Zapomniane ofiary – Andrzej Dryszel

PrzeglÄ…d Nr 40
Zapomniane ofiary

Dla ludności cywilnej powstanie warszawskie było piekłem i tragedią. Prawie 200 tys. zabitych, 650 tys. wygnanych z miasta

OddziaÅ‚y AK zaczęły opuszczać WarszawÄ™ 4 października 1944 r., dwa dni po podpisaniu kapitulacji powstania. Relacje kronikarzy byÅ‚y zgodne – powstaÅ„cy nie sprawiali wrażenia przegranego, rozbitego wojska. Maszerowali w zwartym szyku, równo wybijajÄ…c rytm o warszawski bruk. „Na prawo patrz! StojÄ…cy obok ksiÄ…dz bÅ‚ogosÅ‚awiÅ‚ przechodzÄ…ce oddziaÅ‚y. SzliÅ›my wyrównanymi czwórkami”, wspominaÅ‚ StanisÅ‚aw Jankowski „Agaton”, dowódca plutonu w Batalionie „Pięść”. „WychodziliÅ›my z podniesionym czoÅ‚em, wojskowym krokiem. (…) Nie wyglÄ…daliÅ›my na pokonanych i nie czuliÅ›my siÄ™ pokonani. TkwiÅ‚a w nas Å›wiadomość, że dokonaliÅ›my czegoÅ› wielkiego”, relacjonowaÅ‚ Andrzej Janicki „Å»uliÅ„ski”, dowódca plutonu Kompanii „Warszawianka” Zgrupowania „Chrobry II”.
Oddzielnym strumieniem wychodziÅ‚a ludność cywilna. „SzliÅ›my wÅ›ród transportu rannych, częściowo wlokÄ…cych siÄ™ o wÅ‚asnych siÅ‚ach, w wiÄ™kszoÅ›ci na noszach”, pisaÅ‚ Jan Nowak-JezioraÅ„ski (wraz z żonÄ… ukrywaÅ‚ zwoje filmów z powstania). Tu już nie byÅ‚o wyrównanych czwórek. „Brudni, wycieÅ„czeni i zdezorientowani ludzie (…). ChwiejÄ…cy siÄ™ na nogach opiekunowie podtrzymywali chwiejÄ…cych siÄ™ na nogach podopiecznych. Wychudzeni, oÅ›lepieni, krwawiÄ…cy, pokryci bandażami lub kulejÄ…cy ranni wspierali jeden drugiego. Sklecone byle jak nosze uginaÅ‚y siÄ™ pod ciężarem osób niezdolnych do marszu, sparaliżowanych lub konajÄ…cych. Godzina po godzinie, dzieÅ„ po dniu ta masa ludzkiego cierpienia posuwaÅ‚a siÄ™ z wolna naprzód” – tak ten exodus ludnoÅ›ci cywilnej opisuje Norman Davies.
Przez utworzony w Pruszkowie na terenie warsztatów kolejowych obóz przeszło 650 tys. warszawiaków. Stąd po brutalnej segregacji trafiali do obozów koncentracyjnych, na roboty do Rzeszy, w najlepszym razie na tułaczkę.
W opustoszaÅ‚ej Warszawie wygnaÅ„cy zostawiali najbliższych. „PozostaÅ‚y tylko niezliczone groby, których nie brakowaÅ‚o na żadnym podwórzowym klombie”, wspominaÅ‚ Stefan KorboÅ„ski „ZieliÅ„ski”, który opuÅ›ciÅ‚ stolicÄ™ pod sam koniec ewakuacji. Zostawiali też ruiny swoich domów – lub domy, które miaÅ‚y zmienić siÄ™ w ruiny. Niemcy bowiem natychmiast rozpoczÄ™li planowÄ… akcjÄ™ palenia i burzenia stolicy. „O ile w czasie Powstania Warszawskiego ulegÅ‚o zniszczeniu ok. 25% stanu przedwojennego miasta, to od dnia zakoÅ„czenia walk powstaÅ„czych do 17 stycznia 1945 r. nieprzyjaciel wysadziÅ‚ w powietrze lub spaliÅ‚ ponad drugie tyle”, stwierdza WÅ‚adysÅ‚aw Bartoszewski w „Dniach walczÄ…cej stolicy”.
Te październikowe dni stanowiÅ‚y tragediÄ™, ale przynosiÅ‚y promyk nadziei, bo oznaczaÅ‚y zakoÅ„czenie tragedii jeszcze wiÄ™kszej. Tylko pierwsze dni powstania byÅ‚y peÅ‚ne euforii. „NastÄ™puje wybuch szalonego entuzjazmu. Ludzie, jak na komendÄ™ rzuconÄ… przez kogoÅ› niewidzialnego, zaczynajÄ… Å›piewać ?WarszawiankÄ™?. Åšpiewa caÅ‚a ulica. Ci na jezdni i na chodnikach i ci, którzy wylegli na balkony, ci stojÄ…cy w oknach. Ogarnia mnie uniesienie, jakiego nie doznaÅ‚em nigdy przedtem i nigdy później”, opisywaÅ‚ Jan Nowak-JezioraÅ„ski. Bardzo szybko zaczęła siÄ™ jednak powstaÅ„cza codzienność – czyli pasmo niewyobrażalnych udrÄ™k fizycznych i psychicznych, które staÅ‚y siÄ™ udziaÅ‚em warszawiaków.
Kapitulacja dawaÅ‚a szansÄ™ ocalenia. „Wiadomo, że jak pertraktujÄ…, to siÄ™ zgodzÄ…. WierzyÅ‚o siÄ™, że nic zÅ‚ego nas nie czeka, chciaÅ‚o siÄ™ w to wierzyć, bo siÄ™ miaÅ‚o dosyć i Powstania, i wojny w ogóle, i nienawiÅ›ci, i zabijania, i giniÄ™cia. (…) WÅ‚aÅ›ciwie to byÅ‚o Å›wiÄ™to, co tu ukrywać”, pisaÅ‚ Miron BiaÅ‚oszewski. Choć Å›wiÄ™to peÅ‚ne rozpaczy, bo BiaÅ‚oszewski – nie on jeden – pÅ‚akaÅ‚, wychodzÄ…c z miasta: „Koniec. Po wszystkim. DwieÅ›cie tysiÄ™cy ludzi leży pod gruzami. Razem z WarszawÄ…”.

Mordowano od samego poczÄ…tku

Taki byÅ‚ koniec. A poczÄ…tek? Od 2 sierpnia Niemcy rozpoczÄ™li mordowanie ludnoÅ›ci cywilnej, najpierw na Mokotowie i Ochocie. KsztaÅ‚tuje siÄ™ praktyka stosowana przez nastÄ™pne dni: wrzucanie do mieszkaÅ„ i piwnic granatów, dobijanie rannych z pistoletów; usuwanie ludzi z mieszkaÅ„ i rozstrzeliwanie z broni maszynowej. Rozkaz przekazany dowódcom przez Himmlera nakazuje wytÄ™pienie caÅ‚ej ludnoÅ›ci stolicy, bez wzglÄ™du na pÅ‚eć i wiek. „Z przerażeniem patrzyÅ‚yÅ›my na nosze, w których leżaÅ‚y na wpół zwÄ™glone postacie ludzkie, maÅ‚e dzieci o twarzyczkach ropiejÄ…cych, czarnych, opuchÅ‚ych. OkazaÅ‚o siÄ™, że Niemcy zdobywszy jakÄ…Å› ulicÄ™, spÄ™dzali ludność do podminowanych schronów lub zamykali w piwnicach i obrzucali granatami”, opowiadaÅ‚a WÅ‚adysÅ‚awowi Bartoszewskiemu siostra Jadwiga Ledóchowska z szpitala Elżbietanek.
Od razu też grupy mieszkańców, zwłaszcza kobiet (bo Niemcy rozsądnie zakładali, że szczególnie do nich powstańcy nie będą strzelać), są pędzone przed czołgami i żołnierzami atakującymi polskie pozycje. Wymyślił to gen. Reiner Stahel, dowódca garnizonu Warszawy. Po raz pierwszy atak na pozycje powstańcze przy użyciu żywej tarczy z ludności cywilnej przeprowadzono 3 sierpnia na Wolskiej. Powstańcy cofnęli się, barykada została zdobyta. 5 sierpnia pognano przed czołgami kobiety z domów przy Puławskiej. Też się udało. Wiadomo było jednak, że jeśli Niemcy przekonają się o skuteczności tej metody, to już zawsze będą pędzić ludzi przed czołgami. Dlatego podczas kolejnego ataku pod osłoną kobiet, na barykadę na Lesznie, powstańcy zajęli pozycje po bokach i ostrzelali zaskoczonych Niemców od tyłu. Wtedy większość kobiet zdołała szczęśliwie przebiec przez polskie pozycje. Niekiedy jednak, niestety, ginęły w wymianie ognia.

Technologia sprawnego zabijania

Niemcy koncentrowali swoje akcje w wybranych obszarach, toteż przez wiele dni w niektórych rejonach, zwÅ‚aszcza w ÅšródmieÅ›ciu, panowaÅ‚ wzglÄ™dny spokój, w oknach czasami nawet byÅ‚y szyby. Z czasem jednak pożoga docieraÅ‚a niemal wszÄ™dzie. Bombowce nurkujÄ…ce systematycznie i bezkarnie burzyÅ‚y i paliÅ‚y bombami zapalajÄ…cymi dom po domu. „Naloty te przedstawiaÅ‚y piÄ™kne, niezapomniane widowisko. OdczuwaliÅ›my coraz wiÄ™kszÄ… radość, gdy bomby spadaÅ‚y na tereny, w których, jak wiedzieliÅ›my, znajdowaÅ‚y siÄ™ silne ogniska oporu, i wyrzucaÅ‚y w górÄ™ straszliwe chmury wybuchów. Ostrzeliwanie z broni pokÅ‚adowej pogÅ‚Ä™biaÅ‚o naszÄ… radość”, cieszyÅ‚ siÄ™ dr Krug z urzÄ™du gubernatora dystryktu warszawskiego.
„Warszawa w przeważajÄ…cej części stoi w pÅ‚omieniach. Palenie domów jest najpewniejszym Å›rodkiem zlikwidowania powstaÅ„czych kryjówek. (…) W milionowym mieÅ›cie panuje nÄ™dza nie do opisania. Po stÅ‚umieniu lub upadku powstania Warszawie przypadnie w udziale zasÅ‚użona kara caÅ‚kowitego zniszczenia”, meldowaÅ‚ już 5 sierpnia do Berlina gubernator Hans Frank.
Tylko tego jednego dnia na Woli zginęło ok. 20 tys. ludzi. ProwadzÄ…cy tam natarcie gen. Heinz Reinefarth podejmuje dziaÅ‚ania, które przeszÅ‚y do historii jako „Rzeź Woli”. Masowe egzekucje ludnoÅ›ci odbywajÄ… siÄ™ w rejonie Hali Mirowskiej, w fabryce Franaszka, w oddziale fabryki Ursus przy Wolskiej, przy Wawelskiej, Okopowej. Ludzie sÄ… rozstrzeliwani, zakÅ‚uwani bagnetami, paleni żywcem. Choć Niemcy dobijajÄ… tych, którzy nie zginÄ™li od razu, parÄ™ osób przeżyÅ‚o. Np. Janina Mamontowicz, którÄ… wyprowadzono na rozstrzelanie z dwoma synami i rodzicami. Kule ominęły jÄ… i dzieci, caÅ‚a trójka upadÅ‚a na ziemiÄ™, udajÄ…c zmarÅ‚ych. Starszy syn (dziewiÄ™cioletni) nie wytrzymaÅ‚ napiÄ™cia, poruszyÅ‚ siÄ™, niemiecki żoÅ‚nierz strzeliÅ‚ mu dwa razy w skroÅ„.
Niemcy zajmują też szpitale, mordując personel i chorych. W szpitalu św. Łazarza zabito prawie 1000 osób, pacjentów i członków personelu oraz rozstrzelanych tam mieszkańców. W Wolskim przy ul. Płockiej ginie dyrektor i wielu pracowników (60 osób) oraz ponad 300 pacjentów.
Chcąc usprawnić skuteczność mordowania, mieszkańców gromadzono w kilku wybranych punktach, gdzie rozstrzeliwano ich z broni maszynowej. W miejscach egzekucji powstawały zwały trupów dochodzące do 2 m wysokości, 20 m szerokości i 35 m długości, co ułatwiało później palenie zwłok. Tej metody nie trzymano się jednak zbyt kurczowo, podchodząc elastycznie do wykonywanych zadań. Gdy więc ludność cywilna była już zgromadzona, likwidowano ją od razu na miejscu, tak jak przy ul. Górczewskiej, gdzie otoczono trzy bloki, ustawiono wokół karabiny maszynowe, po czym przez okna wrzucono granaty, a domy podlano benzyną i podpalono. Ludzie palili się żywcem, gdy zaś skakali z okien albo usiłowali wyjść drzwiami, strzelano do nich. Zabito wtedy ponad 1000 osób.
Impet zbrodni na Woli, dokonywanych przez oddziały Reinefartha, zmniejszył się po 5 sierpnia, gdy głównodowodzący oddziałów niemieckich Erich von dem Bach Zelewski (pochodzący zresztą z rodziny o polskich korzeniach, jego ojcem był Józef Zelewski, a matką Ewelina Szymańska) zakazał zabijania kobiet i dzieci. Wszyscy podejrzewani o udział w walkach, a także mężczyźni ranni, niedołężni, niezdolni do pracy byli jednak nadal mordowani. W praktyce jeszcze przez wiele dni dochodziło w Warszawie także do egzekucji kobiet i dzieci.
Oprócz rzezi na Woli była rzeź Ochoty. W rejonie ul. Opaczewskiej doszło do masowych gwałtów, wiele kobiet zostało potem zamordowanych. W okolicy ul. Olesińskiej Niemcy wybili granatami kilkaset osób spędzonych do piwnic. Na targowisku warzywnym, Zieleniaku, gdzie stłoczono kilkanaście tysięcy ludzi wypędzonych z domów, zginęło kilkaset osób. Nocami członkowie RONA wyprowadzali z tłumu młode kobiety, które gwałcili, a potem zabijali.
W sumie na Woli, jak się szacuje, zamordowano od 40 do 65 tys. osób cywilnych, na Ochocie ponad 10 tys., w Śródmieściu ponad 5 tys., podobnie na Mokotowie.

Czekanie na bomby

Na wieść o masowych zbrodniach tysiÄ…ce mieszkaÅ„ców uciekÅ‚o do ÅšródmieÅ›cia. „Główna fala uchodźców z Woli uderzyÅ‚a w nas o brzasku. W potarganym odzieniu, w obÅ‚Ä™dnym strachu, osmoleni sadzami kobiety i mężczyźni, którzy samotnie wyrwali siÄ™ z piekÅ‚a na MÅ‚ynarskiej, Potockiej czy placu Kercelego. Potem rodziny z toboÅ‚ami, z dobytkiem zgarniÄ™tym w koce i przeÅ›cieradÅ‚a, z niemowlÄ™tami na rekach”, opisywaÅ‚ WacÅ‚aw Zagórski „Lech”, dowódca batalionu w Zgrupowaniu „Chrobry II”. PowstaÅ„cze posterunki staraÅ‚y siÄ™ jakoÅ› rozdzielać strumienie uchodźców, tysiÄ…ce ludzi zajmowaÅ‚o piwnice, koczowaÅ‚o na podwórzach.
Nad tÄ… falÄ… nie daÅ‚o siÄ™ zapanować. Bezdomnych wciąż przybywaÅ‚o, niezburzonych domów byÅ‚o coraz mniej, w mieÅ›cie szalaÅ‚y pożary. Silniejsi i bardziej zdecydowani zajmowali mieszkania, nie przejmujÄ…c siÄ™ ich lokatorami. „PowstajÄ… ustawiczne konflikty odnoÅ›nie samowolnego zakwaterowania. Starcy, dzieci i chorzy sÄ… bez jakiejkolwiek opieki i wÅ‚aÅ›ciwego skierowania”, stwierdzaÅ‚ jeden z meldunków do Komendy Głównej AK, z niewÄ…tpliwie sÅ‚usznÄ… konkluzjÄ…, iż „wielka fala bezdomnych z natury rzeczy stwarza nastroje zdecydowanie depresyjne, wpÅ‚ywajÄ…ce na caÅ‚e otoczenie”.
Problem bezprawnego zajmowania lokali został dość skutecznie rozwiązany przez Niemców. Ostrzał artyleryjski i bomby zabijały tak wielu warszawiaków i niszczyły tyle domów, że mieszkańcy zaczęli przenosić się do piwnic. Poprzebijano tam przejścia do sąsiednich budynków, powstał cały labirynt korytarzy.
„OficynÄ™ naszego domu rozwaliÅ‚ pocisk dziaÅ‚a zwanego ?grubÄ… bertÄ…?. Brat Mamy osunÄ…Å‚ siÄ™ dokÅ‚adnie na mnie. ?Wujku, co robisz?? – zapytaÅ‚em Å›miejÄ…c siÄ™ wyczekujÄ…co, bo myÅ›laÅ‚em, że chce jakimiÅ› żartami odwrócić mojÄ… uwagÄ™ od tego, co siÄ™ dzieje. A on już nie żyÅ‚ (…). PoruszaliÅ›my siÄ™ głównie piwnicami. Dziki strach przed zasypaniem towarzyszyÅ‚ mi przez caÅ‚e dwa miesiÄ…ce (…). Przez caÅ‚e życie unikaÅ‚em tematu Powstania. UciekaÅ‚em od wspomnieÅ„, nie chciaÅ‚em sÅ‚yszeć żadnych informacji”, opowiadaÅ‚ Jacek Fedorowicz Normanowi Daviesowi.
W piwnicach ludzie siedzieli na legowiskach z koców i sienników, w ciemności, w strasznym ścisku i smrodzie, brudni, przysypani pyłem, gryzieni przez wszy, pchły i pluskwy, często przez całe powstanie bez zmiany bielizny i ubrania. Byli głodni i spragnieni, szerzyła się czerwonka. Na powietrze wychodzili tylko nocą (uporządkowani Niemcy na ogół wtedy nie strzelali), szczególnie gdy musieli podjąć ryzykowne wyprawy po coś do zjedzenia lub po wodę (wodociągi już nie działały). Szybko zapanowała wśród nich tzw. psychika schronu, wyrażająca się w niemal całkowitej apatii i lęku przed bombami.
Piwnice to nie schrony przeciwlotnicze, wiÄ™c precyzyjne trafienie niszczyÅ‚o dom, a zawalone kondygnacje grzebaÅ‚y mieszkaÅ„ców – na Miodowej, gdzie pod zburzonym bombÄ… domem zginęło ponad 200 osób, na Malczewskiego (ponad 100) i w wielu innych miejscach. Szansa przeżycia byÅ‚a jednak wiÄ™ksza niż na powierzchni, gdzie groziÅ‚a Å›mierć od kuli goÅ‚Ä™biarza, od bomb, odÅ‚amków, ostrzaÅ‚u artyleryjskiego. W pamiÄ™ci mieszkaÅ„ców stolicy zapisaÅ‚y siÄ™ szeÅ›ciolufowe moździerze, zwane krowami lub szafami, bo ich dźwiÄ™k przypominaÅ‚ zgrzyt przesuwanej szafy czy ryk krowy. Jeden z mieszkaÅ„ców widziaÅ‚ skutki trafienia takiego moździerza w podwórko, gdzie przebywali uchodźcy: „W niespeÅ‚na minutÄ™ później zamiast żywych ludzi leżaÅ‚y na trotuarze już tylko zwÄ™glone, pokurczone figurki”.
Ludzie czÄ™sto chronili siÄ™ w koÅ›cioÅ‚ach, majÄ…c nadziejÄ™, że solidna konstrukcja może stanowić jakÄ…Å› ochronÄ™. Tak byÅ‚o w koÅ›ciele i klasztorze Sakramentek na Nowym MieÅ›cie. Dowódcy AK zwrócili siÄ™ do matki przeÅ‚ożonej, by pozwoliÅ‚a obsadzić klasztor żoÅ‚nierzami. PrzeÅ‚ożona miaÅ‚a wÄ…tpliwoÅ›ci, ale w koÅ„cu zgodziÅ‚a siÄ™ na zaÅ‚ożenie w klasztorze stanowisk powstaÅ„czych. 31 sierpnia Niemcy postawili ultimatum, że jeÅ›li klasztor nie zostanie ewakuowany, zburzÄ… go. PrzeÅ‚ożona przekazaÅ‚a ultimatum dowództwu AK. UsÅ‚yszaÅ‚a, że żoÅ‚nierze zostajÄ… w klasztorze, a „widok sióstr i duchownych opuszczajÄ…cych swoje stanowiska byÅ‚by dla żoÅ‚nierzy bolesnym ciosem”. Siostry postanowiÅ‚y wiÄ™c także zostać, zwÅ‚aszcza że koÅ›ciół byÅ‚ peÅ‚en bezdomnych uchodźców. Czas ultimatum dawno minÄ…Å‚, zaczęły siÄ™ codzienne modlitwy wieczorne. Klasztor zostaÅ‚ wtedy zbombardowany, w gruzach zginęło ponad 1000 osób, w tym 35 sióstr. Gdy garstka tych, które przeżyÅ‚y, wyszÅ‚a z ruin, żoÅ‚nierze AK, stojÄ…c w szeregu, salutowali im.
W Warszawie zabitych przybywaÅ‚o, wiÄ™c dowódca powstania Antoni ChruÅ›ciel „Monter” wydaÅ‚ rozkaz, iż zmarÅ‚ych „należy grzebać w jakimkolwiek stosownym miejscu (…) na najbliższych placach, skwerach lub podwórzach”. Wkrótce groby byÅ‚y wszÄ™dzie, gdzie tylko udaÅ‚o siÄ™ rozkopać ziemiÄ™, zmarÅ‚ych przysypywano też gruzem z ruin, a gdy i tak nie nadążano z chowaniem ciaÅ‚, po prostu ukÅ‚adano je obok siebie. „Tuż przy murze siedzieli rzÄ™dem milczÄ…cy ludzie. Odblask ognia oÅ›wietliÅ‚ im twarze. Ich nieruchomość przeraziÅ‚a mnie. Byli martwi”, wspominaÅ‚a Å‚Ä…czniczka Józefa RadzymiÅ„ska „MieczysÅ‚awa”.
13 sierpnia do powstaÅ„czych placówek przy pl. Zamkowym podjechaÅ‚ transporter opancerzony przeznaczony do podkÅ‚adania Å‚adunków wybuchowych. Kierowca uciekÅ‚, powstaÅ„cy wprowadzili transporter na ul. KiliÅ„skiego. Gdy rozradowani mieszkaÅ„cy Starówki otaczali zdobyczny pojazd, zadziaÅ‚aÅ‚ zapalnik czasowy, nastÄ…piÅ‚ potężny wybuch. Zginęło ponad 200 osób, kilkaset odniosÅ‚o rany, zrujnowane zostaÅ‚y dwa domy. Fragmenty ciaÅ‚ zaÅ›cielaÅ‚y dachy domów i ulice, w kaÅ‚użach krwi leżaÅ‚y gÅ‚owy, rÄ™ce, nogi. Nie dawano sobie rady z ich zbieraniem, toteż nastÄ™pnego dnia OkrÄ™gowa Delegatura RzÄ…du wydaÅ‚a zarzÄ…dzenie: „W zwiÄ…zku z wybuchem czoÅ‚gu poleca siÄ™ placówkom obrony przeciwlotniczej i ludnoÅ›ci okolicznych domów przejrzeć place, gruz, podwórza, dachy itd. celem usuniÄ™cia części rozerwanych ciaÅ‚, które mogÅ‚y siÄ™ tam znaleźć i nie zostaÅ‚y dotÄ…d zabrane”.

Mieszkańcy zostali

PÅ‚k Karol Ziemski „Wachnowski”, dowódca Obwodu Północ, wydaÅ‚ 26 sierpnia rozkaz utrzymania Starówki za wszelkÄ… cenÄ™, aż do chwili odejÅ›cia nieprzyjaciela: „Od speÅ‚nienia naszego zadania zależy nie tylko los oddziałów AK, ale i ludnoÅ›ci cywilnej, której grozi z rÄ…k Niemców niewÄ…tpliwa zagÅ‚ada”.
Gdy jednak z ogromnymi polskimi stratami odparty został obustronny atak, podjęty w celu utworzenia korytarza między Starym Miastem a Śródmieściem, 31 sierpnia zapadła decyzja o ewakuacji powstańców do Śródmieścia kanałami. Ludność cywilna musiała zostać na Starówce.
Decyzji o odejÅ›ciu powstaÅ„ców oczywiÅ›cie nie daÅ‚o siÄ™ ukryć, choć dowódca AK gen. Bór-Komorowski skierowaÅ‚ do Londynu proÅ›bÄ™: „Prosimy nie podawać przez BBC wiadomoÅ›ci o krytycznym poÅ‚ożeniu na Starym MieÅ›cie” (z Å‚Ä…cznoÅ›ciÄ… byÅ‚y kÅ‚opoty, nawet radiostacje powstaÅ„cze z sÄ…siednich dzielnic musiaÅ‚y Å‚Ä…czyć siÄ™ ze sobÄ… via Londyn). MieszkaÅ„cy Warszawy byli przerażeni i rozgoryczeni, nastÄ™powaÅ‚y rozdźwiÄ™ki miÄ™dzy powstaÅ„cami (w dużej części z rodzin inteligenckich) a ludnoÅ›ciÄ… cywilnÄ… (głównie robotniczÄ…), pod adresem żoÅ‚nierzy AK padaÅ‚y oskarżenia o zdradÄ™ spoÅ‚eczeÅ„stwa. – ChodziÅ‚o o ratowanie rannych, wiadomo byÅ‚o, że Niemcy ich wymordujÄ…. Duży procent rannych, których można byÅ‚oby jakoÅ› przetransportować kanaÅ‚ami, zostaÅ‚ na Starówce, już zabrakÅ‚o czasu na ich ewakuacjÄ™. Wszyscy zostali zabici. ByÅ‚y natomiast szanse, żeby część ludnoÅ›ci wyszÅ‚a wczeÅ›niej kanaÅ‚ami na Å»oliborz – mówi prof. Witold Kieżun „Wypad”. I to jednak byÅ‚a droga ryzykowna, w okolicy Dworca GdaÅ„skiego Niemcy pilnowali wÅ‚azów, a nad burzowcem trzeba byÅ‚o iść po linach i wielu ludzi tam utonęło.
W rezultacie żadnej ewakuacji ludnoÅ›ci cywilnej ze Starówki nie przeprowadzono. Gdy mieszkaÅ„cy zobaczyli, że powstaÅ„cy siÄ™ wycofujÄ…, próbowali wdzierać siÄ™ do wÅ‚azu ewakuacyjnego na ul. DÅ‚ugiej. – WÅ‚az byÅ‚ otoczony ogromnÄ… iloÅ›ciÄ… bagaży i zwÅ‚ok, rozgrywaÅ‚y siÄ™ tam dantejskie sceny. Dwie trzecie chÄ™tnych do opuszczenia Starego Miasta to byli cywile. Ludność próbowaÅ‚a dostać siÄ™ do kanaÅ‚u, żandarmeria powstaÅ„cza powstrzymywaÅ‚a ich, strzelajÄ…c w powietrze. Strzelanie do ludzi pragnÄ…cych dojść do wÅ‚azu wziÄ™li na siebie Niemcy – mówi Edmund Baranowski „Jur”.
Gdy Niemcy zdobyli dzielnicÄ™, od razu wymordowali część ludnoÅ›ci cywilnej – starszych, chorych lub uznanych za niezdolnych do transportu. Rannych leżących w licznych piwnicznych szpitalach po części zastrzelono, tych, którzy nie mogli wstać, spalono żywcem. Niektórzy tylko ocaleli, na proÅ›bÄ™ leżących tam rannych jeÅ„ców niemieckich, którzy zaÅ›wiadczali, że Polacy traktowali ich wzorowo. Technologia zabijania pacjentów byÅ‚a już znana, Niemcy i żoÅ‚nierze RONA stosowali jÄ… od pierwszych dni powstania: „Leżącym na ziemi roztrzaskiwali buciorami gÅ‚owy. (…) Przynosili sÅ‚omÄ™, jeden z nich polewaÅ‚ jÄ… jakimÅ› pÅ‚ynem. DochodziÅ‚ nas straszliwy ryk i pÅ‚acz żywcem palonych rannych ludzi”, napisaÅ‚a w swych wspomnieniach Kamila Merwartowa. Na Starówce zabito wtedy prawie 7 tys. osób.

Ku pokrzepieniu serc

Nastroje ludnoÅ›ci cywilnej nieuchronnie siÄ™ pogarszaÅ‚y. MieszkaÅ„cy byli zaÅ‚amani i zdezorientowani. „Raz chciaÅ‚o siÄ™ tu. Raz tam. Na Woli byÅ‚ strach o te rozstrzeliwania i palenia na stosach. WiÄ™c czÅ‚owiek chciaÅ‚ siÄ™ wydostać jakimÅ› cudem z tego piekÅ‚a”, pisaÅ‚ Miron BiaÅ‚oszewski.
Jeden z meldunków Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK mówiÅ‚: „WystÄ™pujÄ…ce powszechnie zmÄ™czenie jest w pewnym stopniu równoważone przez przyzwyczajenie. W nastÄ™pstwie wyczerpywania siÄ™ zapasów wystÄ™puje coraz silniejsza obawa przed gÅ‚odem. OdrÄ™bne nastroje panujÄ… wÅ›ród pogorzelców i wysiedlonych. Jest to element caÅ‚kowicie zradykalizowany, skÅ‚onny do gwaÅ‚townych wystÄ…pieÅ„, nastawiony krytycznie wobec powstania, wÅ‚adz cywilnych i wojskowych. Silne nastroje religijne. CzÄ™ste publiczne nabożeÅ„stwa na podwórzach domów. Objawy egzaltacji religijno-mistycznej. CechÄ… charakterystycznÄ… nastrojów jest niewiara w prawdziwość oficjalnej propagandy i informacji”.
Gen. Bór-Komorowski pisaÅ‚ zaÅ› 6 wrzeÅ›nia w meldunku do Londynu: „Ludność cywilna przeżywa kryzys, który może mieć zasadniczy wpÅ‚yw na oddziaÅ‚y walczÄ…ce. Przyczyny kryzysu: coraz silniejsze i zupeÅ‚nie bezkarne ostrzeliwanie caÅ‚ego obszaru na wzór Starówki, bezterminowe przedÅ‚użanie siÄ™ walki, coraz mniejsze porcje gÅ‚odowe dla pogorzelców i szybkie wyczerpywanie siÄ™ żywnoÅ›ci dla pozostaÅ‚ych, wielka Å›miertelność wÅ›ród niemowlÄ…t, agitacja czynników wrogich, brak wody i elektrycznoÅ›ci we wszystkich dzielnicach. Trudno przewidzieć, do czego może doprowadzić masowe uchodźstwo ludnoÅ›ci z dzielnic objÄ™tych terrorem ogniowym i zagÄ™szczanie jej w dzielnicach, z których już nie ma dróg wyjÅ›cia”.
Wspomniany brak wiary ludzi w prawdziwość oficjalnej propagandy byÅ‚ poniekÄ…d uzasadniony, bo na zewnÄ…trz wÅ‚adze prezentowaÅ‚y optymizm. DzieÅ„ później dowódca powstania „Monter” wydaÅ‚ odezwÄ™: „Wierzcie w to gÅ‚Ä™boko, że dowództwo nie zawiedzie, że myÅ›limy o wszystkim. Do nadejÅ›cia z zewnÄ…trz pomocy upÅ‚ynie jeszcze najwyżej 4-5 dni. Pomimo że źle siÄ™ odżywiacie i znużeni jesteÅ›cie bez granic, duch Wasz musi siÄ™ zdobyć na to niedÅ‚ugie już przetrwanie. ChylÄ™ czoÅ‚a przed Waszym dotychczasowym wysiÅ‚kiem. Ludzi, którzy Wam co innego mówiÄ… – jako zdrajców naszej Å›wiÄ™tej sprawy – oddawajcie w rÄ™ce Waszych dzielnych przeÅ‚ożonych”.

Tysiące wychodziły z miasta

Niemcy coraz częściej wzywali ludność cywilną do opuszczania stolicy. Władze powstańcze początkowo nie pozwalały wychodzić mężczyznom w sile wieku i zdrowym. Z czasem jednak, nie chcąc rozdzielać rodzin i rozumiejąc, że z mężczyzn, choćby i zdrowych, ale przerażonych i siedzących po piwnicach, nie będzie pożytku, zaczęto wypuszczać także ich.
– Sytuacja ludnoÅ›ci cywilnej zwÅ‚aszcza w drugiej części powstania byÅ‚a tragiczna. PanowaÅ‚ straszny głód, woda byÅ‚a dobrem niemal niezwykÅ‚ym. Generalnie jednak mieszkaÅ„cy zachowywali siÄ™ wspaniale. ZdarzaÅ‚y siÄ™ czasem przejawy niechÄ™ci wobec powstaÅ„ców, ale osobiÅ›cie nie zetknÄ…Å‚em siÄ™ z tym. Naturalnie entuzjazmu już nie byÅ‚o, panowaÅ‚o oczekiwanie na zakoÅ„czenie walk. Duża część mieszkaÅ„ców przechodziÅ‚a poza nasze linie, Niemcy kilkakrotnie to proponowali. Przez dÅ‚ugi czas nie byÅ‚o jednak chÄ™tnych, uważano to za zdradÄ™, a poza tym nikt im nie wierzyÅ‚, wszyscy wiedzieli, co Niemcy zrobili na Woli – mówi prof. Kieżun.
W dniach 8 i 9 września Niemcy na dwie godziny przerwali ogień. Ze Śródmieścia wyszło wtedy ponad 10 tys. ludzi, co często wywoływało oburzenie wśród powstańców, robiących złośliwe uwagi pod adresem wychodzących. Gdy Niemcy ogłosili takie samo dwugodzinne zawieszenie broni 26 września na Mokotowie, dzielnicę opuściło ponad 9 tys. ludzi. W obu dzielnicach wychodzili jednak przede wszystkim uchodźcy z innych dzielnic, których domy zostały spalone, którzy utracili cały dobytek.
Nastroje powstaÅ„ców też byÅ‚y coraz gorsze. Jeden z żoÅ‚nierzy Zgrupowania „RadosÅ‚aw”, które walczyÅ‚o w piÄ™ciu dzielnicach Warszawy, MieczysÅ‚aw Kurzyna „Miecz”, opowiadaÅ‚ WÅ‚adysÅ‚awowi Bartoszewskiemu: „W ogóle byÅ‚o tak, że zawsze najpierw spotykaliÅ›my dzielnicÄ™ sÅ‚onecznÄ…, rozeÅ›mianÄ…, niezniszczonÄ…; kiedyÅ›my jÄ… opuszczali, pozostawaÅ‚y za nami gruzy”.
Zdobycie Pragi przez wojska rosyjskie i coraz bliższa perspektywa forsowania WisÅ‚y wyraźnie poprawiÅ‚y morale warszawiaków. KlÄ™ska odsieczy ze strony 1 Armii LWP i odepchniÄ™cie powstaÅ„ców od rzeki po 20 wrzeÅ›nia doprowadziÅ‚y jednak do ostatecznego zaÅ‚amania nastrojów. Wielu zdesperowanych ludzi usiÅ‚owaÅ‚o na wÅ‚asnÄ… rÄ™kÄ™ dostać siÄ™ na praskÄ… stronÄ™, waÅ‚ trupów – ofiar niemieckiego ostrzaÅ‚u – zalegaÅ‚ lewy brzeg WisÅ‚y.
Zaczynały się rabunki i szaber, coraz powszechniejsze było okradanie rozbitych i popalonych domów, a także współtowarzyszy niedoli z piwnic i schronów. 21 września Delegat Rządu na Warszawę wydał więc zarządzenie, że osoby, które dopuszczają się kradzieży, a także te, które nabywają lub przechowują zrabowane mienie, podlegają karze śmierci.

„NiezÅ‚omny” obroÅ„ca Mokotowa

Na Mokotowie, gdzie zejÅ›cie do kanałów byÅ‚o lepiej osÅ‚oniÄ™te przed ogniem niemieckim niż na Starówce, podziemnÄ… drogÄ™ ucieczki wybraÅ‚o wielu mieszkaÅ„ców dzielnicy. Z tragicznym skutkiem. Dowódca dzielnicy, Józef Rokicki „Karol”, 25 wrzeÅ›nia odrzuciÅ‚ niemieckÄ… propozycjÄ™ rozpoczÄ™cia rozmów kapitulacyjnych i zapewniÅ‚ dowódcÄ™ powstania, że zamierza „bronić siÄ™ do ostatka, choćby w gruzach, na najmniejszym skrawku Mokotowa”. Tego samego dnia wieczorem wydaÅ‚ wszystkim oddziaÅ‚om rozkaz wycofania siÄ™ kanaÅ‚ami do ÅšródmieÅ›cia. Dowódca powstania uznaÅ‚ to za samowolÄ™, nakazujÄ…c Rokickiemu powrót na stanowiska (co nie zostaÅ‚o wykonane). W Å›lad za powstaÅ„cami do kanałów runÄ™li przerażeni mieszkaÅ„cy, którzy szli caÅ‚ymi rodzinami, dźwigajÄ…c bagaże. Niemcy spiÄ™trzyli wodÄ™, wrzucali do wÅ‚azów granaty i gazy trujÄ…ce. W kanaÅ‚ach Å›mierć poniosÅ‚y setki ludzi, wielu zostaÅ‚o zamordowanych, wychodzÄ…c z wÅ‚azów na terenie zajÄ™tym przez Niemców.
– ByÅ‚y przypadki, że ludność cywilna miaÅ‚a serdecznie dosyć, na Starym MieÅ›cie, na Czerniakowie, o Woli już nie mówiÄ…c. PanowaÅ‚o niekiedy wielkie rozczarowanie, sam byÅ‚em Å›wiadkiem, jak na pierwszej linii przy ul. SapieżyÅ„skiej czy Konwiktorskiej mieszkaÅ„cy zapowiedzieli, że wyjdÄ… z biaÅ‚ymi flagami. Gdy opuÅ›ciliÅ›my tÄ™ pozycjÄ™, mówili: „Tyle tygodni walki, a teraz zostawiacie nas na pastwÄ™ Niemców, co z nami bÄ™dzie!”. Nie byÅ‚o jednak szans, by ulżyć ludnoÅ›ci cywilnej, nie starczaÅ‚o nawet dla najbardziej potrzebujÄ…cych, dla matek z nowo narodzonymi dziećmi – mówi Edmund Baranowski „Jur”.
Powstanie dla wiÄ™kszoÅ›ci mieszkaÅ„ców byÅ‚o piekÅ‚em, nie piknikiem. Symbolem losów cywilnej ludnoÅ›ci stolicy staÅ‚o siÄ™ to, co spotkaÅ‚o polskÄ… Niobe – WandÄ™ Lurie (1911-1989). Jej syn urodziÅ‚ siÄ™ 20 sierpnia 1944 r., otrzymaÅ‚ nieco symboliczne imiÄ™ MÅ›cisÅ‚aw, dziÅ› mieszka w Warszawie, ma córkÄ™. Ale tych, którzy w czasie powstania mordowali mieszkaÅ„ców stolicy, na ogół nie spotkaÅ‚a żadna pomsta, a wina Niemców wobec ludnoÅ›ci Warszawy pozostaje niezmazana.

Warszawska hekatomba

W powstaniu warszawskim zginęło, według różnych szacunków, od 130 do 180 tys., a nawet niemal 200 tys. cywilnych mieszkańców stolicy. Z tej liczby około 60 tys. poniosło śmierć w egzekucjach dokonywanych przez wojska niemieckie i spełniające ich rozkazy formacje kolaboracyjne, głównie rosyjskie i ukraińskie. Ponadto kilka tysięcy mieszkańców stolicy zginęło już po powstaniu, w niemieckich obozach koncentracyjnych i obozach pracy.
Spośród żołnierzy powstania zginęło 18 tys. osób (w boju lub pomordowanych), a 20 tys. odniosło rany. Straty Ludowego Wojska Polskiego forsującego Wisłę to 2,5 tys. zabitych i 1,5 tys. rannych.
Podczas tłumienia powstania zginęło 2 tys. żołnierzy z oddziałów niemieckich i kolaboracyjnych. 9 tys. zostało rannych.

Polska Niobe
Zeznanie Wandy Lurie złożone 10 grudnia 1945 r. przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Niemieckich

Do 5 sierpnia przebywaÅ‚am w piwnicy domu z trojgiem dzieci w wieku lat 11, 6, 3,5, bÄ™dÄ…c w ostatnim miesiÄ…cu ciąży. Tego dnia wkroczyli na podwórko żandarmi niemieccy oraz UkraiÅ„cy, wzywajÄ…c ludność do natychmiastowego opuszczenia domu. Nie majÄ…c przy sobie męża, który nie powróciÅ‚ z miasta, ociÄ…gaÅ‚am siÄ™, miaÅ‚am nadziejÄ™, że pozwolÄ… mi zostać. MusiaÅ‚am jednak opuÅ›cić dom. Wraz z dziećmi wyszÅ‚am na ul. DziaÅ‚dowskÄ…. Domy na ulicy już pÅ‚onęły. Å»andarmi kazali mi udać siÄ™ na ul. WolskÄ…. Na ulicach leżaÅ‚o peÅ‚no kabli, drutów, resztek barykad, gumy, trupy. Domy paliÅ‚y siÄ™ po obu stronach ulic. StanÄ™liÅ›my przed bramÄ… fabryki „Ursus” poÅ‚ożonej przy Wolskiej 55 (oddziaÅ‚ fabryki w Ursusie). ByÅ‚o nas ponad 500 osób. Z podwórza fabryki sÅ‚ychać byÅ‚o strzaÅ‚y, bÅ‚agania i jÄ™ki. Do wnÄ™trza fabryki Niemcy wpuszczali, a raczej wpychali, przez bramÄ™ od ul. Wolskiej po sto osób. Nie mieliÅ›my wÄ…tpliwoÅ›ci, że na terenie fabryki zabijajÄ…. TrzymaÅ‚am siÄ™ z tyÅ‚u, stale siÄ™ wycofujÄ…c, w nadziei, że kobiety w ciąży przecież nie zabijÄ…. ZostaÅ‚am wprowadzona w ostatniej grupie. Na podwórzu fabryki zobaczyÅ‚am zwaÅ‚y trupów do wysokoÅ›ci jednego metra, rozpoznaÅ‚am zabitych sÄ…siadów i znajomych. UkraiÅ„cy i żandarmi ustawili nas czwórkami. W grupie byÅ‚o okoÅ‚o 20 osób, w tym dużo dzieci lat 10-12. JednÄ… bezwÅ‚adnÄ… staruszkÄ™ niósÅ‚ na plecach zięć, obok szÅ‚a jej córka z dwojgiem dzieci 4 i 7 lat. Trupy leżaÅ‚y na prawo i lewo, w różnych pozycjach. Gdy pierwsza czwórka dochodziÅ‚a do miejsca, gdzie leżaÅ‚y trupy, strzelali Niemcy i UkraiÅ„cy w kark od tyÅ‚u. Zabici padali, podchodziÅ‚a nastÄ™pna czwórka, by tak samo zginąć. BezwÅ‚adnÄ… staruszkÄ™ zabito na plecach ziÄ™cia, on także zginÄ…Å‚. Przy ustawianiu ludzie krzyczeli, bÅ‚agali, modlili siÄ™. Ja byÅ‚am w ostatniej czwórce. BÅ‚agaÅ‚am otaczajÄ…cych nas UkraiÅ„ców, by ratowali dzieci i mnie, któryÅ› z nich zapytaÅ‚, czy mogÄ™ siÄ™ wykupić. DaÅ‚am mu zÅ‚ote trzy pierÅ›cienie. Zabrawszy to, chciaÅ‚ mnie wyprowadzić, jednak kierujÄ…cy ekipÄ… Niemiec – oficer-żandarm, który to zauważyÅ‚, nie pozwoliÅ‚ i kazaÅ‚ doÅ‚Ä…czyć mnie do grupy przeznaczonej na rozstrzelanie. Zaczęłam go bÅ‚agać o życie dzieci i moje, odepchnÄ…Å‚ mnie jednak, tak że siÄ™ przewróciÅ‚am. UderzyÅ‚ też i pchnÄ…Å‚ mego starszego synka. PodeszÅ‚am w ostatniej czwórce razem z trojgiem dzieci do miejsca egzekucji, trzymajÄ…c prawÄ… rÄ™kÄ… dwie rÄ…czki mÅ‚odszych dzieci, lewÄ… – rÄ…czkÄ™ starszego synka. Dzieci szÅ‚y pÅ‚aczÄ…c i modlÄ…c siÄ™. Starszy widzÄ…c zabitych, woÅ‚aÅ‚, że i nas zabijÄ…. W pewnym momencie Ukrainiec stojÄ…cy za nami strzeliÅ‚ najstarszemu synkowi w tyÅ‚ gÅ‚owy, nastÄ™pne strzaÅ‚y ugodziÅ‚y mÅ‚odsze dzieci i mnie. PrzewróciÅ‚am siÄ™ na prawy bok. StrzaÅ‚ oddany do mnie nie byÅ‚ Å›miertelny. Kula trafiÅ‚a w kark z lewej strony i przeszÅ‚a przez dolnÄ… część czaszki, wychodzÄ…c przez lewy policzek. DostaÅ‚am krwotok ciążowy, wypluÅ‚am kilka zÄ™bów. ByÅ‚am jednak przytomna i leżąc wÅ›ród trupów, widziaÅ‚am prawie wszystko, co siÄ™ dziaÅ‚o. ObserwowaÅ‚am dalsze egzekucje. Wprowadzono nowÄ… partiÄ™ mężczyzn, których trupy padaÅ‚y i na mnie. PrzywaliÅ‚y mnie cztery trupy. Wprowadzono partiÄ™ kobiet i dzieci – i tak grupa za grupÄ… rozstrzeliwano do późnego wieczora. W przerwach oprawcy chodzili po trupach, kopali, przewracali, dobijali żyjÄ…cych, rabowali kosztownoÅ›ci. Obok mnie leżaÅ‚ tÄ™gi, wysoki mężczyzna w skórzanej kurtce, który dÅ‚ugo rzÄ™ziÅ‚. Niemcy oddali pięć strzałów, nim skonaÅ‚. W czasie dobijania strzaÅ‚y raniÅ‚y mi nogÄ™. LeżaÅ‚am w kaÅ‚uży krwi, przyciÅ›niÄ™ta trupami. NastÄ™pnego dnia egzekucje ustaÅ‚y. Niemcy wpadli kilkakrotnie z psami, biegali po trupach, sprawdzali, czy kto nie żyje. SÅ‚yszaÅ‚am pojedyncze strzaÅ‚y, prawdopodobnie dobijali żyjÄ…cych. LeżaÅ‚am tak do poniedziaÅ‚ku (egzekucja odbyÅ‚a siÄ™ w sobotÄ™). Trzeciego dnia poczuÅ‚am, że dziecko, którego oczekiwaÅ‚am, żyje. To podsunęło mi myÅ›l o ratunku. Na czworakach przeczoÅ‚gaÅ‚am siÄ™ po trupach do muru. Trupy leżaÅ‚y na wysokość co najmniej mojego wzrostu. Po drabinie przez otwarty lufcik weszÅ‚am do hali. WeszÅ‚am na okno i na podwórzu zobaczyÅ‚am żywego czÅ‚owieka – mieszkankÄ™ naszego domu. Po dÅ‚ugim szukaniu odkryÅ‚yÅ›my wyjÅ›cie od ul. Skierniewickiej i tamtÄ™dy opuÅ›ciÅ‚yÅ›my fabrykÄ™. UkraiÅ„cy stali na Wolskiej. PopÄ™dzili nas w kierunku Woli, zabierajÄ…c po drodze coraz wiÄ™cej osób. Niedaleko koÅ›cioÅ‚a Å›w. StanisÅ‚awa rozdzielono mÅ‚odych i starych. GrupÄ™ mÅ‚odych mężczyzn i kobiet wprowadzono do jakiegoÅ› zburzonego domu, skÄ…d po chwili doszÅ‚y odgÅ‚osy strzałów. Przypuszczam, że odbyÅ‚a siÄ™ tam egzekucja. ResztÄ™, w tej grupie i mnie, popÄ™dzono do koÅ›cioÅ‚a Å›w. Wojciecha przy ul. Wolskiej. Po drodze widziaÅ‚am leżące na jezdni i na chodnikach trupy i części ciaÅ‚a. Przed koÅ›cioÅ‚em oficerowie niemieccy przyjÄ™li nas popychaniem, biciem i kopaniem. KoÅ›ciół byÅ‚ zapeÅ‚niony ludnoÅ›ciÄ… Warszawy z różnych dzielnic. Å»adnej pomocy nie udzielono, jedynie współtowarzysze niedoli podali mi trochÄ™ wody. Po dwóch dniach zostaÅ‚am przewieziona furmankÄ… z ciężko rannymi i chorymi do obozu przejÅ›ciowego w Pruszkowie.

25.10.2010 04:22:25 – SkopiowaÅ‚em z PrzeglÄ…du Nr 40 – HR

Jedna myśl na temat “Zapomniane ofiary – Andrzej Dryszel

  1. Witam,
    natknęłam się na Pana stronę poszukując informacji dotyczących Pani Kazimiery Bajówny. Uprzejmie proszę Pana o kontakt e-mail. Pozdrawiam
    Joanna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>