Wspomnienie z Powstania Warszawskiego

Poniżej zamieszczam relację pani Wandy Łokietek-Borzęckiej z tego, co przeżyła podczas Powstania Warszawskiego. Harcerki, o których tam mowa, to moje koleżanki z klasy, ze Szkoły Powszechnej nr 100 przy ulicy Młynarskiej w Warszawie. Dziś jest rocznica opisanych tu wydarzeń. Publikuję to w hołdzie dla moich koleżanek i ku przestrodze dla potomnych.

5 sierpnia 1944 roku, szpital św Łazarza na Woli

W czasie okupacji na Ulrychowie przy ulicy Ks. Janusza została utworzona drużyna harcerska im. Emilii Plater. Drużynową naszą była druhna Wanda D., jej przyboczną – Zdzisława K., w której to mieszkaniu był punkt zborny wyposażenia sanitarnego i lekarstw. Należałam do zastępu „Wód”. Wybrałyśmy to godło dlatego, że w naszej wyobraźni „Wody” powinny być czyste i bystre na wszystko, co się wokół nas dzieje. Każda z nas posiadała swój pseudonim jak: Zdzicha „Strumyczek”, ja „Rzeka” (wszystkich nie pamiętam).

Praca nasza polegała na szkoleniu się sanitarnym i szkoleniu łączniczek. Na zbiórkach przerabiałyśmy bandażowanie i przenoszenie rannych oraz miałyśmy za zadanie rozprowadzać tajny kolportaż prasy.

W dniu 1 sierpnia zostałyśmy powiadomione o zbiórce w pełnym rynsztunku na godzinę 16.30 w budynku sióstr na ulicy Górczewskiej, skąd miałyśmy dobrnąć na Ulrychów. Niestety nie dostałyśmy się tam, Niemcy zamknęli drogę. Tak przez dwa dni pełniliśmy swoją funkcję na ulicy Górczewskiej, następnie zostałyśmy przeniesione do szpitala św. Łazarza przy ulicy Karolkowej.

5 sierpnia od samych godzin rannych Niemcy atakowali nasz szpital od ulicy Wolskiej. Byliśmy pod ostrzałem artylerii. Dopiero około godziny 18 wtargnęli na teren szpitala. Wszystkim zdrowym kazali opuścić budynek, a ciężko chorych pozostawili w łóżkach. Ustawiono nas pod murami. Jeden z Niemców zapytał w języku polskim, czy wśród nas nie ma Niemców lub kogoś pochodzenia niemieckiego. Takich nie było. I od tej chwili zaczęła się gehenna. Było nas 15 wraz ze starszą sanitariuszką (imienia nie pamiętam). Wiek dziewcząt 15-18 lat.

Muszę przyznać, że dziewczęta przyjęły postawę bardzo dzielną, taką, jaką powinna przyjąć harcerka. Niemcy w bestialski sposób zaczęli rozstrzeliwać najpierw lekarzy na naszych oczach, strzelając najczęściej w tył głowy. I tak po kolei doszli do nas. Kazali wystąpić kilka kroków naprzód, a sami strzelali do nas grupami. Wystąpiłam razem ze wszystkimi śpiewając „Jeszcze Polska…” Na odgłos strzałów upadłam, a obok mnie z roztrzaskanymi głowami dziewczęta. Przysłowie mów o szczęściu w nieszczęściu – ja to szczęście miałam. Leżąc w pozycji z podkurczonymi nogami, przeżyłam wszystko, słyszałam całą tragedię do końca.

Jako naoczny świadek całego wydarzenia chciałam opisać tragedię dotyczącą jednej z koleżanek. Pragnę zaznaczyć, że to, co zrobiła jedna z nich, nie świadczy wcale o jej tchórzostwie, ale o ogromnej miłości do swojej chorej matki. Otóż z chwilą zorientowania się w sytuacji błagała jednego ze zbrodniarzy hitlerowskich, aby przez wzgląd na jej matkę, na chorą matkę, która w tym dniu straciła już syna, oszczędził ją dla matki, błagała mówiąc, cytuję: „Boże, co moja biedna matka powie, co się stanie, jak się dowie, że i ja nie żyję, ona skona z rozpaczy”. Biedna została wyprowadzona przez tegoż Niemca za mur, tam najprawdopodobniej wykorzystał ją, a potem przyprowadził szlochającą w to samo miejsce i strzelił tak niefortunnie, że żyła jeszcze, męcząc się straszliwie. Po jakimś czasie ten sam łotr dobił ją.

Na samym końcu z ostatniego pawilonu wyprowadzili siostry zakonne, było ich dziesięć. Wyszły odmawiając „Pod Twoją obronę…” Niemcy strzelali do nich pojedynczo – do ostatka słychać było modlitwę.

Następnie Niemcy podpalili szpital od piwnic, dobijając chorych na łóżkach (opowiadał to jeden z chorych, który chowając się pod łóżko – ocalał).

Po skończonej egzekucji słyszałam sygnały odwrotu. Niemcy zaczęli wycofywać się z terenu szpitalnego, zasłanego trupami. Po jakimś czasie zaczęłam myśleć o ucieczce. Wolniutko ruszyłam się i z przerażeniem ujrzałam jednego zbója rabującego ciała zabitych. Leżąc w pozycji tak innej, niż wszyscy, musiałam zwrócić jego uwagę, bo doszedł do mnie i zaczął mnie kopać, następnie wziął za rękę, zerwał bransoletkę i pierścionek, usiadł opierając się o moje nogi. Przeszukiwał nasze teczki i torebki. Po chwili wstał, widocznie wyczuł, że żyję, stanął nade mną repetując karabin, następnie strzelił dwa razy do mnie, tak, że czułam, że kule musnęły moje włosy, a ziemia zasypała mi oczy. Ja jednak żyłam. Szkop pewny, że nie zostawił świadka zbrodni, odszedł. Jak długo leżałam struchlała, nie wiem. Dym z palącego się szpitala dusił i szczypał w oczy. Postanowiłam po raz drugi uciekać i wtedy ujrzałam siedzącą opodal drużynową Wandę, która też szczęśliwie ocalała. Podbiegłam do niej i tu dołączył do nas chory, o którym wspomniałam, ocalała jeszcze kobieta ciężarna i chłopiec dziesięcio- jedenastoletni. Cała nasza piątka przedostała się przez mury szpitalne na ulicę Karolkową, a stamtąd rozeszliśmy się. Była godzina 12 w nocy.

Pragnę bardzo, aby harcerki i harcerze znali bohaterską śmierć swoich koleżanek i pamiętali o ich mogiłach, które są na cmentarzu Powązkowskim obok pomnika powstańców.

Wanda Łokietek-Borzęcka z WŻDH im. Emilii Plater

Relacja zamieszczona w książce pt. Ludność cywilna w Powstaniu Warszawskim, tom 1.

Wśród jedenastu poległych harcerek cztery wywodziły się z WŻDH nr 100.

2 myśli na temat “Wspomnienie z Powstania Warszawskiego

  1. Cieszę się bardzo, że za sprawą Marka, mam okazję tutaj zajrzeć. Ogromnie dziękuję za ten wpis. Dziękuję nie tylko za bardzo cenną przestrogę, ale także za próbę ocalania wspomnień i tego o czym coraz łatwiej nie pamiętać. Ponieważ mogę zrobić to osobiście, przeciepło się w Pana kierunku uśmiecham, dołączając do grona stałych zaglądaczy;)

  2. Ewo, jak miło, że odwiedziłaś blog mojego Taty i że miałem w tym swój udział.

    Pomagałem Tacie umieścić ten wpis na blogu i do tej pory przeżywam. Kiedy przepisywałem ten tekst parę godzin temu, byłem w Gdańsku, a teraz jestem zaledwie dwa kilometry od miejsca, gdzie rozegrała się opisana tu tragedia. I było to właśnie 5 sierpnia.

    Jak zrozumieć tak potworne okrucieństwo? Co dzieje się z duszą i sercem człowieka zdolnego do takich czynów, jak tu opisane?

    Jakie piękne jest nasze życie… Jak bardzo można docenić każdą sekundę… Jestem bezpieczny. Jakiż to wielki skarb!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>