Nikt nie zawołał – Opamietajcie się!

Wojciech Czuchnowski, Renata Grochal – Incydent gruziński
Gazeta Wyborcza – 2010-04-24

…ProwadzÄ…cy sprawÄ™ prokurator rozmawiaÅ‚ (nie byÅ‚y to przesÅ‚uchania, lecz tzw. rozpytanie) z pilotami, dowódcami i osobami z ekipy prezydenta. Z notatek po tych rozmowach wynika, że konflikt miÄ™dzy zaÅ‚ogÄ… a pasażerami byÅ‚ dramatyczny. Po pierwszej odmowie urzÄ™dnicy prezydenccy i sam prezydent przeprowadzajÄ… kilkanaÅ›cie rozmów telefonicznych – min. z dowódcÄ… 36. PuÅ‚ku Lotniczego pÅ‚k. Tomaszem Pietrzakiem (rozmowa obok), z gen. ZaÅ‚Ä™skim i z dowódcÄ… siÅ‚ powietrznych gen. Andrzejem BÅ‚asikiem (zginÄ…Å‚ pod SmoleÅ„skiem). Dowódca samolotu kpt. Pietruczuk jest na „gorÄ…cej linii” z pÅ‚k. Pietrzakiem. Gdy mówi, że nie wykona rozkazu lotu do Tbilisi, do kabiny wchodzi prezydent KaczyÅ„ski, zadajÄ…c cytowane już pytanie: „Kto jest zwierzchnikiem siÅ‚ zbrojnych?”. Drugi pilot kpt. Protasiuk opowiedziaÅ‚ prokuratorowi, że po wyjÅ›ciu prezydenta z kokpitu wszedÅ‚ tam minister Stasiak, „który jednak nie wymuszaÅ‚ na zaÅ‚odze konkretnych dziaÅ‚aÅ„. StwierdziÅ‚ tylko, że należy wszystko dokÅ‚adnie rozważyć i dopiero podjąć decyzję”.


Piotr Pacewicz – Nikt nie zawołał: Opamiętajcie się!
Gazeta Wyborcza – 2010-06-04

…Msza katyÅ„ska byÅ‚a dla prezydenta i wielu pasażerów czymÅ› wiÄ™cej niż uroczystoÅ›ciÄ…. WpisywaÅ‚a siÄ™ w polityczny spór, miaÅ‚a zatrzeć wrażenie, że to Donald Tusk z WÅ‚adimirem Putinem doprowadzili do postÄ™pu w leczeniu narodowej rany, jakÄ… jest zbrodnia katyÅ„ska. Ale powody byÅ‚y poważniejsze niż licytacja na patriotyzm, fundamentalne. Msza w Katyniu dotykaÅ‚a symbolu narodowej sprawy, samego serca polityki historycznej braci KaczyÅ„skich, miaÅ‚a być manifestacjÄ… patriotyzmu tak zroÅ›niÄ™tego z wizerunkiem prezydenta. ChciaÅ‚ on wystÄ…pić jako dumny przywódca polskiego narodu.
Miałby odlecieć jak niepyszny? Jakież byłoby rozczarowanie! Prezydent odczuwał to zapewne jako groźbę osobistej kompromitacji. Mógł sobie wyobrażać złośliwe żarty politycznych rywali i nieprzychylnej mu części opinii publicznej.
W dodatku ta niezawiniona przez niego wpadka byÅ‚aby – symbolicznie – porażkÄ… w relacjach z RosjÄ…, które dla prezydenta byÅ‚y sprawÄ… honoru. SwÄ… życiowÄ… rolÄ™ zagraÅ‚ wszak dwa lata wczeÅ›niej na wiecu w Tbilisi, gdy w imieniu Polski i poniekÄ…d Europy wystÄ…piÅ‚ w obronie Gruzji. TÅ‚umy wiwatowaÅ‚y, a Lech KaczyÅ„ski mówiÅ‚: „Nasi sÄ…siedzi pokazali twarz, którÄ… znamy od setek lat. Ten kraj – mówiÅ‚ dalej o Rosji – uważa, że dawne czasy upadÅ‚ego imperium wracajÄ…, że znów dominacja bÄ™dzie cechÄ… tego regionu. Nie bÄ™dzie. Te czasy siÄ™ skoÅ„czyÅ‚y raz na zawsze”.
To też był kontekst decyzji o lądowaniu. Takie myślenie zaciążyło zapewne także na decyzjach kontrolerów lotów ze Smoleńska, którzy obawiali się skandalu dyplomatycznego i lądowanie jedynie odradzali, ale go nie zabraniali.
Decyzja o lądowaniu była zatem rozpatrywana w kategoriach politycznych, narodowych, historycznych, godnościowych. Czynnik bezpieczeństwa był oczywiście ważny, ale jako jeden z wielu.

Jakiż to obraz prezydenta KaczyÅ„skiego wyÅ‚ania siÄ™ z tych tekstów? Duży chÅ‚opiec – gÅ‚uptas żyjÄ…cy w Å›wiecie fantazji. Å»yjÄ…cy legendÄ… Powstania Warszawskiego, przekonany, że i on musi kontynuować narodowo-rodzinnÄ… tradycjÄ™. Tyle, że jako duży gÅ‚uptas robiÅ‚ nieustannie gÅ‚upstwa. Nie sposób zapomnieć jego wyraz twarzy po „incydencie granicznym” w Gruzji, kiedy wywieziono go nocÄ… pod granicÄ™ z OsetiÄ…; strzaÅ‚y, do dziÅ› nie wiadomo przez kogo oddane – jego dzieciÄ™cy zachwyt, radość, że i on może doÅ›wiadczyć ekstazy powstaÅ„czej. BÄ™dÄ…c gÅ‚uptasem nawet nie myÅ›laÅ‚, że może wpakować siebie – prezydenta i caÅ‚Ä… PolskÄ™ w potężnÄ… kabaÅ‚Ä™ o nieobliczalnych skutkach. GÅ‚uptas widzÄ…cy siÄ™ w wyobraźni w powstaÅ„czej panterce nie myÅ›li o takich bzdurach.

Wroński opisuję absurdalną sytuację: Chciał opowiedzieć światu o Polsce, przenośnie i dosłownie. Gdy podczas pierwszego spotkania na dziedzińcu zamku Charlottenburg prezydent Niemiec Horst Köhler zwrócił się do niego grzecznościowo na powitanie kilkoma zdaniami po polsku, dziennikarze usłyszeli, jak na trasie przejścia do kompanii reprezentacyjnej Lech Kaczyński opowiadał mu o Kresach i Kijowie, dokąd sięgała Rzeczpospolita. Prezydent Köhler słuchał tej niezrozumiałej dla niego opowieści z niepewnym wyrazem twarzy. Czyż nie jest to piękny dowód życia w świecie fantazji?

Zapewne katastrofa w SmoleÅ„sku jest logicznÄ… konsekwencjÄ… prezydentury KaczyÅ„skiego. On, przywódca narodu skazanego na wielkość miaÅ‚by siÄ™ poddać, tchórzliwie „zdezerterować” z uroczystoÅ›ci katyÅ„skich? LÄ…dować! Trzeba pokazać Rosji, Å›wiatu caÅ‚emu, że prezydent siÄ™ nigdy nie cofa. 

I lÄ…dowali.

I dziÄ™ki temu teraz ten gÅ‚uptas awansowany zostaÅ‚ przez brata na „ostatniego mÄ™czennika katyÅ„skiego”, cwany bliźniak zaÅ‚atwiÅ‚ nawet grób na Wawelu. Ideologowie PiS już tworzÄ… mit narodowy, wszak naród nie może zostać bez mitów. KoÅ›ciuszko, PiÅ‚sudski, Sikorski, Lech KaczyÅ„ski…

Pocieszyć się można tylko tym, że lansowana niegdyś w Argentynie na narodową świętą Evita Peron była przypadkiem o wiele bardziej kabaretowym.
Skopiowałem z 31.10.2010 Niedziela 02:38:56
Przytaczam te fragmenty tekstów znalezione w internecie, o zasługach naszego byłego prezydenta.
Historia o nich nie zapomni. HR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>