Paweł II jest kluczową osobą, gdy chodzi o ukrywanie przypadków molestowania. A to dlatego, że większość z nich miała miejsce podczas jego pontyfikatu. Jak można beatyfikować kogoś, kto za to odpowiada?”.
Media przypominają sprawę meksykańskiego zakonnika Marciala Maciela Degollada, który założył religijne zgromadzenie Legion Chrystusa. W 1998 r. byli członkowie zakonu oskarżyli Maciela o molestowanie seksualne. Kard. Ratzinger wszczął dochodzenie w tej sprawie. W 2001 r. Jan Paweł II odprawił dla meksykańskiego zakonnika, który jakoby został ojcem kilkorga dzieci, uroczystą mszę. Kiedy Ratzinger został papieżem, bezzwłocznie wysłał Maciela do klasztoru i nakazał mu życie w modlitwie i pokucie. Zakonnik zmarł w 2008 r. Nigdy nie wytoczono mu procesu kościelnego.
Wielu oczekuje, że w obliczu kryzysu Kościół podejmie środki zaradcze i przeprowadzi niezbędne reformy. Z pewnością jedną z nich powinno być zniesienie lub

ograniczenie celibatu,

który przecież nie jest dogmatem. Zdrowi mężczyźni w sutannach, zmuszeni do powstrzymywania naturalnych popędów, narażeni są na ogromne napięcie i pokusy, którym niekiedy nie potrafią się oprzeć. Celibat w znacznym stopniu jest fikcją. Według przeprowadzonej w USA ankiety tylko dwie trzecie kapłanów katolickich powstrzymuje się od zmysłowych rozkoszy, jedna trzecia zaś uprawia seks we wszystkich możliwych kombinacjach i odmianach. Jak wynika z kilku przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych studiów, na 100 katolickich kapłanów dwóch jest pedofilami. Liberalny szwajcarski teolog Hans Küng, któremu Stolica Apostolska przed laty odebrała prawo do nauczania w imieniu Kościoła, nie ma wątpliwości, że celibat związany jest z pedofilią. Küng wyraził pogląd: „Rzymska reguła celibatu stoi w sprzeczności z Ewangelią i pradawną tradycją katolicką. Musi zostać zniesiona”. Były arcybiskup Mediolanu, kard. Carlo Maria Martini, powiedział, że z uwagi na pedofilskie skandale obowiązkowy celibat dla kapłanów powinien zostać poddany pod rozwagę. Obrońcy celibatu wskazują, że jest on nadzwyczajnym darem Boga i Kościół nie może zgodzić się na to, aby uważać płciowość tylko za popęd, który trzeba zaspokoić. Płciowość ma bowiem także aspekty duchowe.
Obrońcy powołują się na studia prof. Philipsa Jenkinsa z Uniwersytetu Pensylwanii, który przez 20 lat prowadził badania nad pedofilią wśród duchownych i doszedł do wniosku, że to zjawisko nie występuje częściej wśród kapłanów katolickich niż duchownych innych wyznań, którzy nie są zobowiązani do celibatu.
Oddolne inicjatywy świeckich wiernych w Niemczech i Austrii uważają jednak za konieczne odważne reformy w Kościele – ograniczenie władzy watykańskiej gerontokracji oraz biskupów, dopuszczenie do kapłaństwa kobiet oraz przynajmniej „wypróbowanych” żonatych mężczyzn.
Takie reformy mógłby jednak przeprowadzić tylko sobór powszechny. Papież Benedykt XVI, wspierany przez kardynałów, zwołać go nie zamierza. Wiele wskazuje na to, że Kościół ma nadzieję „przeczekać” obecny kryzys bez żadnych reform. Przyszłość pokaże, czy to się uda. Szkody dla autorytetu Kościoła i papiestwa, wyrządzone przez skandale z udziałem kapłanów i chroniących ich hierarchów, już teraz są ogromne.
19.04.2010 skopiowałem z Przeglądu i umieszczam w katalogu Religia- HR

 

Program dla lewicy

19 kwietnia 2010 (poniedziałek), 10:15

Działania wielkich, ponadnarodowych korporacji i skutki globalizacji powodują, że kryzys roznosi się wszędzie
Marek Jaśkiewicz
W „Przeglądzie” nr 3 (473) pod tytułem „Zacząć od programu” opublikowane zostało wystąpienie prof. Janusza Reykowskiego ze spotkania Rady Programowej Centrum Politycznych Analiz – Projekt dla Polski. Spotkanie miało określić główne kierunki prac nad nowym, lewicowym programem pod nazwą „Projekt dla Polski”, a opublikowanie wystąpienia in extenso w „Przeglądzie” oznacza zapewne, że przynajmniej główne jego tezy zostały na spotkaniu poparte. Uważam, że opracowany w ubiegłym roku przez zespół pod kierunkiem prof. Reykowskiego raport dotyczący sytuacji lewicy i przyczyn jej słabego wyniku wyborczego w 2007 r. zawierał trafną diagnozę oraz propozycje i był prawdopodobnie najlepszym dokumentem w dorobku teoretycznym polskiej lewicy działającej po ‘89 r., a na pewno najlepszym w debacie publicznej po ostatnich wyborach. Podzielam też wyrażone w zakończeniu artykułu „Zacząć od programu” przekonanie, że lewicowy program,
różniący się od prawicowych programów sferze wartości, sposobu widzenia i oceny problemów świata i Polski oraz formułujący rozwiązania zgodne z tymi wartościami i oceną, jest niezbędny Polsce i Polakom, a bez tego lewica w Polsce nie stanie się rzeczywistą siłą polityczną.
Lektura artykułu, który w istocie jest wytycznymi do prac nad nowym programem lewicy, daje jednak poczucie niedosytu. Trudno bowiem sobie wyobrazić, żeby sformułowany w nim koncepcyjny zarys lewicowego projektu dla Polski kogoś szczerze zainteresował, przekonał, a tym bardziej porwał. Szczególnie młodych ludzi, do których tak naprawdę przyszły program lewicy powinien być adresowany, rozczarowanych i zalęknionych dzisiejszą rzeczywistością. Myślę, że jest tak z dwóch powodów.
Po pierwsze, założenia prac programowych tkwią nadal w problemach kampanii wyborczej 2007 r., kiedy główną sprawą było pozbycie się autokratycznego systemu rządów PiS. Słuszne założenie, że punktem wyjścia „Projektu” powinna być diagnoza obecnych i nadchodzących problemów Polski na tle procesów toczących się we współczesnym świecie, nie zostało wsparte odniesieniem się do tych procesów i problemów świata, które wywołują ważne skutki dla Polski. Efektem tego, przy omawianiu kluczowych obszarów, których powinna dotyczyć diagnoza, jest zupełne pominięcie skutków ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego, negatywnych konsekwencji globalizacji czy też wpływu galopującej rewolucji informatycznej na procesy ekonomiczne, społeczne i kulturowe. Wytyczne do prac zespołu są w ten sposób oderwane od aktualnych realiów i zagrożeń. Nie dotyczą tego, czego ludzie w Polsce dzisiaj się lękają, czego nie rozumieją i co wpływa na ich los.
A od 2007 r. coś się przecież zmieniło. Coś, co wstrząsnęło światem i czego żyjące pokolenia jeszcze nie przeżyły. Kapitalizm (ustrój gospodarki rynkowej, jak kto woli), uznany już prawie powszechnie za sterowalnego i niezawodnego kreatora rozwoju, okazał się – tak jak w latach 30. ub.w. – systemem nieobliczalnym. Udowodnił, że niekontrolowany może wyzwolić się z więzów, jakie tworzy konkurencja, zasady regulacyjne i tworzone przez państwa instytucje nadzoru, i siać spustoszenie, marnując owoce wieloletniego rozwoju. A działania wielkich, ponadnarodowych korporacji i skutki globalizacji powodują, że kryzys, jak zaraza, roznosi się wszędzie, omijając instytucjonalne zabezpieczenia zbudowane na poziomie państw. Tak naprawdę
nikt nie potrafi go powstrzymać w skali globalnej,
bo nie wypracowano żadnych narzędzi regulacyjnych na tym poziomie. Skutki, sądząc po konsekwencjach kryzysu lat 30., mogą być katastrofalne dla ludzkości. Na razie na pewno unieszczęśliwiają tysiące zwykłych rodzin, m.in. w bogatych i dobrze zorganizowanych krajach Europy. I także w Polsce, która właśnie, skądinąd dzięki temu samemu kapitalizmowi, ale budowanemu w miarę rozsądnie (z udziałem i pewnie dzięki udziałowi lewicy), ze stosownymi zabezpieczeniami, zaczęła wydobywać się z cywilizacyjnego zacofania.
W takim momencie na ogół oczy ludzi zwracają się na lewicę. Ze względu na jej wartości, realistyczny, a nie bałwochwalczy stosunek do gospodarki rynkowej i z powodu ogólnego rozczarowania polityką neoliberalną. W Polsce ten efekt jest słaby, bo słaba jest lewica, przede wszystkim z powodu rozbicia, ale także w wyniku braku jasnego określenia swej tożsamości i umiejętności rozmowy ze społeczeństwem. Niemniej mocniej w ostatnim okresie słyszy się postulat przywrócenia równowagi na scenie politycznej; lepiej nieco wyglądają ostatnio sondaże. Sądzę jednak, że jeśli polska lewica będzie w pracach programowych szerokim łukiem omijać kryzys gospodarczy, jeżeli nie skupi wszystkich możliwości intelektualnych i politycznych, aby zbudować
projekt dla Polski w warunkach kryzysu i przeciw niemu,
to nie ma co liczyć na uwagę społeczeństwa, nie mówiąc o jego poparciu. Dla prac nad programem ma to znaczenie już na tym etapie, bo wymaga zmodyfikowania kierunków pracy w obszarze polityki gospodarczej i społecznej i nadania temu obszarowi priorytetu. Określona w wytycznych jako główny kierunek polityki społeczno-gospodarczej modernizacja i walka z upośledzeniem społecznym to cele zawsze aktualne, ale stają się pustymi hasłami bez określenia sposobu obrony wzrostu gospodarczego w warunkach kryzysu, wyznaczenia najważniejszych zadań polityki społecznej oraz zasad koordynacji i wzajemnego oddziaływania tych dwóch polityk. Trzeba stworzyć własne, konkretne i dobrze uzasadnione propozycje dotyczące tych spraw i tworzyć jak najprędzej potencjał dla udziału w debacie publicznej na temat walki ze skutkami kryzysu. Zaplecze gromadzące dorobek, doświadczenie i potencjał kadrowy ekonomistów lewicowej proweniencji powinno powstać jak najszybciej. Świadczą o tym trudności, jakie miał i ma SLD w formułowaniu stanowiska wobec podstawowych problemów walki z kryzysem w Polsce.
Drugim powodem, dla którego założenia i wytyczne do pracy nad programem „Projekt dla Polski” budzą niedosyt, są słabości w konstrukcji nowego sensu pojęcia lewicowości, w tym wartości i celów lewicy. Problem polega na tym, że wbrew głównemu założeniu, te podstawowe dla tożsamości lewicy elementy trudno odróżnić od cech, którymi definiują się formacje prawicowe. Różnica, której w tekście trzeba intensywnie poszukiwać, polegać ma na chęci usunięcia nędzy i upośledzenia i obdarzenia całego społeczeństwa, a nie tylko uprzywilejowanych grup, owocami trwałego rozwoju, który jest głównym celem i zarazem wartością tak rozumianej lewicy. To ogólnie słuszne, tylko że lektura programów choćby Platformy Obywatelskiej i PiS pozwala znaleźć te same cele i wartości, czasem tylko pod nieco odmiennymi sformułowaniami. Nie ma zresztą chyba teraz takiej formacji politycznej na świecie, dla której trwały rozwój nie byłby jednym z celów działania.
Takie formułowanie aksjologii, celów i sensu istnienia lewicy, pełne przy tym kompleksów, odżegnywania się od dawno upadłych teorii i ekwilibrystyki pojęciowej, nie przyciągnie nowych zwolenników i nie będzie solidną podstawą do analizy rzeczywistości i tworzenia wiarygodnych propozycji. Skazuje więc z góry na niepowodzenie. Ludzie, mając do wyboru troje mówiących to samo, wybiorą tego, który jest silniejszy i daje perspektywę zrealizowania programu. Wyjątki od tej zasady czynią jedynie dla tych, którzy potrafią nazwać rzeczywistość nowym językiem, po pierwsze, zrozumiałym, po drugie, odpowiadającym odczuciom i dążeniom odbiorców, po trzecie, świadczącym, że mówiący wierzą w to, co mówią, i są zdecydowani zmieniać rzeczywistość. Sposób określenia istoty, wartości i celów nowej lewicy zamieszczony w wytycznych programowych nie spełnia ani nie zapowiada spełnienia tych warunków.
Rzeczywiste różnice pomiędzy lewicą i prawicą dotyczą
hierarchii wartości i celów.
Dla lewicy tradycyjnie hierarchia wartości polegała na wyróżnieniu sprawiedliwości społecznej i wynikała z analizy współczesnej rzeczywistości. W tej kwestii nic się nie zmienia. Dla współczesnej lewicy sprawiedliwość społeczna oznacza tworzenie przez prawo, instytucje państwa i organizacje społeczeństwa szansy godnego życia dla wszystkich. Szansy – to znaczy równego dostępu do narzędzi pozwalających na godne życie: indywidualnej wolności i autonomii jednostki ograniczanej jedynie bezpieczeństwem innych ludzi, pracy, ochrony życia i zdrowia, wiedzy, wysokiej kultury. Jeżeli ktoś z przyczyn przez siebie niezawinionych nie jest w stanie skorzystać z tych narzędzi, organizacje społeczeństwa powinny zapewnić mu pomoc bądź opiekę, a państwo regulacje i środki zapewniające jej skuteczność. Dla współczesnej lewicy wolność i autonomia jednostki są niezbędnym warunkiem, bo bez nich nie ma godnego życia, ponadto wyzwalają ludzką inicjatywę i przedsiębiorczość konieczną do rozwoju. Dlatego akceptuje – choć nie bez zastrzeżeń – ustrój gospodarki rynkowej przy wszystkich jego słabościach i zagrożeniach. Te zastrzeżenia wynikają z faktu, że nie jest w pełni wolnym człowiek dotknięty strukturalnym bezrobociem, nie jest wolnym i autonomicznym bezdomny nędzarz, człowiek, którego nie stać na naukę w dobrej szkole, chory, dla którego nie ma lekarstw i opieki specjalisty, wreszcie obywatel karmiony zamiast kultury ogłupiającą papką zamykającą dostęp do samodzielnego myślenia. Dlatego właśnie priorytetem lewicy jest dążenie do zbudowania w ramach systemu gospodarki rynkowej narzędzi regulacyjnych i instytucjonalnych pozwalających prowadzić politykę sprawiedliwości społecznej, która otwiera możliwość godnego życia dla wszystkich i daje szansę pokoju społecznego.
Ten model nie jest niczym nowym. Został wypracowany przez europejską socjaldemokrację, okazał się skuteczny jako ideowa konkurencja wobec komunizmu i jako system z powodzeniem urzeczywistniany dotąd w Skandynawii, a w różnych okresach także w innych krajach. W Polsce ten właśnie model dał lewicy dwukrotnie władzę po transformacji, pozwolił jej wyciągnąć gospodarkę z poprzedniego kryzysu i zapewniał poparcie znaczącej części społeczeństwa, dopóki przywódcy nie zagubili gdzieś lewicowych wartości i celów.
Kanon aksjologiczny prawicy różni się od modelu lewicowego głównie tym, że podstawową wartością jest albo wolność jednostki (w przypadku liberałów), albo tradycja związana z narodowym lub (i) religijnym etosem (w przypadku konserwatystów). Polityka liberałów charakteryzuje się bezradnością wobec wad kapitalizmu, prowadzi do karkołomnego nieraz rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństw i w ostateczności do rzeczywistego ograniczenia wolności części społeczeństwa, konserwatyści natomiast mają skłonność do patologii politycznych i nie radzą sobie z reagowaniem na zmieniającą się rzeczywistość. Jest jeszcze w Polsce przypadek prawicy populistycznej, dla której przywódców jedyną rzeczywistą wartością jest władza i której wad nie trzeba opisywać, bo doświadczaliśmy ich przez dwa lata.v Cały ten wywód potrzebny jest po to, by uzasadnić, dlaczego formułując nowy program lewicy,
trzeba i warto pozbyć się kompleksów,
przestać się rozprawiać z dawno umarłą teorią walki klas, zająć się analizą otaczającej nas rzeczywistości i formułować wynikające z jej oceny recepty na podstawie uznanych i atrakcyjnych w istocie dla większości społeczeństwa wartości i celów lewicy.
W poszukiwaniu narracji, która pozwoli przekonać ludzi do programu lewicy, może się przydać zasłyszane kiedyś porównanie. Według niego uprawianie polityki powinno wzorować się na żeglowaniu pod wiatr. Tak jak żeglując przeciw wiatrowi, aby płynąć najlepszą drogą do celu, trzeba trzymać się najbliżej wiatru, tak w uprawianiu polityki najlepiej dążyć do celu i pokonywać trudności, trzymając się prawdy, mimo że podobnie jak wiatr przeciwny dla żeglarza, prawda dla polityka nie jest łatwym sojusznikiem.
Porównanie to wydaje się szczególnie przydatne obecnie, kiedy język polityki oderwał się od rzeczywistości, politycy zastępują programy wizerunkiem, a dyskusję – kłótnią. Nie liczy się tak naprawdę rozwiązywanie problemów, to co ważne dla ludzi, tylko to, co stanowi news, pozwala pokazać się w telewizorze. Świat polityki, ale także, niestety, mediów i masowej kultury staje się coraz bardziej matriksem – zakłamaną krainą obłudy i fałszu, która istnieje obok prawdy o rzeczywistości i stara się ją zasłonić. Efektem jest rosnące obrzydzenie normalnych ludzi do polityki i polityków; odcinanie się szczególnie młodych, aktywnych społecznie ludzi od tego fałszywego świata. Dla nich prawdziwy świat to kraina realnych problemów, w której jest rozwój, radość i szczęście, ale także nędza, opuszczenie, choroba i bezradność. A wokół często obojętność, bezduszność, zła organizacja i niekompetencja tych, którzy odpowiadają za organizację życia społecznego. W Polsce istnieje armia młodych ludzi działających w organizacjach pozarządowych, w wolontariacie, dla których podstawowym motorem działania jest zwykła ludzka solidarność i chęć robienia czegoś naprawdę pożytecznego i konkretnego. Są wysoko cenieni przez społeczeństwo. Przykładem jest mir, jakim otaczani są Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i jej twórca – wizytówka tego zjawiska społecznego. Ci młodzi ludzie unikają polityki i polityków, są nieufni i podejrzliwi wobec nielicznych prób „oswojenia”, słusznie podejrzewając, że chodzi o podkręcanie sondaży. Wzajemnie, na ogół traktowani są przez polityków z podejrzliwością lub lekceważeniem. Ale to oni mają rację. Oni są poza matriksem, „blisko prawdy” i do nich należy przyszłość.
Oni też powinni i mogą być przyszłością polskiej lewicy. Jednym z warunków jest taki program lewicy i sposób jej komunikacji ze społeczeństwem, który będzie opierał się na bliskich im wartościach i prawdzie w opisie rzeczywistości. A także na stosowaniu się przywódców lewicy do tych wartości i standardów.

Autor przez wiele lat był urzędnikiem administracji rządowej, od 1997 r. służby cywilnej. Od 1987 r. pracował w Kancelarii Premiera m.in. jako sekretarz Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, a następnie Komitetu Rady Ministrów. Po 1989 r. był bliskim współpracownikiem prawie wszystkich wicepremierów ds. gospodarczych, w tym wszystkich w rządach lewicowych. Współpracuje z Fundacją „Amicus Europae” Aleksandra Kwaśniewskiego

19.04.2010 10:20 Skopiowałem i umieściłem w blogu.

Edward Karolczuk - Kto zarabia na zadłużeniu państwa

14 kwietnia 2010 (środa), 10:45

Dług publiczny Polski przekroczył 501 mld zł, czyli około 172 mld dol. – ponad siedem razy więcej niż za Gierka
Autor jest doktorem nauk humanistycznych, interesuje się problemami teorii polityki, historii najnowszej oraz społeczno-politycznymi skutkami transformacji
Zadłużenie zagraniczne Polski w 1980 r. wynosiło 23 mld dol. Stało się to jednym z powodów, by mówić o wpadnięciu w pułapkę zadłużeniową, usunąć Edwarda Gierka wraz z jego ekipą oraz rozpocząć proces, który skończył się zmianą ustroju politycznego i społeczno-ekonomicznego. Zadłużenie to urosło w późniejszych latach do 40 mld dol. i spłacano je przez 20 lat, pozbywając się kolejnych 22 mld w formie odsetek. W procesie transformacji nabrała znaczenia nowa kategoria ekonomiczna – dług publiczny, a zadłużenie zagraniczne zniknęło z pierwszych stron gazet. W 2007 r., jak podaje „Rocznik Statystyczny”, dług publiczny przekroczył 501 mld zł, co według ówczesnego oficjalnego kursu dawało ok. 172 mld dol., czyli ponad siedem razy więcej niż za czasów Gierka. W 2008 r. dług publiczny wynosił już ok. 600 mld zł (47,2% PKB). Przyjęta przez rząd we wrześniu 2009 r. „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2010-2012” zakłada wzrost długu sektora rządowego i samorządowego do 658,8 mld zł, czyli 49,8% PKB w 2009 r. Mimo że dług publiczny osiągnął tak ogromne kwoty, nie widać ani demonstracji, ani strajkujących zakładów pracy pod hasłem „kapitalizm tak, wypaczenie nie”, ani nie przeprowadza się poważnych debat i dyskusji w środkach masowego przekazu. Dlaczego? Czy milczenie o długu publicznym należy do dobrego tonu współczesnych dżentelmenów?
Państwo płaci, wierzyciele zarabiają
Dług publiczny to ta część wydatków państwa i instytucji publicznych, która nie ma pokrycia w ich dochodach. Choć zakrawa to na paradoks, dług publiczny nie znika wraz ze wzrostem gospodarczym, co więcej – może wzrastać mimo rozwoju gospodarczego kraju. Unia Europejska, zdając sobie sprawę z tego, że dług publiczny stanowi pewną niechcianą konieczność, zastrzegła, że w poszczególnych państwach członkowskich deficyt budżetowy w danym roku nie powinien przekraczać 3% PKB (deficyt rozumiany jako łączne saldo budżetu centralnego, budżetów regionalnych oraz systemu ubezpieczeń społecznych), a całkowity dług publiczny 60% rocznego PKB.
Państwo i instytucje samorządowe mogą zlikwidować dług publiczny, czerpiąc dochody z dwóch źródeł – z podatków lub z prywatyzacji. Ponieważ podatki dla zamożnych warstw społeczeństwa maleją, można przyjąć, że dług publiczny jest potężną dźwignią ekonomiczną i narzędziem propagandy w celu prywatyzacji gospodarki i poszczególnych dziedzin życia społecznego. W celu likwidacji lub ograniczenia długu publicznego można byłoby jeszcze wykorzystać inflację, ale w warunkach globalizacji, gdy chce się być wiarygodnym partnerem, stanowi ona bardzo ograniczony środek, zwłaszcza że istnieją międzynarodowe ograniczenia w tym względzie. Tak czy owak, inflacja byłaby i tak tylko nadzwyczajnym podatkiem nałożonym głównie na uboższą część społeczeństwa.
Pożyczanie pieniędzy państwu nie jest działalnością filantropijną. To, co dla państwa jest kosztem i stratą, dla wierzycieli jest zyskiem. Obsługa długu publicznego pochłania ogromne sumy w poszczególnych państwach. Np. w Stanach Zjednoczonych dług publiczny przekroczył astronomiczną kwotę 12 bln dol., a koszty jego obsługi wzrosną w najbliższych dziesięciu latach do ok. 700 mld dol. rocznie. Kwota ta, którą rząd USA będzie musiał spłacać, od 2019 r. przewyższy sumę, na jaką składają się roczne wydatki na wojny w Iraku i Afganistanie razem, plus budżety resortów oświaty, energetyki i bezpieczeństwa wewnętrznego łącznie1.
Koszty obsługi długu publicznego w Polsce w 2001 r. pochłonęły 12,1% wydatków budżetu państwa, w 2005 r. – 12%, a w 2007 r. – 10,9%. W 2007 r. obsługa długu publicznego wymagała ponad 27,5 mld zł. Była to druga pozycja po dotacjach dla obowiązkowych ubezpieczeń społecznych (54 mld). Koszty obsługi długu publicznego w 2007 r. były większe niż łączne wydatki na obronę narodową (15,5 mld), ochronę zdrowia (5,5 mld), oświatę i wychowanie (2,3 mld), gospodarkę mieszkaniową (1,7 mld). O skali tych wydatków może świadczyć porównanie ich z wydatkami na pomoc społeczną i pozostałe zadania w zakresie polityki społecznej (20,5 mld). Według wyliczeń rządowych w roku 2010 koszty obsługi długu publicznego pochłoną 35 mld zł.
Dlaczego i od kogo pożycza państwo?
Powstają pytania: 1) dlaczego państwo pożycza, 2) od kogo pożycza i komu spłaca koszty obsługi zadłużenia?
1) Państwo pożycza dlatego, że nie starcza mu pieniędzy na sfinansowanie jego projektów. Na pytanie, dlaczego mu nie starcza, liberałowie mają prostą odpowiedź – państwo jest za bardzo opiekuńcze i totalitarne. A najlepszym sposobem na wyzwolenie inicjatywy i zagwarantowanie wolności obywateli jest obniżenie im podatków, gdyż oni najlepiej wiedzą, w co inwestować z zyskiem. Po co państwo ma troszczyć się o zdrowie i inne potrzeby obywateli i finansować wydatki na ich zaspokojenie? Wystarczy ludziom dać zarobić, a oni sami zatroszczą się o swoje potrzeby i zdrowie. Odrzucając pomocowy model funkcjonowania ochrony zdrowia, liberałowie powodują, że „zaoszczędzone” środki nie trafiają równomiernie do kieszeni poszczególnych obywateli, lecz w większości trafiają do portfeli zamożnych, a do ubogich prawie wcale. Opieka zdrowotna ubogich obywateli ulega pogorszeniu, a zamożnych poprawia się, co nie przeszkadza im przyłączać się do biadolenia na służbę zdrowia, bo po co mają płacić za coś, co inni mają „za darmo”

2. Rządy hołdujące doktrynie neoliberalizmu, obniżając podatki, przyczyniają się do destabilizacji finansów publicznych, powstania trwałego zjawiska długu publicznego, a w konsekwencji do emisji papierów wartościowych i powstania rynków finansowych. Państwo wyrzeka się części swoich dochodów w formie podatków, aby przekazać je do kieszeni warstw uprzywilejowanych i posiadających.
2) Państwo pożycza od instytucji skoncentrowanego kapitału (wielkie banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne) oraz od zamożnych warstw społeczeństwa, które szukają sensownych lokat i odsetek. Pieniądze, których państwo nie uzyskuje w formie podatków, pożycza od zamożnych obywateli na procent od bonów i obligacji. Dług publiczny jest więc wynikiem nadmiernych dochodów części społeczeństwa, których ta część nie potrafi inaczej skonsumować, niż pożyczając państwu na procent. Jego trwanie jest wynikiem woli politycznej społeczeństwa i klasy politycznej.
Co zrobić z długiem publicznym?
W konstytucji Rzeczypospolitej z 1997 r. w rozdziale X „Finanse publiczne” w art. 216 zapisano, że państwowy dług publiczny nie powinien przekroczyć trzech piątych wartości rocznego PKB. Jednocześnie ograniczono rolę Sejmu w kształtowaniu budżetu państwa, pisząc, że Sejm nie może zaproponować większego deficytu budżetowego niż przewidziany w projekcie ustawy budżetowej (art. 220), i przyznając Radzie Ministrów wyłączne prawo do inicjatywy ustawodawczej w kwestii zmiany ustawy budżetowej oraz dawania gwarancji finansowych przez państwo (art. 221).
W Ustawie o finansach publicznych z 2005 r. zapisano, w art. 69, że państwowy dług publiczny nie może przekroczyć 60% wartości rocznego PKB. W rozdziale 3 (z działu 2) zatytułowanym „Procedury ostrożnościowe i sanacyjne” podano progi i konsekwencje ich przekroczenia. Przekroczenie progu 60% skutkowałoby natychmiastowym ograniczeniem procesów inwestycyjnych, min. wskutek ograniczonego wykorzystania funduszy z UE. Do tego dochodzi radykalne zmniejszenie popytu wewnętrznego.
W 2010 r. wartość długu przekroczy 50% PKB i według prognoz rządowych do 2012 r. nie przekroczy 55%. Jednak rządowe wyliczenia sprawiają wrażenie, jakby były robione „pod ustawę” i „pod wybory prezydenckie”. W latach 2010-2012 relacja długu do PKB jest prognozowana na przedział 54,7%-54,8% (739,1 mld zł – 816,1 mld zł). Sprzeczności w prognozach rozwoju sytuacji ekonomicznej rodzą sprzeczne postawy polityczne. Reakcją jest albo milczenie, albo przygotowywanie się do obrony progów jak niepodległości. Jeszcze inni proponują pakiet reform o bardzo różnym charakterze. Pierwsza propozycja, zakładając pogorszenie się sytuacji, polega na tym, aby zmienić istniejące progi, rozciągnąć je nieco, żeby były mniej restrykcyjne. Np. proponuje się przesunąć działania wymagane przy poziomie 60% na poziom 70% czy nawet 75%. Byłoby to bardziej płynne rozłożenie działań sanacyjnych, zmierzających do redukcji deficytu i długu.
Zdaniem autorów tej propozycji, deficyt nie stanowi zła absolutnego. Zwiększanie deficytu ma być dobrym sposobem na zmniejszenie skali kryzysu i skrócenie czasu wychodzenia z niego. Liberałowie, od lat robiąc ludziom wodę z mózgu, myląc skutki z przyczynami, proponują przygotować i przeforsować „trudne społecznie” rozwiązania ustawowe, skutkujące radykalnym ograniczeniem wydatków publicznych. Utrzymywanie dodatniej dynamiki PKB w okresie obecnego światowego kryzysu, w istotnym stopniu przypisuje się korzystnemu kursowi walutowemu, osłabieniu złotego. Gdyby nie słaby złoty, dynamika PKB byłaby ujemna. Pośrednio korzystamy z efektów zwiększenia deficytów w bogatszych krajach UE. Gdyby w Europie Zachodniej zapanował dogmatyzm, skala spadku polskiego eksportu byłaby jeszcze większa, o innych makroekonomicznych konsekwencjach nie wspominając. Gdyby nie istniały wymienione czynniki – przekroczenie progu 60% byłoby kwestią czasu, i to stosunkowo krótkiego. Polski rynek walutowy jest płytki i wpływ na kurs złotego mają nawet poszczególne banki zachodnie lub pojedyncze większe inwestycje na terenie naszego kraju. Zachodnie instytucje finansowe prowadzą swoją grę, która nie ma się nijak do zamiarów polskiego rządu. Korzyści, jakie udaje się osiągnąć polskiej gospodarce, są w większym stopniu wynikiem zbiegu okoliczności niż świadomych zamiarów rządu.
Sens tych propozycji sanacyjnych jest jeden. Niezależnie od tego, czy zwiększy się deficyt i dług publiczny, czy przyjmie „trudne społecznie” reformy i cięcia budżetowe, skorzystają na tym zamożne i posiadające warstwy naszego społeczeństwa. Ustawa o finansach publicznych broni bowiem jakichś abstrakcyjnych proporcji długu publicznego do PKB, nie wyjaśniając mechanizmu i skutków jego powstania ani nie rozpatrując problemu z punktu widzenia interesów poszczególnych środowisk i warstw, a pozostawiając rządowi pełną swobodę w ich wzbogaceniu lub marginalizacji. Obietnice z kampanii wyborczych zwiększenia wydatków na cele publiczne, na podwyżki dla nauczycieli i lekarzy, emerytów i rencistów czy wsparcia jakiejś branży, skutkują z reguły zwiększonym deficytem, a ten z kolei ponownie uderza w ich interesy i ludzi czerpiących dochody z własnej pracy. Deficyt budżetowy bowiem, wbrew pozorom, prowadzi do zwiększenia różnic między biednymi a bogatymi, którzy pożyczają państwu po to, aby zarobić na odsetkach i uzależniać je od siebie.
Dług publiczny nie może rosnąć w nieskończoność, gdyż zaczyna dezorganizować gospodarkę, decydować o podziale produktu społecznego i alokacji środków. Alain Bihr pisał, że rozwiązanie problemu zadłużenia publicznego jest tylko jedno: trzeba anulować wszystkie długi publiczne. Nie należy przejmować się wrzaskami o wywłaszczeniach – „wygaśnięcie ich wierzytelności nie będzie niczym innym niż ściągnięciem podatków, których państwo od dawna miało prawo się domagać. Niech się cieszą, że nie każe im się płacić kar za zwłokę”

3. Im szybciej uświadomią to sobie społeczeństwa, tym lepiej.
Autor jest doktorem nauk humanistycznych, interesuje się problemami teorii polityki, historii najnowszej oraz społeczno-politycznymi skutkami transformacji

Pan prezydent z żoną zostaną pochowani na Wawelu.

14 kwietnia 2010 (środa), 10:18

Szykując w kuchni śniadanie słucham radia. Pierwsze różnice zdań ukazują media w postawach ludzi. Ciekawy jestem, na jak długo wystarczy poszanowania i tolerancji dla inaczej myślących. Kardynał Dziwisz wyraził zgodę na pochowanie Prezydenta i jego żony na Wawelu w krypcie Piłsudskiego, za zgodą, a może nawet na życzenie rodziny. Młodzież Lewicy protestowała przeciwko tej decyzji. Decyzję rodziny zmarłego prezydenta i jego żony na Wawelu też uważam za niewłaściwą. Kaczyńscy zbyt wielkie mniemanie mają o zasługach swojego rodu dla Polski. Zwykła megalomania. W bardzo krótkim czasie przekonają się, że popełnili błąd. Współczuć można tylko córce i wnukom, którzy na co dzień będą znosić przykrości. Historia zweryfikuje ich wielkie zasługi i oby nie doszło do sytuacji, jak w Rosji, kiedy szczątki wielkiego Stalina, usunięto (spod Muru Kremla) i przeniesiono w inne miejsce.

krypta-na-wawelu.png

Czy naprawdę nie ma w Polsce ludzi mądrych odważnych, którzy wytkną błędy rządzącym politykom?

12 kwietnia 2010 (poniedziałek), 5:20

Oglądając w TV programy poświęcone katastrofie i jej tragicznych skutkach brak mi w tych wypowiedziach jakiejkolwiek rzetelnej refleksji dotyczącej tego wydarzenia. Słyszę tylko jacy to wspaniali, mądrzy, kochający Polskę ludzie zginęli. Wiadomo, że po śmierci każdej osoby mówić się powinno tylko dobrze. Ale czas nagli. W trybie konstytucyjnym obowiązki Prezydenta przejął marszałek sejmu i wyznaczy termin wyborów, które nie później niż w czerwcu muszą się odbyć. Zmiany na każdym szczeblu nawy państwowej w sejmie, senacie, w rządzie w partiach będą ogromne. Wszystko wskazuje na to, że ci sami politycy, którzy doprowadzili do katastrofy szykują się, by dalej rządzić. Nie wolno do tego dopuścić, trzeba powiedzieć im jacy są i jakie skutki przyniosły ich trwające ponad 20 lat rządy. Przecież w bezsensownej walce między sobą nie potrafili zadbać o własne bezpieczeństwo zginęli. Przyglądając się na co dzień działalności naszych polityków dostrzegałem ich małostkowość, brak troski o dobro narodowe, krętactwo i mściwość. Gdybym był wierzącym powiedziałbym „Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy”. Przecież to Oni przedstawiciele prawicy są winni wszystkich wielkich katastrof jakie przeżywamy w ostatnich latach i wcześniej. (Przecież skutki Powstania Warszawskiego, to też ich zasługa). Oprócz tej w Smoleńsku - Krach Finansowy, też ich dzieło. Tak zachwalany Wolny Rynek nie może istnieć bez niebotycznych dotacji przez państwo. Opowieści o Demokracji, Prawach Człowieka, o Solidarności i Państwie Obywatelskim, to wielkie kłamstwa. Różnice w dochodach są ogromne i wciąż rosną. Jak wielki procent dzieci w Polsce, jest głodnych, rośnie bezrobocie, rośnie ilość ludzi bezdomnych. Oto dzieło naszych polityków. Najgorsze jest to, że państwo po wyprzedaniu majątku Narodowego, zbudowanego w okresie PRL, nie ma pieniędzy na nic. Tonie w długach. Deficyt na niespotykanym poziomie. Dbają tylko o własne dochody.  Dziw bierze, że nie boją się buntów ludzi zdesperowanych, o których docierają sygnały z Grecji, Francji, Niemiec i innych części świata? Pamiętajcie Historia was oceni!

Masoni

12 kwietnia 2010 (poniedziałek), 3:04

W Przeglądzie Nr 14/2010 Bardzo ciekawy artykuł. Waldemar Gniadek, Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Polski opowiada o historii masonerii.

W rozmowie z Krzysztofem Pilawskim poruszają kwestie, które są mi bliskie. Zdecydowałem się na umieszczenie tego tekstu moim blogu niech przynajmniej moja rodzina zapozna się z tym tekstem. HR.

Pod fartuszkiem
Wśród ojców założycieli obywatelskiej, nowoczesnej, europejskiej Polski było wielu masonów. Wolnomularze pomogli w ukształtowaniu się liberalnej światopoglądowo i zaangażowanej społecznie inteligencji
Krzysztof Pilawski
Temat masonów pojawia się zazwyczaj przy okazji wydania kolejnego powieściowego thrillera w rodzaju “Kodu Leonarda da Vinci” lub “Zaginionego symbolu” Dana Browna. Tymczasem niewiele osób wie, jak wiele Polska zawdzięcza masonom.
Masoneria, choć odwołuje się do świata starożytnego - m.in. króla Salomona, architekta Hirama oraz wzniesionej przez nich świątyni jerozolimskiej (Salomona) - wywodzi się z wieku światła, czyli Oświecenia. Adam Mickiewicz, który należał już do innej epoki, w “Odzie do młodości” (Czesław Miłosz nazywał ją odą masońską) przekazał myśli bliskie także oświeceniowym wolnomularzom. Patrzyli oni na ziemię jak na otoczony od wieków ciemną mgłą “obszar gnuśności zalany odmętem”. Uważali, że “w krajach ludzkości jeszcze noc głucha”. Wobec tego postawili sobie zadanie: “Dalej, bryło, z posad świata! / Nowymi cię pchniemy tory”. Do realizacji tego celu konieczne było wspólne działanie: “Opaszmy ziemskie kolisko! / Zestrzelmy myśli w jedno ognisko / I w jedno ognisko duchy!…”.
Dzięki zbieżności idei i czynów “Pryskają nieczułe lody/ I przesądy światło ćmiące; / Witaj, jutrzenko swobody, / Zbawienia za tobą słońce!”. Gdy oko słońca “ludzkości całe ogromy” przeniknie “z końca do końca”, dzieło zostanie wykonane.
Choć Oświecenie, co podkreślał historyk i najwybitniejszy polski znawca wolnomularstwa, Ludwik Hass, nie narodziło się w lożach, to wolnomularstwo było jednym z najważniejszych ośrodków popularyzujących idee oświeceniowe, przekładało je na język praktyki: od gospodarki i polityki po oświatę i kulturę. Mam na myśli masonerię liberalną, bo wolnomularstwo miało wiele twarzy - także mistycznej zabawy urozmaicającej życie znudzonym arystokratkom.
Gdy w 1764 r. Stanisław August Poniatowski objął tron Rzeczypospolitej, tego oświeconego sformowanego Europejczyka otaczała ciemna, nieokrzesana masa szlachecka. Przed pchnięciem kraju “z posad” i skierowaniem go “na nowe tory” należało ją

oświecić i ociosać.

Temu służyła przebudowa szkolnictwa. Rok po koronacji król założył Szkołę Rycerską. Jej komendantem był książę Adam Kazimierz Czartoryski, członek warszawskiej loży Trzech Braci, a następnie dozorca loży Cnotliwy Sarmata.
Utrzymywana ze środków państwowych, przeznaczona dla synów niezamożnej szlachty Szkoła Rycerska wykształciła kadrę oświeconych oficerów, którzy walczyli “za wolność waszą i naszą”. Jej najwybitniejszy absolwent - Tadeusz Kościuszko - przeprawił się przez Atlantyk, by pomóc walczącym o wolność amerykańskim koloniom. Bronił Deklaracji Niepodległości, która stanowiła: “Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście”. Ten pogląd, podobnie jak hasła rewolucji francuskiej, był bliski oświeceniowym wolnomularzom, wśród których nie brakowało oficerów. Angażowali się oni po stronie obozu reform, popierali Konstytucję 3 maja, walczyli w jej obronie. Wśród nich był m.in. bratanek króla książę Józef Poniatowski, Jan Henryk Dąbrowski, Julian Ursyn Niemcewicz (w czasie insurekcji sekretarz Kościuszki), gen. Stanisław Fiszer (zginął podczas kampanii napoleońskiej w 1812 r.). W Księstwie Warszawskim co czwarty spośród ok. 1,2 tys. wolnomularzy był oficerem.
“Ciemnota! Uprzedzenie! Waszym jest płodem niewola; a ta matką fizycznych i moralnych cierpień człowieka. Te niezliczone rodzaje obłędów, które hańbą rodzaj ludzki okryły, z jednego nieoświecenia płyną”, pisał wolnomularz Józef Wybicki, autor hymnu państwowego. W 1773 r., gdy papież rozwiązał zakon jezuitów, który przez niemal 200 lat prowadził szkoły w Rzeczypospolitej, Sejm na wniosek króla powołał Komisję Edukacji Narodowej - pierwsze w Europie ministerstwo oświaty. Edukacja ze sfery prywatnej i kościelnej przechodziła do sfery publicznej. Komisja zorganizowała system oświaty dostępnej także dla dzieci chłopów i mieszczan, sprzyjała wypieraniu ze szkół konserwatywnych, nietolerancyjnych nauczycieli i zastępowaniu ich nową kadrą. Komisja wytyczała jedną z nowych dróg, którymi powinna w przyszłości pójść Polska:

powszechnej edukacji wszystkich obywateli

w szkołach publicznych nadzorowanych przez państwo. W działalność KEN byli zaangażowani wybitni wolnomularze. Towarzystwem do Ksiąg Elementarnych opracowującym podręczniki i programy szkolne kierował Ignacy Potocki - Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Polski, a zarazem przewodniczący Rady Niewidzialnej i Tajnej złożonej z masonów o najwyższym stopniu wtajemniczenia. Należał do nich Salsinatus (anagram od Stanislaus) - pod tym imieniem występował Stanisław August Poniatowski, który z wolnomularstwem zetknął się jeszcze w czasie młodzieńczej podróży po Europie Zachodniej. W 1788 r. na cześć króla warszawska loża Katarzyny pod Gwiazdą Północy zmieniła nazwę na Stanisława Augusta pod Gwiazdą Północną. Był to wyraz poparcia dla króla i modernizacji kraju.
Za panowania Stanisława Augusta wiele nieociosanych kamieni przybrało formę sześcianów - wyrosła generacja ludzi światłych, która rozumiała, że bez głębokich zmian ustrojowych nie da się uratować Polski. Choć było ich wielu, wciąż znajdowali się w mniejszości. Występując przeciwko interesom szlachty, projektując zamach na ustrojową zasadę liberum veto, nie mogli liczyć na uzyskanie przewagi w Sejmie - choć co piąty poseł na Sejm Czteroletni był masonem.
Działalność lożowa zwiększała siłę oświeceniowych reformatorów, wśród których byli masoni z marszałkami Sejmu Czteroletniego: Stanisławem Małachowskim i Kazimierzem Nestorem Sapiehą na czele. Swoje cele niekiedy ukrywali, obawiając się, że ich ujawnienie może zaszkodzić sprawie. Plany uchwalenia konstytucji niemal do końca trzymali w sekrecie. Opracowywano ją w całkowitej tajemnicy w mieszkaniu Małachowskiego i w gabinecie osobistego sekretarza króla, masona Scipione Piattolego na Zamku Królewskim. Klimat pracy opisywał Julian Ursyn Niemcewicz: “Król, jak tylko można incognito, wymykał się z swoich pokojów i bocznymi korytarzami spuszczał się do Piattolego. Towarzyszył mu tylko dworzanin jego głuchy i niemy Wilczewski, kasztelaniec wiski, dwie zapalone świece schylony ku ziemi niosąc przed nim. Tam już sprzysiężonych swoich zastawał. Czytano i roztrząsano każdy paragraf osobno”.
Być może bez konspiracji (nawet datę zwołania Sejmu niemal do końca trzymano w tajemnicy) Konstytucja 3 maja nie zostałaby uchwalona. O tym, że ten dokument był aktem założycielskim nowej, obywatelskiej, demokratycznej, europejskiej Polski, świadczy fakt, że jednym z pierwszych aktów Sejmu Ustawodawczego w 1919 r. było ustanowienie Święta Narodowego Trzeciego Maja. Konstytucja marcowa w invocatio dei nawiązywała “do świetnej tradycji wiekopomnej Konstytucji 3-go Maja”.
Twórcy i wielcy orędownicy Konstytucji 3 maja służyli Polsce po jej upadku, sprzyjając rozwojowi oświaty, kultury, nauki i techniki, torując drogę postępowym wówczas ideom liberalnym. Zajmowali kluczowe stanowiska w Księstwie Warszawskim, a potem w Królestwie Polskim (większość ministrów Królestwa należała do masonerii). Stanisław Kostka Potocki, brat Ignacego i podobnie jak on Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Polski, otworzył zbiory pałacu w Wilanowie dla szerokiej publiczności. Było to drugie muzeum w Polsce - pierwsze otworzyła w Puławach Izabela Czartoryska, członkini kobiecej loży adopcyjnej. Potocki zakładał Uniwersytet Warszawski, kierując szkolnictwem Księstwa Warszawskiego, a potem Królestwa Polskiego, uratował spuściznę Komisji Edukacji Narodowej. Dążąc do oświecenia narodowego, upatrywał jego przeciwnika m.in. w kościelnej hierarchii. Po wydaniu “Podróży do Ciemnogrodu” popadł

w konflikt z biskupami katolickimi.

Ich skarga znalazła zrozumienie u cara Aleksandra I - Potocki stracił rządową posadę i wkrótce zmarł.
Część dawnego majątku Potockiego z pałacykiem Rozkosz kupił jego stary przyjaciel i brat lożowy Julian Ursyn Niemcewicz, który był niezwykle ważnym ogniwem łączącym XVIII i XIX w.: brał udział w pracach nad Konstytucją 3 maja, stał u boku Kościuszki w czasie insurekcji, razem z nim został osadzony w Twierdzy Pietropawłowskiej, a po uwolnieniu razem z nim wyjechał do Stanów Zjednoczonych (to pierwszy Polak, który uzyskał obywatelstwo amerykańskie). Do majątku, który nazwał Ursynowem, pielgrzymowali patrioci chcący poznać wielkiego uczestnika i świadka historii - wśród nich był młody poeta Juliusz Słowacki. Po wybuchu powstania listopadowego Niemcewicz wszedł w skład powstańczego rządu, skazując się na emigrację. Został pochowany na cmentarzu w podparyskim Montmorency, w którym potem spoczął Adam Mickiewicz.
Idee oświeceniowych wolnomularzy - m.in. za sprawą pełnej tajemniczości symboliki i rytuału - przetrwały przez okres romantyzmu. Pozytywizm przyniósł bliską im wizję stopniowego reformowania społeczeństwa: pracy organicznej, budowy polskiej oświaty, nauki, myśli technicznej. Kojarzona z tym okresem idea społecznikowska, misja służenia zwykłym ludziom była kontynuacją dzieła oświeceniowych reformatorów.
Za pieniądze zebrane przez członków loży Cnotliwy Sarmata Jan Boeckler, lekarz króla Stanisława Augusta, uruchomił w Warszawie punkt

bezpłatnego szczepienia dzieci

przeciwko ospie. Z wolnomularstwem była ściśle związana działalność charytatywna.
Stare popularyzowane przez wolnomularstwo hasła wolności, równości, braterstwa, sprawiedliwości i tolerancji były szczególnie bliskie lewicy socjalistycznej. Wśród socjalistów masonów wyróżnia się postać Edwarda Abramowskiego, wielkiego propagatora spółdzielczości. Po odzyskaniu niepodległości Andrzej Strug został Wielkim Mistrzem Wielkiej Loży Narodowej Polski. Z kolei Wielkim Mistrzem działającej konspiracyjnie w PRL loży “Kopernik” był Jan Józef Lipski. W tej samej loży działał Aleksander Małachowski, w III RP wicemarszałek Sejmu, lider Unii Pracy, autor “Przeglądu”.
Dziś najważniejszym wyzwaniem dla aktywnych masonów czerpiących z liberalnego nurtu Oświecenia jest problem świeckości państwa i związanej z nim tolerancji. Są ofiarami obecnego Ciemnogrodu, o czym najlepiej świadczy klęska idei utworzenia muzeum wolnomularstwa w Dobrzycy. Podobna placówka - ściśle związana z historią Oświecenia - ukazująca, co kryje się pod fartuszkiem, pomogłaby nie tylko lepiej zrozumieć masonerię, ale także utrwalałaby w świadomości ważną część polskiego dziedzictwa kulturowego.

Wolnomularzami byli:
• Stanisław August Poniatowski, książę Józef Poniatowski, książę Adam Kazimierz Czartoryski, gen. Jan Henryk Dąbrowski, Józef Wybicki, Julian Ursyn Niemcewicz, gen. Stanisław Fiszer, Ignacy i Stanisław Kostka Potoccy, marszałkowie Sejmu: Stanisław Małachowski i Kazimierz Nestor Sapieha, Izabela Czartoryska.
• W wieku XX: Edward Abramowski, wielki propagator spółdzielczości, pisarz i publicysta Andrzej Strug, Jan Józef Lipski i Aleksander Małachowski.

Masoni nie rządzą światem

We wszystkich obediencjach działających na terenie Rzeczypospolitej jest około 500 aktywnych wolnomularzy. W składzie Parlamentu Europejskiego jest 20-30% członków masonerii

Waldemar Gniadek, Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Polski

Rozmawia Krzysztof Pilawski

- Czy masoni rządzą światem?
- Rządzą na tyle, na ile są obecni w strukturach władzy: rządach lub parlamentach. Z historii wiemy, że masoni byli prezydentami, premierami lub - jak Stanisław August Poniatowski - królami. Także obecnie bracia wolnomularze są ministrami, posłami. Szacuje się, że w składzie Parlamentu Europejskiego jest 20-30% członków masonerii.

- Zatem Jerzy Chodorowski w wydanej przez antymasońską poznańską oficynę Wers książce “Kto kogo prowadzi?” nie przesadzał, pisząc: “Dzisiejsza Unia Europejska jest tworem masońskim, zaprogramowanym zgodnie z filozofią i zasadami politycznymi wolnomularstwa i zbudowanym według jego planów”?
- Jeśli myślimy o Unii Europejskiej opartej na wartościach Oświecenia: wolności, tolerancji, rozdziale państwa od Kościoła, to z pewnością taka Unia Europejska jest bliska wolnomularzom. Niestety coraz częściej słyszymy, że Unia musi być oparta na wartościach chrześcijańskich. W obecnym Parlamencie Europejskim przewagę uzyskali chadecy. Chadekami są trzej kluczowi przedstawiciele Unii: przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy oraz przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. Konsekwentni zwolennicy wolności sumienia i zasady oddzielenia Kościoła od państwa od 2004 r. tracą wpływy.

- Skoro tak, to dlaczego masoni nie zjednoczą szeregów i nie skupią się w jednej frakcji w Parlamencie Europejskim?
- Masoneria nie jest partią ani ruchem politycznym. Nawet wewnątrz jednej loży są bracia o odmiennych poglądach politycznych. Rozmawiając z panem, przedstawiam własne poglądy. Łączą nas kwestie etyczne, fundamentalne wartości, humanistyczny ideał człowieka, zgodnie z którym wszyscy ludzie powinni być jednakowo traktowani niezależnie od rasy, wyznania, płci, orientacji seksualnej. W ostatnich latach nasze ideały są zagrożone. Dlatego w 2008 r. doszło do spotkania przedstawicieli europejskiej masonerii z José Manuelem Barrosem, na którym wolnomularze podkreślali znaczenie oświeceniowych korzeni Unii Europejskiej. W lutym tego roku na łamach belgijskiego “Le Soir” były Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji Jean-Michel Quillardet stwierdził, że masoni powinni otworzyć przedstawicielstwo w Brukseli, by skuteczniej upominać się o zachowanie świeckości Unii Europejskiej.
Mason śpioch w Sejmie

- Ilu masonów działa w polskiej polityce?
- Zgodnie z naszą niepisaną zasadą z chwilą uzyskania mandatu parlamentarzysty lub nominowania na wysokie stanowisko państwowe następuje tzw. uśpienie masona.

- Mason śpioch - brzmi zupełnie jak agent śpioch.
- Tylko pozornie. Mason śpioch jest nieaktywny w życiu lożowym, wówczas gdy jego możliwości wpływania na sprawy publiczne są największe. Loża nie kieruje jego poczynaniami. Nie chciałbym jednak rozwijać tego tematu, bo w naszym społeczeństwie nadal wywołuje on emocje.

- Nie dowiem się, ilu uśpionych masonów jest w Sejmie?
- W wolnomularstwie obowiązuje zakaz publicznego ujawniania członkostwa innych osób. To znaczy, że ja mogę powiedzieć o sobie, że jestem masonem, ale nie mam prawa podać nazwisk innych braci. Chyba że uczynili to wcześniej sami, jak np. znany dziennikarz Wojciech Giełżyński.

- Wchodząc na stronę internetową działającej w Nowym Jorku loży Kościuszko, mogę poznać jej członków, dowiedzieć się, kto został inicjowany do loży, którzy jej uczniowie otrzymali stopień czeladnika. A pan mówi o procedurze przypominającej coming out - publiczne ujawnianie homoseksualizmu.
- W tym porównaniu jest sporo racji. Dotykamy problemu tolerancji w naszym społeczeństwie. Ujawnienie przynależności do masonerii jest dla wielu braci sprawą krępującą, wręcz zagrażającą życiu zawodowemu i towarzyskiemu.

- Ale przecież masoneria w Polsce nie jest tajna. W 2005 r. ówczesny poseł tropiącej masonów, agentów i mniejszości seksualne Ligi Polskich Rodzin, Stanisław Papież, w interpelacji do ministra spraw wewnętrznych dociekał, jaki jest status masonów w Polsce i dekretu prezydenta Ignacego Mościckiego z 1938 r. o rozwiązaniu organizacji wolnomularskich. Otrzymał odpowiedź, że dekret został uchylony, za to artykuł 13 konstytucji zakazuje działalności organizacji utajniających struktury i członkostwo. Organizacje wolnomularskie, aby legalnie działać, muszą być zarejestrowane.
- Wolnomularstwo przedwojenne, choć znane ówczesnym władzom, było tworem nieformalnym. Ten pretekst posłużył do jego delegalizacji, która odbyła się w atmosferze agresywnej kampanii przeciwko “żydomasonom”. Obecnie organizacje wolnomularskie działają legalnie, są stowarzyszeniami, posiadają wpis do Krajowego Rejestru Sądowego. Nadzór nad nimi - jak nad wszystkimi stowarzyszeniami rejestrowymi - sprawuje prezydent miasta lub starosta powiatu. Nie wszyscy jednak o tym wiedzą. W 2004 r. radni Ligi Polskich Rodzin doprowadzili do przegłosowania w sejmiku wielkopolskim uchwały o usunięciu z rady muzeum w Dobrzycy prof. Tadeusza Cegielskiego, Wielkiego Mistrza Honorowego Wielkiej Loży Narodowej Polski. Zarzucili mu, że działa w tajnej organizacji. Ówczesny wojewoda, jeszcze z nadania SLD, uchylił tę decyzję, Wielka Loża Narodowa Polski jest bowiem stowarzyszeniem. Sąd administracyjny wydał orzeczenie o naruszeniu przez sejmik konstytucyjnych praw jednostki. Mimo to prof. Cegielski zrezygnował z udziału w radzie w obawie, że wrzawa rozpętana wokół jego osoby zaszkodzi muzeum.

- Jak rozumiem, organy kontrolne znają nazwiska wszystkich członków Wielkiego Wschodu Polski, podobnie jak pozostałych organizacji wolnomularskich działających na terenie Polski?
- W KRS znajdują się imiona i nazwiska członków władz. Mam nadzieję, że władze mają także pełny spis członków Wielkiego Wschodu Polski. Jeśli jednak organ nadzorujący zwróci się do nas w tej sprawie, to w każdej chwili możemy mu go udostępnić.

- Jak liczna jest masoneria w Polsce?
- Biorąc pod uwagę wszystkie obediencje działające na terenie Rzeczypospolitej, można powiedzieć, że liczba ta oscyluje od kilku lat na poziomie 500 aktywnych wolnomularzy.

- To chyba niewiele.
- Powiedzmy sobie szczerze: jesteśmy stowarzyszeniem elitarnym, do którego nie można się zapisać. To my zapraszamy do stowarzyszenia. Zasada jest taka, że jeśli ktoś odmawia propozycji wstąpienia, więcej jej nie ponawiamy.
Wolnomularska Konstytucja 3 maja

- Odejście Tadeusza Cegielskiego nie pomogło w planowanym od wielu lat zorganizowaniu na terenie pałacu w Dobrzycy Muzeum Oświecenia z wyraźnie zaznaczoną ekspozycją wolnomularską. W ubiegłym roku zapadła decyzja o utworzeniu w tym miejscu kolejnego muzeum ziemiaństwa.
- Wielka szkoda. Zespół parkowo-pałacowy w Dobrzycy to obiekt zaprojektowany według wolnomularskich założeń architektonicznych, z bardzo czytelną symboliką wolnomularską. Świadczy o tym choćby przekrój pionowy pałacu, który ma kształt węgielnicy - na równi z cyrklem głównego symbolu masonerii. Myślę, że zarzucenie idei budowy muzeum wolnomularstwa jest wielką stratą dla Wielkopolski, dla naszego kraju. Została zaprzepaszczona możliwość utworzenia placówki, która byłaby nie tylko wielką atrakcją turystyczną, ale przede wszystkim odgrywałaby rolę naukową i edukacyjną, sprzyjając poznaniu i zrozumieniu wybitnej roli wolnych mularzy w kształtowaniu nowoczesnego społeczeństwa i państwa polskiego. W lutym brałem udział w otwarciu odnowionego i rozbudowanego muzeum wolnomularstwa w siedzibie Wielkiego Wschodu Francji w Paryżu. Można w nim zobaczyć m.in. masoński fartuszek Woltera i szpadę gen. La Fayette’a, który - podobnie jak Tadeusz Kościuszko - walczył o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Muzeum zostało rozbudowane także ze środków budżetowych, należy ono bowiem, podobnie jak Luwr, do grupy muzeów publicznych Musées de France, które mogą liczyć na wsparcie państwa.

- Zespół parkowo-pałacowy w Dobrzycy także otrzymywał państwowe wsparcie z przeznaczeniem na ekspozycję związaną z wolnomularstwem, jednak po zdominowaniu sceny politycznej przez prawicę po 2005 r. zabrakło mu parasola ochronnego państwa. Zresztą w ogóle od tego czasu klimat w kraju znacznie bardziej sprzyja Kościołowi katolickiemu niż wolnomyślicielom.
- Zdecydowanie. Umacnia się przekonanie, że Polska zawdzięcza wszystko Kościołowi, utrwala się stereotyp Polaka katolika. Zanika rozdział między Kościołem a państwem. Znajdujemy się na dobrej drodze do budowy państwa wyznaniowego. Wielka tradycja polskiego Oświecenia została usunięta w cień i niemal zapomniana.

- Jednym z mularzy był gen. Augustyn Gorzeński, szef kancelarii wojskowej króla Stanisława Augusta, poseł na Sejm Czteroletni, który przebudował majątek w Dobrzycy zgodnie ze sztuką masońską. Wśród pamiątek, jakie po sobie pozostawił, jest ponadczterdziestometrowy platan posadzony na cześć Konstytucji 3 maja. To drzewo wskazywało także, że dom, obok którego rośnie, jest gościnny dla masonów. Mówię o tym, by pokazać, jak ściśle masoneria była związana z ideą Oświecenia. Prof. Janusz Tazbir napisał, że “w lożach skupiła się cała elita intelektualna, walcząca o realizację haseł doby Oświecenia”.
- Nie zdajemy sobie sprawy, że Konstytucję 3 maja, pierwszą europejską konstytucję, Polska zawdzięcza wolnomularzom. Spośród czterech głównych autorów i redaktorów tekstu konstytucji tylko jeden - ksiądz Hugo Kołłątaj - nie był masonem. Pozostali - król Stanisław August, jego sekretarz Scipione Piattoli i Ignacy Potocki - należeli do masonerii. Ignacy Potocki był pierwszym Wielkim Mistrzem Wielkiego Wschodu Narodowego Polski, który powstał w 1784 r. Uchwalenie Konstytucji 3 maja przypominało spisek, który został dokonany głównie rękoma masonów. Tekst przygotowywano w tajemnicy, do ostatniej chwili sekretem była data zwołania Sejmu. Zwołano go znienacka, gdy ze świąt wielkanocnych do Warszawy nie zdążyło wrócić wielu posłów przeciwnych zmianom ustrojowym. W Sejmie było 74 posłów wolnomularzy, w tym obaj marszałkowie - Stanisław Małachowski i Kazimierz Nestor Sapieha, który w latach 1789-1794 był Wielkim Mistrzem Wielkiego Wschodu Narodowego Polski. Wielu masonów znalazło się w Zgromadzeniu Przyjaciół Konstytucji Rządowej, prototypie partii politycznej. Spotykali się w pałacu Radziwiłłowskim (obecnym Pałacu Prezydenckim), w którym wcześniej miały swoje siedziby loże masońskie. W Zgromadzeniu działali wybitni przedstawiciele masonerii: książę Józef Poniatowski, Julian Ursyn Niemcewicz, Adam Kazimierz Czartoryski. Wśród członków założycieli tej partii obrońców konstytucji znalazł się Augustyn Gorzeński, właściciel majątku w Dobrzycy.

- Co ich łączyło?
- Przede wszystkim idea oświeceniowa. Fiat lux, niech się stanie światłość - to wzięte z Biblii hasło przewodnie Zgromadzenia Przyjaciół Konstytucji Rządowej jest bliskie masonerii. Oświecenie narodu wyrażało się m.in. w budowie świeckiego szkolnictwa, pracy Komisji Edukacji Narodowej - pierwszego w Europie ministerstwa oświaty. W Komisji Edukacji Narodowej działał m.in. Ignacy Potocki, który przewodniczył Towarzystwu do Ksiąg Elementarnych przygotowującemu podręczniki szkolne zgodne z nowym programem nauczania. Masoni byli przekonani do oddzielenia Kościoła od państwa i jego świeckiego charakteru. Wystąpili przeciwko demokracji szlacheckiej, chcieli przyznać prawa obywatelskie także innym grupom społecznym, przede wszystkim mieszczanom. Ludzie Oświecenia, wśród których było wielu masonów, położyli podwaliny pod budowę nowoczesnej, obywatelskiej i europejskiej Polski. Rozumieli, że Polska potrzebuje nowego powietrza. Reformatorski duch Oświecenia ogarnął większość elit ówczesnego państwa polskiego. Dzięki temu mieliśmy piękne postawy patriotyczne w czasie insurekcji kościuszkowskiej, Księstwa Warszawskiego, powstań narodowych. Ukoronowaniem dzieła Oświecenia była Konstytucja 3 maja - wielki projekt modernizacji naszego państwa. Konstytucja burzyła dotychczasowy porządek ustrojowy, Polskę szlachecką. Jej zwolennicy rozumieli, że bez reform nie uda się uratować kraju. Dla sąsiadów były one bardzo niewygodne, bo prowadziły do umocnienia Rzeczypospolitej. Dlatego - paradoksalnie - Konstytucja 3 maja przyspieszyła upadek I Rzeczypospolitej.
Zaanektowana Świątynia Najwyższej Opatrzności

- Od kiedy wpływy masonerii w Polsce stały się widoczne?
- Taką datą był chyba 24 czerwca 1770 r. Tego dnia odbyło się inauguracyjne posiedzenie lożowe w świątyni wzniesionej przez Augusta Moszyńskiego, stolnika wielkiego koronnego, a zarazem Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Cnotliwy Sarmata, które zbiegło się z masońskim obrzędem świętojańskim. Na uroczystości przybyło 150 gości, wśród nich prymas Gabriel Jan Podoski, który był członkiem loży Cnotliwy Sarmata. Moszyński wypożyczył od prymasa srebra stołowe, by uświetnić agapę po oficjalnych pracach wolnomularskich. Uroczystości podobno sfinansował król Stanisław August. Zgorszony nuncjusz papieski Angelo Maria Durini w liście do Rzymu wyrażał oburzenie, że podobne bezeceństwa nie spotykają się ze stosowną reakcją władz. Jednak dopiero po powstaniu w 1784 r. Wielkiego Wschodu Narodowego Polski pod młotkiem Ignacego Potockiego masoneria ściśle powiązała myśl oświeceniową z działalnością państwową. Za panowania masona Stanisława Augusta Poniatowskiego wychowano generację wspaniałych nowoczesnych patriotów, których symbolizują m.in. Tadeusz Kościuszko i Józef Poniatowski.

- Do tego grona należy także zaliczyć przyjaciela Augustyna Gorzeńskiego, Józefa Wybickiego, autora hymnu państwowego. To uderzające, że w pieśni patriotycznej sprzed przeszło 200 lat nie ma odwołania do Boga, świętych i symboli religijnych. Główną postacią wymienioną w niej jest za to Jan Henryk Dąbrowski, zwolennik Konstytucji 3 maja i znany mason. Czy “Mazurek Dąbrowskiego” to pieśń masońska?
- W tamtym czasie była to pieśń na pewno nowatorska. Na jej cześć w Poznaniu powstała Loża Hymnu Jedności. Jan Henryk Dąbrowski był wolnomularzem polskim, włoskim i niemieckim. Ślady wolnomularstwa odnajdujemy na sztandarach legionowych. Np. na chorągwi I batalionu fizylierów z 1797 r. obok cyrkla i węgielnicy umieszczono masońskie hasło: “Wszyscy ludzie wolni są braćmi”. Oficerowie legionów mieli zupełnie inny stosunek do żołnierzy niż w armii rosyjskiej czy pruskiej.

- Do legionów Dąbrowskiego i demokratycznych, jeśli można użyć tego słowa, stosunków między oficerami i żołnierzami nawiązywały legiony tworzone przez Józefa Piłsudskiego. Powszechnie wiadomo, że wielu socjalistów angażowało się w ruch wolnomularski. A czy masoneria miała wpływ także na Komendanta?
- Młodszy brat Józefa Piłsudskiego, Jan, był wolnomularzem. Stosunek samego Marszałka do masonerii nie jest mi znany, choć wiem, że utrzymywał ścisłe kontakty z wolnomularzami: Rafałem Radziwiłłowiczem i Stanisławem Patkiem. Na początku I wojny światowej Patek natychmiast po spotkaniu z walczącym po stronie państw centralnych Piłsudskim udał się z tajną misją na Zachód. W Paryżu spotkał się z bardzo wpływowym byłym (i przyszłym - w latach 1917-1920) premierem Francji Georges’em Clemenceau, a kilka dni później z ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii lordem Edwardem Greyem. W książce Wojciecha Giełżyńskiego “Wschód Wielkiego Wschodu” można prześledzić kształtowanie się niepodległego państwa polskiego i rolę, jaką odegrali w tym procesie wolnomularze.

- Niemal natychmiast po odzyskaniu niepodległości Kościół katolicki, który u schyłku XVIII w. sprzeciwiał się reformom zaprojektowanym przez króla Stanisława Augusta, uznał się za spadkobiercę Konstytucji 3 maja i ustanowił 3 maja kościelne święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. W 1921 r. Sejm, powołując się na obietnicę Sejmu Czteroletniego, przyjął ustawę o budowie na koszt państwa katolickiej Świątyni Opatrzności Bożej. Jednak posłowie w 1791 r. postanowili wznieść Świątynię Najwyższej Opatrzności - to określenie bliskie masonerii.
- Już nazwa świątynia oznacza w naszym języku miejsce, w którym zbiera się loża. Projekt świątyni, który wykonał wolnomularz Jakub Kubicki, nie przewidywał umieszczenia na niej krzyża. W Muzeum Czartoryskich w Krakowie można oglądać pozłacaną kielnię i młoteczek, z pomocą których Stanisław August Poniatowski dokonał 3 maja 1792 r. wmurowania kamienia węgielnego pod Świątynię Najwyższej Opatrzności na terenie dzisiejszego ogrodu botanicznego. Bardzo przypominają narzędzia wolnomularskie. W ten sposób król nadał ceremonii państwowej podtekst masoński. Sama świątynia miała mieć charakter ekumeniczny, podkreślający równość ludzi bez względu na wyznanie. Budowana na Polach Wilanowskich Świątynia Opatrzności Bożej, oględnie mówiąc, ma bardzo niewiele wspólnego ze Świątynią Najwyższej Opatrzności, która - zgodnie z uchwałą Sejmu Czteroletniego - miała być wzniesiona na cześć Konstytucji 3 maja.

- Ta świątynia finansowana z publicznych pieniędzy jest zaprzeczeniem idei świeckości państwa, która ma źródła w bliskich wolnomularzom wartościach Oświecenia.
- Obserwuję coraz większą konfensjonalizację życia społecznego w Polsce. Ten proces się nasila, traci wpływ nurt liberalno-lewicowy. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale wiem, że to sprawia, że Kościół staje się coraz bardziej zachłanny. Mamy duszpasterstwo wojskowe, straży pożarnej, a nawet sportowe. Przeszło 20 tys. księży i zakonnic otrzymuje od państwa pobory nauczycielskie za naukę religii katolickiej. Nie mam nic przeciwko nauczaniu religii, ale nie w publicznej szkole i nie za publiczne pieniądze. Dlaczego muszą za to płacić ludzie, którzy należą do innego Kościoła lub nie są związani z żadnym Kościołem? Postrzegam Kościół katolicki jako niezależną siłę polityczną, która zamienia się w państwo w państwie. Przy tym państwo umacnia ten patologiczny układ. Czy w czasie kryzysu stać nas na ten ogromny strumień pieniędzy publicznych, który w rozmaity sposób trafia do Kościoła katolickiego?
Umiejętność porozumienia

- Masoneria ma swoje świątynie, symbole, obrzędowość, rytuały, reguły, których trzeba ściśle przestrzegać. Czy nie jesteście jeszcze jednym Kościołem lub sektą?
- Nie, ponieważ wśród naszych braci są przedstawiciele różnych religii i wyznań, a także agnostycy i ateiści. Wszystkim mówimy jedną rzecz: religia to sprawa prywatna każdego człowieka. Nie jesteśmy powołani po to, by zwalczać Kościół katolicki, choć on tak to często postrzega. Wolnomularz może być katolikiem, ale Kościół zabrania katolikowi członkostwa w loży. Obecny papież Benedykt XVI jest niechętny wolnomularstwu. Jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary ogłosił w 1983 r., w czasie pontyfikatu Jana Pawła II, obowiązującą do dziś deklarację o stowarzyszeniach masońskich. Zapisano w niej m.in.: “Wierni, którzy należą do stowarzyszeń masońskich, są w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przystępować do Komunii Świętej”.

- Co pana, dawnego działacza opozycji w PRL, łączy z wicepremierem rządu PRL Zbigniewem Gertychem, pisarzem Piotrem Kuncewiczem i filozofem z wieloletnią przeszłością w PPS i PZPR Andrzejem Nowickim, czyli poprzednimi Wielkimi Mistrzami Wielkiego Wschodu Polski?
- W lożach masońskich spotykają się ludzie o różnych rodowodach, z różną przeszłością, z różnym doświadczeniem. My nie definiujemy, co jest dobre, a co złe. Ważne, żebyśmy potrafili ze sobą rozmawiać. Wolnomularstwo zajmuje się poszukiwaniem i budowaniem całości z różnorodności.

- Czyli gdyby masoni rządzili Polską, to nie mielibyśmy tzw. polityki historycznej z jej nieodłącznym atrybutem - poszukiwaniem wroga.
- Tworzenie obrazu wroga, budowanie wokół niego koncepcji ideowo-politycznych jest sprzeczne z istotą masonerii. Jesteśmy zwolennikami dialogu, porozumienia, szacunku dla ludzi o innych przekonaniach. Chcemy budować społeczeństwo bez nienawiści i bardzo często sztucznie wywoływanych napięć. Społeczeństwo tolerancyjne i otwarte na innych.

- Dziękuję za rozmowę.

Katastrofa prezydenckiego samolotu TU-154

10 kwietnia 2010 (sobota), 14:55

pl_tu-154m_goverment_plane.png

Jestem pod wrażeniem katastrofy samolotu prezydenckiego lecącego na uroczystości do Katynia
W prezydenckim Tu-154, na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej, leciały najważniejsze osoby w państwie.
Rosyjskie źródła podają, że żadna z nich nie przeżyła.
Lista pasażerów prezydenckiego samolotu TU-154:
Prezydent Lech Kaczyński
Małżonka prezydenta Maria Kaczyńska
Ostatni prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra
Wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński
Wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek
Władysław Stasiak Szef Kancelarii Prezydenta
Aleksander Szczygło szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Paweł Wypych z Kancelarii Prezydenta
Mariusz Handzlik z Kancelarii Prezydenta
Wiceminister Spraw Zagranicznych Andrzej Kremer
Wiceminister Obrony Narodowej Stanisław Komorowski
Wiceminister Kultury Tomasz Merta
Szef Sztabu Generalnego WP Franciszek Gągor
Sekretarz Generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik
Prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska Maciej Płażyński
Dyrektor Protokołu Dyplomatycznego Mariusz Kazana
Posłowie:
Leszek Deptuła (PSL)
Grzegorz Dolniak (PO)
Grażyna Gęsicka (PiS)
Przemysław Gosiewski (PiS)
Sebastian Karpiniuk (PO)
Izabela Jaruga-Nowacka (Lewica)
Zbigniew Wassermann (PiS)
Aleksandra Natalli-Świat (PiS)
Arkadiusz Rybicki (PO)
Jolanta Szymanek-Deresz (Lewica)
Wiesław Woda (PSL)
Edward Wojtas (PSL)
Senatorowie:
Janina Fetlińska (PiS)
Stanisław Zając (PiS)
Osoby towarzyszące:
Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski
Prezes NBP Sławomir Skrzypek
Prezes IPN Janusz Kurtyka
Kierownik Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Janusz Krupski
Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Joanna Agatka-Indecka
Doradca prezydenta Jan Krzysztof Ardanowski
Kapelan prezydenta Roman Indrzejczyk
Barbara Mamińska z Kancelarii Prezydenta
Zofia Kruszyńska-Gust z Kancelarii Prezydenta
Izabela Tomaszewska z Kancelarii Prezydenta
Katarzyna Doraczyńska z Kancelarii Prezydenta
Dariusz Gwizdała z Kancelarii Prezydenta
Jakub Opara z Kancelarii Prezydenta
Kanclerz Orderu Wojennego Virtutti Militari, generał brygady Stanisław Nałęcz-Komornicki
Członek Kapituły Orderu Wojennego Virtutti Militari podpułkownik Zbigniew Dębski
Prezes Światowego Związku Żołnierzy AK Czesław Cywiński
Ksiądz Ryszard Rumianek, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski
Anna Walentynowicz
Janina Natusiewicz-Miller
Janusz Zakrzeński
Adam Kwiatkowski
Marcin Wierzchowski
Maciej Jakubik
Tadeusz Stachelski
Dariusz Jankowski
Kancelaria Prezydenta:
Marzena Pawlak
Lekarz prezydenta Wojciech Lubiński
Tłumacz języka rosyjskiego Aleksander Fedorowicz
Ordynariusz polowy Wojska Polskiego, ksiądz generał Tadeusz Płoski
Prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego, arcybiskup Miron Chodakowski
Ewangelickie duszpasterstwo polowe - ksiądz pułkownik Adam Pilch
Ordynariat Polowy Wojska Polskiego - ksiądz podpułkownik Jan Osiński
Sekretarz generalny Związku Sybiraków Edward Duchnowski
Ksiądz prałat Józef Gostomski
Prezes stowarzyszenia Parafiada ksiądz Józef Joniec
Kapelan warszawskiej Rodziny Katyńskiej ksiądz Zdzisław Król
Kapelan Federacji Rodzin Katyńskich ksiądz Andrzej Kwaśnik
Kombatanci:
Tadeusz Lutoborski
Prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej Zenona Mamontowicz-Łojek
Prezes Komitetu Katyńskiego Stefan Melak
Wiceprzewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Stanisław Mikke
Bronisława Orawiec-Rössler
Katarzyna Piskorska
Prezes Federacji Rodzin Katyńskich Andrzej Sariusz-Skąpski
Wojciech Seweryn
Leszek Solski
Fundacja Golgota Wschodu Teresa Walewska-Przyjałkowska
Gabriela Zych
Ewa Bąkowska
Anna Borowska
Bartosz Borowski
Dariusz Malinowski
Przedstawiciele sił zbrojnych RP:
Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych generał Bronisław Kwiatkowski
Dowódca Sił Powietrznych RP generał broni Andrzej Błasik
Dowódca Wojsk Lądowych RP generał dywizji Tadeusz Buk
Dowódca Wojsk Specjalnych generał dywizji Włodzimierz Potasiński
Dowódca Marynarki Wojennej generał Andrzej Karweta
Dowódca Garnizonu Warszawa generał brygady Kazimierz Gilarski
Funkcjonariusze BOR:
Jarosław Lorczak
Paweł Janeczek
Dariusz Michałowski
Piotr Nosek
Jacek Surówka
Paweł Krajewski
Artur Francuz
Marek Uleryk
tu-154.png

10.04.2010 14:40 -Skopiował z internetu HR