Wspomnienia ze służby na Bukówce

minister-klich-na-kieleckiej-bukowce-2.jpeg

12.03.2010 09:26:00 Przed kilku dniami oglądając w telewizji Wiadomości usłyszałem, że w Kielcach – Bukówce gościł nasz minister Obrony Bogdan Klich.

wizyta-amerykanskiego-generala-2.png

Kolejnym gościem był amerykański generał.

Te informacje przywróciły wspomnienia sprzed ponad 60-lat kiedy to ja w Kielcach Bukówce odbywałem dwu letnią służbę wojskową.

Zachowało się też kilka zdjęć.

Trzeba dodać, że było to w ponad pok po zakończeniu II Wojny Światowej, w okresie stalinowskim, nasze oddziały walczyły z bandami UPA, w 4 Pułku Piechoty wyżsi dowódcy sztabowi to byli Rosjanie.

Opisując epizod mojego życia związany ze służbą na Bukówce chcę zwrócić uwagę, jak to po latach kiedy wyzwoliliśmy się z opiekuńczych skrzydeł jednego brata, pakujemy się w podobną sytuację z drugim.

Zabiegi o zainstalowanie Tarczy i związany z tym pobyt żołnierzy amerykańskich. I koszty,  jakie ty my obywatele będziemy ponosić. Wcale mi się to nie podoba.
Poniżej zamieszczam fragmenty z mojego Pamiętnika, w którym opisuję swoją służbę wojskową na Bukówce od 25 kwietnia 1947 roku do kwietnia 1949 roku.

Najbardziej dziwne jest to, że po wielu latach wspominam ten okres służby jednak z wielkim sentymentem.

1-kompania-poborowych-bukowka-v-1947.JPG

25.04,1947 r Pobór. IdÄ™ do czynnej sÅ‚użby wojskowej – przydziaÅ‚ 4 pp. w Kielcach – Bukówka (jednostka wojskowa 2729) – dziÅ› szkolÄ… tam spec. jednostki typu „Grom”.

Stoimy w RKU we Wrzeszczu. Nastrój wesoÅ‚y. Towarzystwo trochÄ™ „na rauszu” – rozrabiajÄ…. Ja czujÄ™ siÄ™ niezbyt dobrze, bo koledzy zrobili mi pożegnanie, popiliÅ›my, poÅ›piewaliÅ›my. ByÅ‚ też na tej uroczystoÅ›ci mój ojciec chrzestny Zygmunt K. UrzÄ™dowali u mnie do 2 w nocy. Rano bardzo bolaÅ‚a mnie gÅ‚owa, ale wziÄ…Å‚em już proszek od bólu gÅ‚owy, trochÄ™ lepiej siÄ™ czuje i gÅ‚owa już mnie prawie przestaÅ‚a boleć.

25.04.1947 – Lekko na rauszu, w dobrych humorach oficer, który nas wiózÅ‚ z GdaÅ„ska wprowadziÅ‚ na teren jednostki. Po ostrzyżeniu wÅ‚osów,kÄ…pieli, umundurowaniu, zmieniÅ‚ siÄ™ nasz wyglÄ…d tak, że nie mogliÅ›my siÄ™ rozpoznać. Przydzielono mnie do 3 III plutonu – IV drużyny w kompanii rekruckiej.

3-iii-pluton-iv-druzyna-8-vi-1947.JPG

Kompania liczyła około 100 ludzi. Byliśmy zdziwieni, że nam żołnierzom kompanii rekruckiej zwiększono racje żywnościowe? Początkowo nikt nie chciał jeść tego co dawali. Ale szybko skończyły się zapasy zabrane z domu na drogę i stopniowo zjadaliśmy to, co nam serwowała kuchnia. Dzień rozpoczynał się od pobudki, potem wybiegaliśmy na gimnastykę (bez względu na pogodę). Mycie, poranna prasówka i śniadanie. Przed wejściem na stołówkę starszy lekarz pułku w randze majora Rosjanka sprawdzała czy mamy dobrze obcięte włosy, umyte ręce i obcięte paznokcie. W zakresie szkolenia były: musztra, zajęcia polityczno wychowawcze,  rozbieranie i czyszczenie broni.

5-okres-rekrucki-czyszczenie-broni.JPG

Nauka strzelania na przyrządach, strzelanie na strzelnicy i zajęcia polowe w terenie.

My poborowi z Gdańska w większości z miasta nie byliśmy lubiani przez  drużynowych,  dowódców plutonów, którzy pochodzili ze wsi.

Przy każdej okazji dawali nam w kość. Zmuszano nas, by wszystko robić biegiem. Od pobudki do capstrzyku, biegiem i biegiem.

Jak by tego było mało bardzo często robiono nam alarm w nocy. Pod pretekstem źle ułożonych ubrań w kostkę, rozwalano je i kazano błyskawicznie je ułożyć porządnie. W czerwcu kiedy okna sypialni były otwarte, zdarzyło się, że wyrzucono część garderoby za okno. Stało tam wysokie drzewo,  części umundurowania  zawisły na gałęziach i trudno je było zdjąć.

Kiedy dziś oglądam filmy amerykańskie ze szkoły West Point, to  byliśmy tak samo traktowani.

W okresie rekruckim w czasie wolnym od zajęć, zachęcano nas do udziału w różnych zajęciach artystycznych i sportowych. W kompanii rekruckiej trwały przygotowania do Spartakiady w pułku. Mieliśmy do dyspozycji rękawice bokserskie, kilku  naszych kolegów w cywilu trenowało w jakichś klubach. Ponieważ  ja miałem już kilka razy rękawice na rękach, brałem udział w treningach. Na jednym z nich nabrał chęci zmierzyć się ze mną jeden z naszych drużynowych, niski, krępy, o byczym karku. Trafiłem go kilka razy lekko, tańcząc wokół niego i robiąc uniki. Jego cepy trafiały w próżnię. Rozjuszył się, poszedł ostro do przodu i nadział się na mój prawy prosty. Miał słaby nos, nie odporny na ciosy, krew kapała na mundur, kolejne ciosy rozmazały krew po całej twarzy.  Przerwaliśmy walkę. Do końca pobytu w kompanii rekruckiej byłem szanowany przez drużynowych. Nigdy nie brali mnie do czyszczenia klozetów i czyszczenia podłóg korytarza szkłem z rozbitych butelek.

Dla wielu moich kolegów wielkim stresem byÅ‚o skakanie przez „konia”. Ten „KoÅ„”, to pół pniaka na 4 nogach dÅ‚ugoÅ›ci chyba ponad 1,5 metra. StaÅ‚o ich kilka na stadionie i byÅ‚y zmorÄ… dla wielu moich kolegów. Po rozbiegu należaÅ‚o odbić siÄ™ dwoma nogami od podestu i siÄ™gajÄ…c rÄ™kami, jak najdalej odbić siÄ™ od tego konia i wylÄ…dować na obie nogi za koniem. Jeżeli nie skoczyÅ‚o siÄ™ odważnie, to koÅ„czyÅ‚o siÄ™ bolesnym lÄ…dowaniem z potÅ‚uczonymi jÄ…drami, a w najlepszym przypadku potÅ‚uczonym tyÅ‚kiem.
Nie miałem z tym przyrządem gimnastycznym kłopotu, bo jak już wspomniałem mój tata był woźnym w prywatnym Gimnazjum i Liceum dla dziewcząt w Warszawie przy ul. Chłodnej 15. Była tam sala gimnastyczna z kompletem przyrządów gimnastycznych: drabinki, kozły, skrzynia, materace skórzane, bom, skakanki. Kiedy moi rodzice sprzątali pomieszczenia szkoły ja z bratem korzystaliśmy z tej sali ile się dało. Przy skoku przez kozła wprowadziłem nowatorski element, po rozbiegu  i odbiciu się od kozła następował obrót w powietrzu i zeskakiwałem tyłem. Nie był to skok na miarę naszego olimpijczyka Blanika, ale w skoki przez konia na stadionie w Bukówce nie napawały mnie lękiem.

11.05.1947 Dziś niedziela. W nocy miałem służbę. Spałem tylko 3 godziny. Od 4:00 rano do 7:00. O 7:00 pobudka, mycie, apel, msza św. W kaplicy koszarowej, śniadanie: dość dobra zupa, kawa chleb. Po śniadaniu byliśmy na meczu piłkarskim. Obiad, a po obiedzie zabawa taneczna przy basenie z cywilami. Po zabawie kolacja. Nawet dość dobra zupa, kawa z cukrem, biały drożdżowy chleb z marmoladą i do tego „na przystawkę” dali śledzie. Tych śledzi, to już mieliśmy po dziurki w nosie dość. Więc niektórzy zaczęli rzucać tymi śledziami.

4-obiad-kielce-bukowka-vi-1947.JPG

Może i nic by się nie stało, gdyby jakiś latający śledź nie trafił w głowę jakiegoś kaprala.

Po kolacji zabrano nas na karne ćwiczenia, w te wapienne wzgórza w pobliżu koszar, i dano nam taki „wycisk”, że do tej pory to wydarzenie pamiÄ™tam.

2-na-cwiczeniach-v-1947.JPG

Tyralierą naprzód biegiem marsz! Padnij! Powstań! Biegiem marsz! Lotnik kryj się! I tak bez przerwy, bez końca. W brudnych mundurach, wymęczeni, słaniający się na nogach wróciliśmy do koszar. Mycie, czyszczenie butów i ubrań i dopiero o godzinie 1:00 w nocy poszliśmy spać.

18.06.1947 r Czwartek. DziÅ› mieliÅ›my takÄ… maÅ‚Ä…, spartakiadÄ™ w jednostce. OdbyÅ‚y siÄ™ zawody w wielu konkurencjach: w lekkoatletyce – biegi na różnych dystansach, skoki, rzut kulÄ…, dyskiem, oszczepem; piÅ‚ka nożna, siatkówka, koszykówka; boks, pÅ‚ywanie, gimnastyka poranna w takt walca angielskiego i gimnastyka indywidualna na przyrzÄ…dach. Ja braÅ‚em udziaÅ‚ w boksie, bo w swojej wadze czujÄ™ siÄ™ pewnie, i chociaż swojÄ… walkÄ™ przegraÅ‚em, to jestem zadowolony, bo walczyÅ‚em Å‚adnie, a werdykt nie byÅ‚ moim zdaniem sprawiedliwy, przyznano zwyciÄ™stwo staremu żoÅ‚nierzowi, bo tak wypadaÅ‚o.

Grałem też w koszykówkę. W naprędce skleconej „piątce” z poborowych udało się zremisować ze starymi, w których byli tyko żołnierze zawodowi, 10:10. Po pierwszej połowie prowadziliśmy nawet 8:6. Nie była to, prawdziwa koszykówka, a raczej zabawa polegająca na wrzuceniu przeciwnikom większej liczby koszy. Jako zawodnik nie miałem odpowiednich warunków fizycznych, bo byłem za niski. Drużyny liczyły po pięciu zawodników, przestrzegaliśmy, prawidłowego kozłowania i kroków. W kosza graliśmy w II-ej Miejskiej Szkole Mechanicznej na lekcjach gimnastyki, a po szkole często trenowaliśmy na podwórzu, u naszego kolegi Mariana Chudoby, przy ul. Kolejowej więc zgłosiłem się do tej „piątki młodych i z zacięciem broniliśmy dobrego imienia kompanii poborowych.

Nasza kompania prawie we wszystkich konkurencjach zajęła pierwsze miejsca. Po zawodach w puÅ‚ku. OdbywaÅ‚y siÄ™ rozgrywki na szczeblu dywizji i okrÄ™gu. ByÅ‚y to przygotowania do Mistrzostw Wojska Polskiego. BraÅ‚em w nich udziaÅ‚ ale tylko w jednej konkurencji w boksie, w wadze koguciej. DoszedÅ‚em wtedy do finaÅ‚u w OkrÄ™gu Wojskowym w Lublinie. Ponieważ nie byÅ‚o zawodnika w mojej kategorii koguciej i postanowiono, że bÄ™dÄ™ walczyÅ‚ z zawodnikiem wagi piórkowej por. MoÅ„kÄ… z CzÄ™stochowy. Walki finaÅ‚owe w boksie odbywaÅ‚y siÄ™ na stadionie w Lublinie. Moimi sekundantami byli trenerzy z Lublinianki. Przed rozpoczÄ™ciem walki i w czasie przerw nieustannie przekonywali mnie, że dobrze mi idzie i dawali rady jak walczyć. PrzegraÅ‚em walkÄ™ na punkty. Moim jedynym pocieszeniem byÅ‚o to, że uznano jÄ… za najpiÄ™kniejszÄ… walkÄ™ turnieju bokserskiego. Naturalnie nagrodÄ™ dostaÅ‚ tylko zwyciÄ™zca tej walki por. MoÅ„kÄ… z CzÄ™stochowy dla mnie nagrodÄ… byÅ‚y okrzyki żoÅ‚nierzy siedzÄ…cych na stadionie, którzy po każdym moim celnym ciosie woÅ‚ali – Bij szarżę! Po tej najpiÄ™kniejszej turniejowej walce byÅ‚em okropnie porozbijany, jeden pÄ™kniÄ™ty Å‚uk brwiowy. I pod każdym okiem solidne siniaki, które z upÅ‚ywem czasu zmieniaÅ‚y stopniowo kolory. Po powrocie do puÅ‚ku dÅ‚ugo jeszcze nie mogÅ‚em dojść do siebie. MiaÅ‚em mdÅ‚oÅ›ci i zawroty gÅ‚owy. Prawdopodobnie byÅ‚ to jakiÅ› maÅ‚y wstrzÄ…s mózgu. Ale tym siÄ™ nikt nie przejmowaÅ‚ i po pewnym czasie mi przeszÅ‚o. Po zawodach obiecywali nam, że dostaniemy urlopy ale tak siÄ™ jakoÅ› zÅ‚ożyÅ‚o że nigdy ich nie dostaliÅ›my. Koledzy mi tÅ‚umaczyli, że i tak mam szczęście, bo przegraÅ‚em finaÅ‚owÄ… walkÄ™ w Lublinie i nie bÄ™dÄ™ startowaÅ‚ na mistrzostwach WP w Warszawie, bo tam to by siÄ™ nie skoÅ„czyÅ‚o na paru siniakach i pewnie by mnie zabili. W takich okolicznoÅ›ciach zakoÅ„czyÅ‚a siÄ™ moja kariera boksera. Nigdy już nie miaÅ‚em okazji zaÅ‚ożyć rÄ™kawic i walczyć w ringu.

W naszej kompanii poborowej zorganizowaliśmy „Kółko artystyczne”, które swoimi występami, co niedzielę urozmaicało zabawy. Tuż przy basenie, zbudowany był z desek podest do tańca, na którym my z kółka artystycznego w czasie przerw w tańcach, popisywaliśmy się śpiewając piosenki odgrywając satyryczne skecze. Na tańce i nasze występy przychodzili okoliczni mieszkańcy, rodziny kadry zawodowej i wielu żołnierzy. Ja też brałem udział w tych występach. Śpiewałem kilka piosenek, które się bardzo podobały, sądząc po oklaskach. A oto jedna z nich :
W Pikutkowie dziÅ› sensacja
W Pikutkowie dziÅ› sensacja
Przyszła nowa nominacja.
że Brygadę Pikutkowską obejmuje żołnierz chwat.
Pan generał Ramtadracki
DziadziuÅ› stary, ale chwacki
Dziś przyjechał ze swą żonką, Która ma 20 lat.
Przyjmowała generała
Pikutkowskich oficerów gwardia cała.
Pan generał, kiedy kielich pełen wina wznosił wzwyż
Ja dziękuję wam panowie!
I my też! I my też!
A po roku znów ucztuje
Pan generał znów przyjmuje
Dowcipami śle jak z procy pijąc nektar słodkich win
Gdy w tem podczas uczty owej, przyszło od generałowej
Że tej nocy przyszedł na świat pierwszy syn.
Pan generaÅ‚ – Pan generaÅ‚
Ze zdumieniem smętnym okiem nań spozierał
Kiedy kielich pełen wina wznosił wzwyż
Ja dziękuję wam panowie!
I my też! I my też!

A oto druga piosenka z mojego repertuaru.
Patałach
W plutonie każdym wszak
Znajdzie siÄ™ taki Å‚ach
Któremu sprytu brak
Patałach, Patałach!
Czy przez feralny pech
Czy też przez wielki grzech
Czego się imię, co robić chce
Nic mu nie darzy siÄ™
Patałach, to taki typ
Patałach, darmo żre chlib
W każdym calu, w każdym metrze
Piętna z niego nikt nie zetrze
Psuje nastrój i powietrze
Patałach gdzie zjawi się
Tam każdy klnie
Czy rozum masz w pedałach
A siano we Å‚bie masz
Patałach! Patałach psia twarz!
A gdy pobudki ton
Wszyscy wstajÄ…, to on
Leży jak salceson
Patałach, patałach!
A gdy na obiad czas
To taki ananas
Jakby w „Kusego„ wlazł
Wszystkich prześcignie z nas
Patałach, patałach!
Na wartę drania wziąć
Portkami zacznie trząść
Modlić się też czy kląć
Patałach, patałach!
W pobliżu chrząknie ktoś
Lub ptaszek zrobi coÅ›
Gałązki trzask, latarki blask
Na pomoc! Alarm! wrzask!
Patałach, to taki typ
Patałach darmo żre chlib
W każdym calu w każdym metrze
Piętna z niego nikt nie zetrze
Psuje nastrój i powietrze
Patałach gdzie zjawi się
Patałach, tam każdy klnie
Czy rozum masz w pedałach
A siano we Å‚bie masz
Patałach, patałach psia twarz!

29.06.1947 Żołnierze kompanii rekruckiej złożyli przysięgę wojskową i zostaliśmy przydzieleni do różnych pododdziałów w pułku. Ja i kilku moich kolegów zostaliśmy przydzieleni do Warsztatów Rusznikarskich.

6-przysiega-i-uroczyste-wreczenie-broni.JPG

Jeszcze przed przysięgą przychodził do naszej kompanii Zbrojmistrz i poza żołnierzami posiadającymi jakieś umiejętności przydatne w warsztacie przy naprawach broni. Dawał do napisania każdemu z nas krótki tekst z gazety i zwracał uwagę na charakter pisma. Szukał kandydata na pisarza dla siebie w Sztabie Pułku. Widocznie spodobał się mu mój charakter pisma, bo  po przysiędze zostałem przydzielony do Rusznikarni na etat Majstra Karabinów Maszynowych.

7-kielce-bukowka-10091947.JPG

ZostaÅ‚em pisarzem u Szefa Uzbrojenia w Sztabie PuÅ‚ku. Moim szefem byÅ‚ kpt. Kasprowicz, który bardzo szybko wdrożyÅ‚ mnie w tajniki pracy. Przy nim, a prawdÄ™ mówiÄ…c dziÄ™ki niemu nauczyÅ‚em siÄ™ pisać na maszynie, prowadzić ewidencjÄ™, robić sprawozdania kwartalne, roczne i wszystko to czym zajmowaÅ‚a siÄ™ nasza kancelaria. ByÅ‚ Å›wietnym nauczycielem. To co siÄ™ przy nim nauczyÅ‚em, bardzo mi siÄ™ przydaÅ‚o, gdyż w krótkim czasie zostaÅ‚ on przeniesiony gdzieÅ› na wyższe stanowisko a na jego miejsce awansowaÅ‚ por. B. DoÅ›wiadczony oficer frontowy, ale z pracÄ… biurowÄ… nigdy nie miaÅ‚ do czynienia. PochodziÅ‚ ze wsi, nie miaÅ‚ wyksztaÅ‚cenia i gdyby nie moje umiejÄ™tnoÅ›ci zdobyte przy kpt. Kasprowiczu, miaÅ‚by duże trudnoÅ›ci, aby peÅ‚nić obowiÄ…zki Szefa Uzbrojenia PuÅ‚ku – Zbrojmistrza.

8-kielce-bukowka-10091947.JPG

Nim został moim nowym szefem miałem z nim nieprzyjemny incydent. Pewnego dnia po kolacji dostałem rozkaz pójścia do bloków oficerskich i narąbać drzewa i zanieść do jego piwnicy. B. Do tej pory utarł się zwyczaj, że żołnierze służby czynnej wykonywali takie polecenia bez szemrania. Jeden z naszych kolegów z rusznikarni, ze starego rocznika 2 razy dziennie nosił wiadra resztek z kuchni do chlewku przy blokach oficerskich dla świnek, które pan porucznik hodował. Ja się sprzeciwiłem i powiedziałem, że tego polecenia nie wykonam. Polecenie wydał mi plutonowy K. z rusznikarni. Kiedy wróciłem ze stołówki do koszar, plutonowy pobiegł do porucznika na bloki i zameldował mu o tym. Porucznik przyszedł do jednostki, rozmowa odbyła się w koszarach w naszej sypialni, i tak jak przed tym plutonowy. tak teraz porucznik naskoczył na mnie z wielkim krzykiem: czy ja sobie zdaję sprawę z tego gdzie ja jestem i czy ja wiem co to znaczy,  jak się w wojsku się odmawia wykonania rozkazu? Porucznik był cały czerwony ze złości i bardzo głośno krzyczał. Ja mu na to spokojnie, że niech się tak nie denerwuje, bo ja przyszedłem do wojska, żeby się szkolić, aby jak zajdzie potrzeba bronić ojczyzny a nie po to, żeby u niego być „fajfusem” jeżeli on uważa że nie mam racji niech mnie postawi do raportu, pod sąd, ale niech nie krzyczy, bo ja swojej decyzji nie zmienię. Wtedy porucznik zmienił całkowicie ton i zaczął już całkiem łagodnie, że jeżeli kategorycznie odmawiam, to on nie będzie mnie zmuszał, tylko żebym nie rozgłaszał tej naszej rozmowy, wśród żołnierzy, żeby jego autorytet za bardzo nie ucierpiał. Z tym porucznikiem, kiedy został już zbrojmistrzem i moim szefem w kancelarii miałem jeszcze b. wiele różnych incydentów ale po latach kiedy piszę te słowa, to ja byłem raczej tą stroną negatywną. Wykorzystywałem jego braki wykształceniu, niekompetencję w sprawach papierkowych, to że albo nie chciał, albo nie mógł tak szybko opanować wiedzy związanej ze sprawozdawczością.

Był to okres, że dowódca pułku zawiesił udzielanie urlopów na okres świąteczny.  Ja przyzwyczajony do częstego jeżdżenia na różnego rodzaju urlopy, przed zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia zagroziłem, że jeżeli nie załatwi mi urlopu,  to nie zrobię sprawozdań rocznych.  Powiedziałem mu, że ja jestem tylko pisarzem i jak mi on te wszystkie sprawozdania opracuje, to ja je wszystkie przepiszę i przygotuję do podpisu. Wściekał się na mnie przez kilka dni, Tłumaczył mi, że on na to nie ma żadnego wpływu, że dowódca pułku wydał taki rozkaz i on nic nie może, bo nikogo nie puszczają na święta do domu. Ale ja byłem nieugięty wytrzymałem go przez długie kilka dni. Wpadł w końcu któregoś dnia rano, złapał leżące przez cały czas na biurku moje podanie i poleciał. Za jakiś czas wrócił, rzucił mi na biurko podpisane przez niego i dowódcę pułku moje podanie. Masz ! tylko trzymam cię za słowo jeżeli sprawozdań nie będzie na czas to nie pojedziesz. Sprowadziłem na pomoc z rusznikarni kilku co gramotniejszych chłopaków do pomocy. Zamówiłem na noc maszynę do pisania z długim wałkiem. Część sprawozdań miałem już opracowane i należało je tylko na nieść na sprawozdania. Ponieważ nie było jeszcze druków sprawozdań, jeden z moich pomocników tylko je rysował wg wzoru przez kalkę. Inny przepisywał,  ja opracowywałem sprawozdania wg dokumentów. Po morderczej, zwariowanej pracy sprawozdania na czas miałem gotowe. Na urlop pojechałem.

Jako pisarz Zbrojmistrza braÅ‚em udziaÅ‚ w planowanych okresowych przeglÄ…dach boni w pododdziaÅ‚ach. BroÅ„ wyczyszczona, równo poukÅ‚adana na stoÅ‚ach przykrytych kocami. Dla mnie przygotowany specjalny stolik z książkami broni na wyposażeniu oddziaÅ‚u, w którym przeprowadzano przeglÄ…d. PorównywaÅ‚em stan w ich książkach ze stanem w naszych. Nasi: por. BazydÅ‚o, por. KropidÅ‚owski, sierż. Dróżdż, plut. Kurtiak przeglÄ…dali każdÄ… sztukÄ™ broni,  jej czystość, czy nie zardzewiaÅ‚a, stan lufy czy nie ma wżerów, czy lufa nie jest rozdÄ™ta. O wszystkich usterkach sporzÄ…dzaÅ‚em później wniosek do rozkazu dziennego puÅ‚ku i za każdÄ… zawinionÄ… przez żoÅ‚nierza usterkÄ™ odpowiadaÅ‚ dowódca pododdziaÅ‚u. Jako karÄ™ otrzymywaÅ‚ ileÅ› tam „sutek„ dni aresztu domowego, (symbolicznie) skutkowaÅ‚o, to tylko potrÄ…ceniem jakieÅ› sumy z poborów za każdy dzieÅ„ aresztu domowego. A co najważniejsze, wpisaniem do akt personalnych co mogÅ‚o negatywnie wpÅ‚ynąć na późniejszy awans. MuszÄ™ przyznać, że dowódcy – oficerowie bardzo bali siÄ™ tych przeglÄ…dów, notatek, które sporzÄ…dzaÅ‚em i ewentualnych konsekwencji wynikajÄ…cych z tych przeglÄ…dów.

Współpraca moja z por. B. układała się dobrze. Ja prowadziłem ewidencję, pisałem sprawozdania i woziłem je do Lublina.

9-wyjazd-na-koncentracje-2081947.JPG

WiÄ™kszość oficerów przymykaÅ‚a oko na nasze drobne przewinienia w czasie sÅ‚użby. Ale byli i tacy, rygoryÅ›ci, którzy przy każdej okazji próbowali nam pokazać, że przepisy sÄ… po to, żeby je przestrzegać. Pewnej niedzieli, ja z kilkoma kolegami z rusznikarni poszliÅ›my na przepustkÄ™ do Kielc pochodziliÅ›my, wypiliÅ›my piwo i wracajÄ…c do naszej Jednostki, a z Kielc na BukówkÄ™ byÅ‚o 6 km i do tego byÅ‚ upaÅ‚. PostanowiliÅ›my wypić sobie jeszcze po jednym piwku w sklepiku tuż przy wyjÅ›ciu do naszych koszar. ByÅ‚o to w poczÄ…tkowym okresie zwalczania przez paÅ„stwo prywatnej inicjatywy. Sklepik byÅ‚ prywatny, w którym d-ca puÅ‚ku, specjalnym rozkazem zakazaÅ‚ żoÅ‚nierzom robić jakiekolwiek zakupy.  Ale my, jak to żoÅ‚nierze i do tego z rusznikarni, zlekceważyliÅ›my ten zakaz.  Kiedy w najlepsze popijaliÅ›my sobie piwko, naszedÅ‚ nas por. Zawada, który tego dnia rozpoczynaÅ‚ sÅ‚użbÄ™ oficera inspekcyjnego w puÅ‚ku – wielki rygorysta. Najpierw zapytaÅ‚ – Co to za wojsko? OdpowiedzieliÅ›my, jesteÅ›my z rusznikarni, wracamy z przepustki z miasta, że jest bardzo gorÄ…co, wiÄ™c postanowiliÅ›my nim wejdziemy do koszar wypić jeszcze po jednym piwku. PrzypomniaÅ‚ o rozkazie dowódcy puÅ‚ku i że ten rozkaz obowiÄ…zuje wszystkich, i żoÅ‚nierzy z rusznikarni też. Nie daÅ‚ siÄ™ zagadać. KazaÅ‚ nam iść z nim na wartowniÄ™, zdjąć pasy, sznurowadÅ‚a, i posadziÅ‚ nas do aresztu. Wszystko wskazywaÅ‚o na to, że niestety, ale caÅ‚Ä… noc spÄ™dzimy na goÅ‚ych dechach, bo to byÅ‚a niedziela i nikogo w puÅ‚ku nie byÅ‚o, kto ewentualnie mógÅ‚by nam pomóc. Ale postanowiÅ‚em spróbować i wykorzystać mojego szefa por. B. ZaczÄ…Å‚em walić w obite blachÄ… drzwi naszej celi. Po jakimÅ› czasie przyszedÅ‚ wartownik. PowiedziaÅ‚em mu, żeby przyszedÅ‚ do mnie oficer inspekcyjny por. Zawada w bardzo ważnej sprawie. Porucznika na wartowni nie byÅ‚o i musiaÅ‚em trochÄ™ czekać aż wróci z terenu jednostki. Jak przyszedÅ‚ powiedziaÅ‚em mu, że powinien o moim aresztowaniu zawiadomić Szefa Uzbrojenia por B., bo ja na jutro rano mam przygotować ważne sprawozdanie do Szefostwa Uzbrojenia w Lublinie, które rano musi jeszcze podpisać d-ca puÅ‚ku i niech on wie, że ja tego sprawozdania nie przygotujÄ™, bo siedzÄ™ w areszcie. Naturalnie nie miaÅ‚em przygotować żadnego sprawozdania. Ale liczyÅ‚em na solidarność naszego szefa. WiedziaÅ‚em, że nie znosiÅ‚ jak siÄ™ inni czepiali jego ludzi. Po pewnym czasie, oddano nam pasy, sznurowadÅ‚a i wypuszczono z aresztu. Na drugi dzieÅ„ mój szef tylko mimochodem, z uÅ›miechem, wspomniaÅ‚, że trochÄ™ sobie za dużo pozwalamy i bÄ™dzie musiaÅ‚ przykrócić nam cugli.

Mój szef por. B. wiedział o tym, że dobrze pracuje i na wiele mi pozwalał. Całą papierkową robotą zajmowałem się ja i ja woziłem wszystkie sprawozdania do Szefostwa Uzbrojenia Okręgu Wojskowego do Lublina. Raz tylko na początku swojego szefowania nasz Zbrojmistrz pojechał zawieźć nasze sprawozdania. Ale wrócił zły bo mu wiele tych sprawozdań pokreślili na czerwono, że jest w nich dużo błędów i wiele pozycji się nie zgadza. Powiedziałem mu, że błędy to oni mają w swoich dokumentach, pojechałem i wszystko wyjaśniłem. Więcej por B. nie miał chęci jeździć ze sprawozdaniami do Lublina.

W Okręgu w Lublinie początkowo też miałem trudności. Miałem wtedy stopień starszego strzelca i przyjmujący od mnie sprawozdania próbowali mi czerwoną kredką podkreślać błędy w moim sprawozdaniu, ale kiedy zacząłem protestować i wskazywać, że to u nich jest bałagan, niech pogrzebią w swoich szufladach, to znajdą protokóły zdawczo odbiorcze, protokóły złomowania, faktury przyjęcia nowego sprzętu, lub partii amunicji, których jeszcze nie uwzględnili, albo do nich jeszcze nie dotarły, a wszystko się będzie zgadzać.

Pewnego razu czekałem w korytarzu. Przedstawiał swoje sprawozdania zbrojmistrz w stopniu kapitana z jakiejś jednostki. Słychać było podniesione głosy, a tam tak jak wszędzie w wojsku za niedociągnięcia zaraz wielki OPR.  Za chwilę wychodzi mocno spocony i na pożegnanie słyszy – Patrzcie, tu przyjechał starszy strzelec, ale u niego nie znajdziecie jednego błędu, on cały obieg dokumentów ma w głowie. Te pochwały mocno mnie rozzuchwalały. Wymuszałem na moim biednym por. B. krycie w różnych przewinień.

W drugim roku mojej sÅ‚użby wojskowej byÅ‚ przeprowadzany spis oficerów w Wojsku Polskim. Każdemu oficerowi zakÅ‚adano 3 teczki. Jedna zostawaÅ‚a w jednostce wojskowej, w której sÅ‚użyÅ‚ dany oficer, druga przeznaczona byÅ‚a dla dywizji i trzecia dla Ministerstwa Obrony Narodowej. Każda z tych teczek miaÅ‚a inny kolor. Dane personalne do tych teczek wpisywane byÅ‚y rÄ™cznie. Na czas pracy tej komisji, do dokonywania tych wpisów, oddelegowano też mnie, ze wzglÄ™du na Å‚adny charakter pisma. Po zakoÅ„czeniu ewidencji oficerów liniowych. PrzyjechaÅ‚a specjalna Komisja do przeprowadzenia podobnego spisu dla oficerów Polityczno – Wychowawczych. Do dokonywania wpisów w teczkach oddelegowano znowu mnie. Moja praca w tej komisji tym siÄ™ tylko różniÅ‚a od poprzedniej, że nie ograniczyÅ‚a siÄ™ do spisania tylko oficerów naszej jednostki, ale jeździÅ‚em z nimi i spisywaliÅ›my wszystkich oficerów polityczno – wychowawczych we wszystkich jednostkach naszej dywizji. Po kilku tygodniach wspólnej pracy kapitan, który przewodniczyÅ‚ tej komisji, widocznie mnie polubiÅ‚, zaproponowaÅ‚, że przydaÅ‚bym mu siÄ™ i chÄ™tnie  zabraÅ‚by mnie na staÅ‚e do Lublina. Po powrocie do swojej jednostki, w krótkim czasie przyszedÅ‚ rozkaz, że mam siÄ™ natychmiast stawić w Głównym ZarzÄ…dzie Pol.- Wychowawczym w OkrÄ™gu Wojskowego w Lublinie. Natychmiast dostaÅ‚em rozkaz wyjazdu i kiedy zameldowaÅ‚em siÄ™, zaproponowano mi stanowisko szefa kantyny oficerskiej w Lublinie. Z potrzebnymi w tej sprawie pismami pojechaÅ‚em najpierw do Sztabu Dywizji w Kielcach, tam otrzymaÅ‚em potrzebne w tej sprawie pisma i polecenie oddelegowania mnie do Lublina. Kiedy zjawiÅ‚em siÄ™ u swojego zbrojmistrza por. B. i poinformowaÅ‚em go o wszystkim strasznie siÄ™ tym zdenerwowaÅ‚, napisaÅ‚ zaraz od rÄ™ki jakieÅ› pismo i poleciaÅ‚ na strzelnicÄ™, gdzie odbywaÅ‚o siÄ™ strzelanie dla oficerów i byli tam akurat i nasi najwyżsi rangÄ… oficerowie sztabu puÅ‚ku i podobno d-ca dywizji. Jak to siÄ™ tam to wszystko odbyÅ‚o, i jak to por. B. zaÅ‚atwiÅ‚ nie wiem? Ale do Lublina na stanowisko szefa kantyny oficerskiej w Lublinie nie pojechaÅ‚em.

PrawdÄ™ mówiÄ…c wcale mi na tej zmianie nie zależaÅ‚o, tu miaÅ‚em bardzo dobrze, byÅ‚em potrzebny, pomimo dużej odlegÅ‚oÅ›ci od GdaÅ„ska, zawsze mogÅ‚em liczyć na różne urlopy i czÄ™sto jeździÅ‚em do domu. Przez dÅ‚uższy czas przechowywaÅ‚em brudnopis pisma do dowódcy puÅ‚ku, którym mój szef – zbrojmistrz 4 pp. grozi, że jeżeli zabiorÄ… mu mnie to podaje siÄ™ do dymisji, bo nie jest wstanie wypeÅ‚niać swoich obowiÄ…zków jeżeli zabierajÄ… mu najlepszych ludzi.

Po półtorarocznej już chyba służbie, coraz częściej myślałem o i jej zakończeniu i powrocie do domu. Marzyłem, jak to dobrze będzie latem, na plaży pełnej ładnych dziewczyn. Kąpiele w morzu, pływanie na jakiejś łajbie czy kajaku. Moim wielkim zmartwieniem był trądzik młodzieńczy, który opanował skórę na mojej twarzy, piersiach i plecach. Do naszego pułku skierowany został młody lekarz zaraz po Szkole Oficerskiej. Przyjechał w nowiutkim mundurze, czyściutki i pachnący. Przyszedł do mnie, żebym wypisał mu fakturę na broń osobistą, która obowiązkowo przysługiwała każdemu oficerowi i z bronią powinien codziennie być obecny na porannym apelu. Wypisałem mu rewolwer „Nagan„ (bo w tych latach mieliśmy je jeszcze na stanie, choć mieliśmy już też pistolety „TT„, ale nie wszyscy oficerowie byli w nie wyposażeni) do tego kaburę i naboje. Wytłumaczyłem temu młodemu oficerowi, gdzie jest magazyn, w którym dostanie co potrzeba. Szefem magazynu uzbrojenia był sierżant Dróżdż frontowy, podoficer zawodowy, kiedy zobaczył młodego, czyściutkiego lekarza zaraz po szkole oficerskiej rzucił mu na ladę zasmarowany towotem rewolwer Nagan, naboje i starą, parcianą, brudną, wystrzępioną ze zwisającymi nitkami kaburę do tego Nagana. I na jego prośbę, że może coś czyściejszego by się znalazło w magazynie sierż. Dróżdż nie chciał z nim w ogóle gadać. Ten lekarz przyszedł potem do mnie, czy nie dałoby się coś zrobić, bo ta szczególnie kabura to już do żadnej regeneracji czy czyszczenia się nie nadaje. Powiedziałem mu, że tak jak on, to i ja mam kłopoty pokazałem mu swój trądzik, że mieszkam w Sopocie i jak ja będę mógł się pokazać na plaży i podrywać ładne dziewczyny z takim wyglądem. A on mi na to, że jeżeli ja mu załatwię lepszą przynajmniej kaburę to on mnie wyśle do szpitala i tam to na pewno lepiej mi pomogą niż on tu na miejscu. Wypisałem mu 2 faktury jedną na zdanie do magazynu tego Nagana z kaburą i nabojami i drugą na pobranie pistoletu TT z nową kaburą skórzaną. Uzgodniłem z sierżantem, że ma mu pokazać do wyboru i kaburę brązową i żółtą. Nasz nowy medyk był bardzo zadowolony z nowej broni i pewnie kolor kabury mu odpowiadał, bo ja za kilka dosłownie dni leżałem już na 3 piętrze Oddziału Dermatologii w Szpitalu Wojskowym w Radomiu. Przebywałem w tym szpitalu kilka tygodni (kuracja w tym szpitalu, jak wszystkie kuracje na trądzik nie wiele mi pomogła) i ponieważ zbliżał się kres mojej służby wojskowej wróciłem do swojej jednostki. Dostałem młodego żołnierza, którego starałem się solidnie przygotować do przejęcia moich obowiązków. Uważałem, że mojemu szefowi por. B. to się ode mnie należy.
1.02.1949   -  Awans na kaprala.
20.04.1949  -  Po dwuletniej służbie wojskowej odchodzę do cywila.
12.03.2010  – Po latach sÅ‚użbÄ™ wojskowÄ… na Bukówce oceniam bardzo pozytywnie. W rusznikarni, że nauczyÅ‚em siÄ™ posÅ‚ugiwać broniÄ…, celnie strzelać, a bÄ™dÄ…c pisarzem u zbrojmistrz nauczyÅ‚em siÄ™ pisać na maszynie, co uÅ‚atwiÅ‚o mi szybsze opanowanie klawiatury i pisanie w komputerze.

ZdjÄ™cia z Wizyty na Bukówce ministra Klicha i gen. amerykaÅ„skiego zaczerpnÄ…Å‚em internetowej witryny- echodnia.eu – autorem zdjęć jest Dawid Łukasik

Jeżeli znajdzie się ktoś z mojego rocznika, kto w tym czasie pełnił służbę w tej jednostce, albo ktoś z rodziny, proszę o kontakt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>