Moje zapiski – Okres okupacji

Okres okupacji
1.09.1939 R Wybuchła II- Wojna Światowa. Mieszkaliśmy wtedy na ulicy Chłodnej Nr 15.róg ulicy Waliców w pięknej kamienicy, w której mieściła się prywatna, żeńska szkoła – Gimnazjum i Liceum pp. Reginy Gaczeńskiej i Eweliny Kacprowskiej. W tej szkole mój ojciec był woźnym i z tego tytułu zajmowaliśmy służbowe mieszkanie. Zarządzono mobilizację i mój ojciec został powołany do wojska. Moją szkołę, do której chodziłem do wybuchu wojny – przy ul. Chłodnej 11/13 róg Waliców zajęli Niemcy na koszary dla swojego wojska. Miałem więc jeden rok stracony. Od września 1940 r Rozpocząłem naukę w 6 klasie w Szkole Podstawowej Nr 100 przy ul. Młynarskiej za Zajezdnią Tramwajową. W 6 klasie wychowawczynią naszą była p. Kazimiera Bajówna. Od września 1941 r. chodziłem do 7 klasy, w której wychowawczynią naszą została p. Janina Górnicka. Obie nasze wychowawczynie były instruktorkami harcerskimi jeszcze z przed wojny. Pewnego razu p. Janka Górnicka poprosiła mnie i jeszcze kilku moich kolegów czy nie zechcielibyśmy pomóc jej przewieźć trochę kartofli do domu. Dała nam klucze do swojego mieszkania i adres (mieszkała na ul. Ludwiki ?). Kiedy zawieźliśmy te ziemniaki, postanowiliśmy zażartować sobie schowaliśmy worek z ziemniakami gdzieś głęboko pod tapczanem a na widocznym miejscu zostawiliśmy kartkę, że była łapanka na mieście i kartofle zabrali Niemcy. Na drugi dzień nasza wychowawczyni zaprosiła nas na placki kartoflane. Kiedy przyszliśmy na umówioną godzinę były już u niej nasze koleżanki z klasy, które obierały, tarły, smażyły już te obiecane placki? Po zjedzeniu tych placków p. Janka zorganizowała nam różne zabawy towarzyskie, w starego kawalera, głuchy telefon, trochę pośpiewaliśmy, tak że wieczór spędziliśmy b. przyjemnie i tak to się zaczęło.

Początkowo nasze spotkania u niej tylko charakter towarzyski, ale w niedługim czasie zaproponowała nam uczestnictwo w Tajnym Harcerstwie. Naturalnie, że wszyscy z nas z wielkim zapałem wyraziliśmy zgodę. Powstał zastęp chłopców. Naszą zastępową została Miecia Maliszewska, dziewczyna b. fajna imponowała nam bo świetnie pływała,  nawet próbowaliśmy z nią się siłować. Ze strzępów informacji jakie posiadam w październiku 1942r była maturzystką. Prawdopodobnie zginęła z całą rodziną w pierwszych dniach powstania w swoim domu przy ul. Redutowej. W grupie tej oprócz mnie byli: Mirek Malinowski, Stefan Mączyński, Andrzej Wojciechowski, Janek Zalewski i Jurek Zbroja. We wrześniu 1942 r. na zbiórce Miecia powiadomiła nas o naszym w najbliższym czasie rozstaniu. W październiku 1942 r., po uroczystej konspiracyjnej, przysiędze złożonej na ręce Tadeusza Wiśniewskiego „Pantery” – członka nowo powstałej Komendy Zawiszy, najmłodszej grupy harcerskiej wchodzącej w skład Szarych Szeregów. Rozpoczął się dla nas nowy etap już bardziej zorganizowanego życia konspiracyjnego. Nasze koleżanki z klasy wstąpiły do żeńskiej drużyny harcerskiej. Wśród nich były: Janina i Barbara Jemiołkowskie, Irena Matysikówna, Zofia Riedelówna, Adrianna Wodnicka. Wszystkie brały udział w Powstaniu Warszawskim : Janina Jemiołkowska, Irena Matysiakówna, Zofia Riedelówna i Adrianna Wodnicka jako sanitariuszki w harcerskim patrolu sanitarnym zostały zamordowane w dniu 5 sierpnia 1944 r. o godz. 18:00 w szpitalu św. Łazarza przy ul Wolskiej 18 w grupie 11 harcerek. Zamordowano wraz z nimi wszystkich lekarzy, wszystkich rannych powstańców, i na samym końcu 10 sióstr zakonnych, które zabijano pojedynczo ze słowami modlitwy na ustach – „pod Twoją obronę”. Wszystkie harcerki pochowane zostały na Cmentarzu Wojskowym Powązki kwatera 26 B. Barbara Jemiołkowska pseudonim „ Ara” urodzona 28.09.1929R. Harcerka WŻDH Nr 100, (Warszawska Żeńska Drużyna Harcerska) przeszkolona w służbie sanitarnej i łączności, w Powstaniu Warszawskim od 1 sierpnia 1944r. Łączniczka pierwszej linii batalionu AK „Chrobry I „. Zginęła podczas nalotu na Pasaż Simonsa na Starym Mieście, gdzie batalion kwaterował. Odznaczona dwukrotnie Krzyżem Walecznych, po raz drugi pośmiertnie. Pochowana na Cmentarzu Wojskowym Powązki kwatera 27 A. (Szczegółowy opis znajdziesz w książce Lucjana Fajera pt. „Żołnierze Starówki” str. 320 – 360). Muszę dodać, że wszystkie moje koleżanki po ukończeniu 7 klasy Szkoły Podstawowej Nr 100 zostały uczennicami Tajnego Gimnazjum pań Reginy Gaczeńskiej i Eweliny Kacprowskiej i w ich biogramie wyczytałem, że były uczennicami III klasy. Do dziś nie zdawałem sobie sprawy, że szkoła, w której do wybuchu wojny, woźnym był mój tata, zamknięta przez władze okupacyjne, tak jak wszystkie średnie i wyższe działała w podziemiu i moje koleżanki były jej uczennicami.  Kiedy powstało duże i małe „Getto” z ul. Chłodnej ja z moją matką i bratem z wszystkimi tymi ławkami i całym wyposażeniem tej szkoły przeprowadziliśmy się na ul. Żelazną 85. Po ukończeniu VII klasy Szkoły Podstawowej Nr 100, która w międzyczasie została przeniesiona z ul Młynarskiej do budynku mieszkalnego przy ul. Chłodnej 68 (na rogu placu Kercelego), ja i część moich kolegów zapisaliśmy się do II Miejskiej Szkoły Mechanicznej w Warszawie mieszczącej się początkowo na ul. Sandomierskiej 12 na Mokotowie. We wrześniu 1942 r. nasz zastęp przejął członek Komendy Zawiszy „Pantera” Rozwinięty już w drużynę. Drużynowym został Tadeusz Podkański „Longin” (mieszkał na ul. Bema). Nasza drużyna weszła w skład większego ugrupowania, był nim Rój „Giewont„ , którego pierwszym komendantem był „ Longin”. Rój wszedł w skład Proporca „ Giermkowie Zawiszy „dowodzonego przez „ Panterę.   Od jesieni 1943 r. komendantem roju „Giewont” został Teodor Spychalski – „Tedzik”. W tym czasie z zastępu, którego byłem członkiem powstała drużyna a z drużyny, w której byliśmy zastępowymi, powstało większe zgrupowanie – Rój ( odpowiednik hufca ). Rozpoczął się nabór chłopców. Przy pomocy naszych byłych nauczycielek zwerbowaliśmy kilkunastu młodszych kolegów za szkoły Nr 100 i kolegów z naszej szkoły zawodowej. Do naszych zawiszackich szeregów zostały też zwerbowane dwa patrole z uczniów szkoły powszechnej prowadzonej przez siostry Goldman (przy ul Filtrowej Nr 62) przez „Longina”, który też uczył się w tajnym gimnazjum sióstr Goldman. Drużyna a następnie rój przyjęła kryptonim „ Giewont „. A my drużynowi, przyjęliśmy pseudonimy bohaterów Trylogii Henryka Sienkiewicza. Ja -„ Babinicz”, Jurek Zbroja – „Charłamp”, Stefan Mączyński -„ Podbipięta „, Andrzej Wojciechowski – „Czarny„. Tylko Janek Zalewski z przekory wybrał sobie pseudonim – „Ślepowroński”. Drużyny te istniały w tych składach do końca 1943 r. gdyż później część starszych chłopców przeszła do „BS” W patrolach rozpoczęło się intensywne szkolenie młodszych kolegów w przede wszystkim w zakresie zasad konspiracji. Przechodziliśmy szkolenie z musztry, uczyliśmy się terenoznawstwa, alfabetu Morsa, samarytanki (udzielania I pomocy), pionierka czyli umiejętność budowy szałasu, kuchni polowej i wiązania różnych węzłów. Oprócz tradycyjnego szkolenia harcerskiego poznawaliśmy niemieckie stopnie wojskowe uczyliśmy się lokalizowania obiektów wojskowych i ich stacjonowania. Na tym biwaku zdobywaliśmy kilka sprawności harcerskich min. Trapera – wybudowaliśmy dwa szałasy z wikliny. Ja z Jurkiem Zbroją zdobyliśmy sprawność kucharza. Ugotowaliśmy zupę „Babchar” od pierwszych liter naszych pseudonimów – „ BABinicz i Charłamp. Na drugie były knedle z jabłkami. Wiem tylko, że było ich b. dużo chyba około 120 szt. Wpadł tez do nas na krótko mój brat Jurek uwidoczniony na zdjęciu jak z Jurkiem Zbroją mieszają naszą zupę w garnku zawieszonym nad ogniskiem. W trakcie powstawania nowych grup akty przysięgi i przyrzeczenia harcerskiego odbywały się dość często. Należy przypomnieć dwie i związane z nimi uroczystości. W dniu 21 listopada 1943r na cmentarzu w Michalinie na konspiracyjnej koncentracji hufca (Roju ?) ”Giewont” gdzie odbierał przyrzeczenie harcerskie na sztandar „Giermków Zawiszy„ Phm. „ Pantera” Z tej to właśnie uroczystości zachowały się fotografie. 26 Marca 1944r. na konspiracyjnej koncentracji hufca „Giewont” w Fabryce Narzędzi J. Dziewulskiego przy ul. Kolejowej Nr 51 Odbierał przyrzeczenie harcerskie kmdt Roju Phm. „Tedzik”. Od początku 1944r. Przeszedłem do grupy dla starszych chłopców o kryptonimie BS ( Bojowe Szkoły) Zostałem drużynowym, moim przybocznym został Stefan Mączyński pseudonim „Podbipięta„ na co dzień wołaliśmy na niego po prostu „ Mongoł”. W biogramie poległych odnalazłem tylko takie dane: Stefan Mączyński – „ Podbipięta, lat 17. Uczeń. Od jesieni 1942r. zastępowy w drużynie „Giewont” w Zawiszy na Woli – od wiosny 1944r. w BS-ach. Podczas Powstania Warszawskiego w 1 kompanii batalionu „Parasol” – Poległ 27 sierpnia 1944r. w Pałacu Krasińskich (szczegółowy opis w książce Lucjana Fajera pt. „ Żołnierze Starówki „ str. 320 – 360).
Wiele szczegółów z tamtego okresu po prostu zatarło mi się w pamięci Wiem, że przechodziliśmy przeszkolenie podoficerskie w ramach BS o kryptonimie „ Wiarus”. Na jakieś szkolenie z zakresu uzbrojenia mieliśmy pistolet jakiś chyba belgijski „FN” Na tej zbiórce rozbieraliśmy go na części, poznawaliśmy jego budowę i na podstawie tej broni ogólne zasady działania broni palnej. Po zbiórce ja z jeszcze jednym druhem miałem odnieść broń do jakiegoś punktu kontaktowego. Wiem, że z wielką dumą i pewną dozą emocji niosłem ulicami Warszawy, Żelazną gdzieś w okolice 6 Sierpnia ten maleńki, naładowany, odbezpieczony pistolet mijaliśmy posterunki przed jednostkami wojskowymi, patrole żandarmerii i żołnierzy. Świadomość ze mam tę broń gotową do strzału sprawiała, że w razie czego nie jestem bezbronny nie dam się im ująć bezkarnie – będę strzelał! Sprawiło mi to dużo zadowolenia, przysparzało wiele emocji i pamiętam o tym do dziś. Nie brałem udziału w żadnej większej akcji. Cała moja działalność ograniczała się do przenoszenia tajnej prasy, pisanie kredą po murach antyniemieckich haseł, rozbijaniu szyb w lokalach niemieckich. Mieliśmy zamiar usunąć niemiecki napis na gmachu Zachęty, że to jest „Deutsche Kulturhaus „. Oglądaliśmy ten gmach ze wszystkich stron, stały nawet w tym czasie przy tym gmachu wysokie rusztowania, ale w najbliższym otoczeniu tyle było posterunków, żandarmerii, że wydawało nam się wprost niepodobieństwem i skuć tę napisy bez zwrócenia na siebie uwagi w dzień a tym bardziej w nocy. Nic z tego nie wyszło. Zrezygnowaliśmy. Na kilka dni przed wybuchem powstania rozlepialiśmy, afisze, obwieszczenia, że w chwili wybuchu powstania władzę w mieście przejmują instytucje państwa Polskiego i każdy obywatel zobowiązany jest podporządkować się nowo powołanym władzom.

Mój udział w Powstaniu Warszawskim też był bardzo krótki. Po nieudanych próbach nawiązania łączności z moim bezpośrednim dowództwem i z moimi podkomendnymi, po niepowodzeniu dołączenia do jakiegoś innego oddziału (brak broni). Cała moja walka w powstaniu to: budowanie barykad na rogu Żelaznej i Ogrodowej, obrzucanie butelkami z benzyną czołgów „Panter” idących z Woli przy zbiegu ul. Wroniej i Chłodnej – bez powodzenia, czołgi rozniosły potężną barykadę, nasze butelki z benzyną nawet jeżeli trafiły celu to nie robiły im większej szkody – popaliły się trochę na pancerzu czołgu i po jakimś czasie pewnie zgasły. Nie mieliśmy do dyspozycji: granatów, pancerfaustów, miotaczy płomieni, min przeciwczołgowych. Jedynym wyraźnym śladem, że jednak toczyła się tam walka, to był fragment mózgu na ścianie muru i plama krwi, która pozostała po jednym z młodocianych powstańców. Biegaliśmy po pierwsze zrzuty na spadochronach jakie dostarczyli nam nasi piloci. Próbowaliśmy gasić płonące domy przy ul. Żelaznej. Brałem też udział w eskorcie grupy jeńców niemieckich. Był to dość silnie obsadzony punkt oporu około 20 ludzi b. dobrze uzbrojony. Znajdował się on w cukierni „Zomera” na rogu Chłodnej i Żelaznej, ostrzeliwali się oni z okien na 1 piętrze. Początkowe pertraktacje przez naszą grupę nie przynosiły pomyślnego rezultatu. Prowadził te rozmowy jakiś oficer rezerwy, który co prawda miał jakiś pistolet za pasem, ale jak mówili podobno nie miał do niego amunicji. Przy nim stało 2 rosłych powstańców z opaskami na rękawach, ale mieli tylko 2 granaty. Nasz oficer świetnie mówił po niemiecku, straszył ich ale nie wiele to dawało, bo był w tej grupie jeden SS-man, a on był nieprzejednany. Dopiero potężny wybuch spowodowany (podobno) wysadzeniem w powietrze kompleksu szkół zamienionych na koszary (róg Chłodnej i Waliców, do której chodziłem przed wojną do Podstawówki wystraszył ich tak bardzo, że zeszli do piwnicy i poddali się. Po rozbrojeniu ich przez naszych, prowadziłem całą grupę piwnicami (wyrąbanymi w murach przejściami ) do domu PPS na ul. Ogrodowej. Byłem bez broni miałem tylko latarkę elektryczną. Szło za mną 20 „szkopów” zakurzonych tynkiem, wielu z nich rannych słaniających się na nogach, podtrzymywanych przez kolegów, pokrwawionych. Ostatni odcinek drogi musieli przejść przez mieszkanie na parterze naszego domu i przez otwarte okno, poprzez wielką usypaną górę koksu, dotrzeć podwórzem do piwnic domu PPS, w których mieli być zatrzymani. Niemcy najpierw poprosili i trochę wody do picia i do umycia się, potem o jakieś środki opatrunkowe. Zajęły się nimi nasze panie – dostali wszystko – nakarmiły i dały do co mogły do picia. Ich broń zasiliła nasze oddziały Mój brat Jurek też dostał jakiś przedpotopowy karabin (oddał go ktoś z oddziału i zafasował lepszy po Niemcu), do którego naboje trzeba było wsuwać po jednym, bo nie miał żadnego podajnika. Z tą bronią i z tym oddziałem poszedł na starówkę. Już go więcej nie widziałem. (Z informacji nadesłanej przez PCK wynika, że po powstaniu został wywieziony do obozu Gross Rozen Nr więźnia 40530 ; 15.02.1945 r. przesłany został do obozu koncentracyjnego Flossenburg Komando Leitmeritz Nr więźnia 88297, zmarł 23.02.1945 r.. Natomiast mnie, po nagłym opuszczeniu naszego rejonu przez oddziały powstańcze 7 albo 8 sierpnia zagarnęły mnie oddziały pacyfikacyjne SS. i Ukraińców z Oddziałów „RONA „ (Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armia) . Mieliśmy dużo szczęścia, bo, po pierwszym impecie, kiedy wszystkich bez pardonu mordowali a domy palili, nas po wyprowadzeniu z domu zagoniono do rozbierania barykad i zasypywania rowów przeciwczołgowych w rejonie Leszno róg Wroniej. Trwała wtedy jeszcze wielka strzelanina czołgi, za którymi kryli się żołnierze, ostrzeliwały rejon ulicy Żytniej. Na noc zaprowadzono nas do kościoła św. Stanisława. Też miałem wielkie szczęście, tej nocy nie byłem wzięty na rozwałkę.

Wiele informacji zawartych w mich notatkach pochodzą z „Rysu Historycznego”, Który opracowali: Hm. Tadeusz Wiśniewski, Podharcmistrz Jerzy Zbroja i Tadeusz Szczęsny. Członkowie Stowarzyszenia Szarych Szeregów Ul „ Wisła „ w Warszawie Chorągwi Warszawskiej, Krąg „Reduta” Wydano w Warszawie w listopadzie 1992 r
Patrz też do poprzedniego wpisu Ludobójstwo na mieszkańcach Woli – HR

Czytaj więcej

Ludobójstwo na mieszkańcach Woli

Trzydzieści, czterdzieści, a może sześćdziesiąt tysięcy ofiar? Nie znamy nawet przybliżonej liczby. W
pierwszych dniach sierpnia 1944 r. Niemcy dokonali ludobójstwa na cywilnych mieszkańcach Woli. Zbrodnia
ta nie doczekała się poważnych badań
Tekst z archiwum dodatku Plus Minus, sierpień 2009
Jeszcze życie toczyło się normalnie – na tyle, na ile to możliwe pod koniec piątego roku okupacji. Fryzjer na Okopowej strzygł i
golił brzytwą. Na Pańskiej krawcowa przyjmowała poprawki. W małej restauracyjce na rogu Spokojnej i Okopowej można było się
napić kawy. Ulicami jeździły furmanki, a Chłodną – nazywaną Marszałkowską zachodniej Warszawy – mknął tramwaj. Ale ludzie
wciąż mieli przed oczami to, co pozostało po getcie.
Czerwone budynki fabryk mieszały się ze skromnymi domami i kamienicami. Dla 11­letniego Wiesława Kępińskiego Wola była
całym światem. Mieszkał z rodziną w drewnianym domku naprzeciwko parku Sowińskiego, a w jego okolicy żyła cała rodzina.
W fabryce Franaszka nadal produkowano kolorowy papier. Kazimierz Franaszek, potomek powstańca styczniowego, pozostał
wierny dewizie: „U nas wszystko musi być najlepsze”. Podczas wojny wykorzystał to, że zakład nie przeszedł pod zarząd niemiecki,
więc wykonywał znakomitej jakości podrobiony papier ze znakami wodnymi na potrzeby Armii Krajowej. Regularnie wypłacał
pracownikom pobory, dbał o rodziny zabitych i więzionych, angażował się w wyciąganie ludzi z łapanek. Czuć było koniec wojny,
kiedy wybuchło powstanie. (więcej…)

Czytaj więcej

ACTA

Na całym świecie budzi wiele emocji walka internautów o ACTA umowę w walce z piractwem i podróbkami. Stany Zjednoczone niby kolebka wolności, a potrafią coś takiego zrobić. (?!). Rację miał Karlheinz Deschner w książce „Moloch” odsłaniając prawdziwe oblicze tego kraju. Stany Zjednoczone i reszta skomercjalizowanego świata stosują moralność Kalego. Kościuszko i Pułaski w grobach się przewracają „patrząc z góry” na to co się dzieje. Potwierdza to bezsens walki, poświęcanie życia dla najbardziej szlachetnych celów. Wzorem godnym do naśladowania jest Ubuntu Linux wolne oprogramowanie, którym się posługuje od kilku lat. Miliony internautów pracują nad ulepszaniem tego systemu i chwała im za to. Okazuje się, ze można inaczej!

Czytaj więcej

Problem racjonalnosci wierzen religijnych – Marian Przelecki

Racjonalizm ma ostatnio złą prasę. Nie tylko odżegnują się od niego co bardziej wpływowi myśliciele, lecz i samo pytanie o racjonalność pewnych poglądów czy postaw traktowane bywa nierzadko jako naiwność lub zgoła nietakt. W polskich kręgach intelektualnych takie reakcje spotykamy przede wszystkim w odniesieniu do poglądów i postaw religijnych. W swej głośnej książce poświęconej filozofii religii Leszek Kołakowski usiłuje okazać, że zarzut irracjonalizmu stawiany wierzeniom religijnym pozbawiony jest rzeczowych podstaw, nie będąc w gruncie rzeczy niczym więcej niż wyrazem arbitralnej filozoficznej opcji. 1 Z kolei autor artykułu, jaki ukazał się niedawno w Polityce problem racjonalności światopoglądu religijnego uważa za temat „wczorajszy” i „anachroniczny”.2 Nie zgadzam się, jak się łatwo domyślić, z takim stawianiem sprawy. Pojęcie racjonalności skłonny jestem zaliczać do podstawowych pojęć filozoficznych, a kwalifikację czyichś poglądów czy zachowań pod względem ich racjonalności uważam za stwierdzenie doniosłe zarówno z teoretycznego, jak i praktycznego punktu widzenia. Mam nadzieję, że dalsze rozważania dostarczą dodatkowych argumentów na rzecz takiego stanowiska. Trudno się też zgodzić z tym, aby miały istnieć w tej dziedzinie jakiekolwiek „immunitety”, rodzaje postaw czy poglądów wyjęte z jakichś względów spod krytycyzmu usiłującego ocenić stopień ich racjonalności. Nie powinny do nich należeć w żadnym razie postawy i poglądy religijne. Nie ma, moim zdaniem, żadnych racji, które by mogły uzasadniać powstrzymanie się od stosowania do tego rodzaju przekonań kryteriów racjonalnego myślenia i działania. Spróbujemy je też zastosować w naszych rozważaniach, usiłując odpowiedzieć w ich wyniku na pytanie: czy wiara religijna zasługuje na miano myślenia racjonalnego? Jest rzeczą jasną, że na tak postawione pytanie nie sposób udzielić odpowiedzi jednoznacznej – przede wszystkim dlatego, że niejednoznaczny jest sens samego pytania. Ta niejednoznaczność ma źródło w nieokreśloności obu podstawowych pojęć, które występują w jego sformułowaniu: pojęcia racjonalności i pojęcia wierzenia religijnego. Oba z nich wymagają jakiejś precyzacji i od wyniku tej precyzacji zależy, jak zobaczymy, w sposób istotny rozstrzygnięcie owego pytania. Rozstrzygnięcie to zależne okazuje się również od pewnych ogólnych założeń natury teoriopoznawczej i metodologicznej; będzie jeszcze o nich mowa w toku dalszych rozważań. Tym, co przede wszystkim wymaga wstępnej chociażby analizy, jest kluczowe dla całości problemu pojęcie racjonalności.1 L. Kołakowski, Religion, Glasgow 1982.
2 J. Olbrycht, „Dwa humanizmy”, Polityka 1987, nr 24. (więcej…)

Czytaj więcej

Koscielny rozbior Polski

GORĄCE TEMATY ­  Fakty i mity 28.10.2011

  1. Rolnicy z Bożej łaski

W śledztwie dotyczącym Komisji Majątkowej przedstawiono zarzuty kolejnym sześciu osobom.
W sposób iście cudowny – powiedzmy, że ze śląskiego śmietnika – trafiły do naszych lepkich łapek dokumenty ze śledztwa… Gliwicka Prokuratura Okręgowa ma obecnie dziewięciu podejrzanych. Najważniejsi to słynny kościelny pełnomocnik Marek P. (były funkcjonariusz SB) i reprezentujący w Komisji Episkopat mecenas Piotr P., któremu zarzucono łapówkarstwo. Ci najnowsi połakomili się na „wyłudzenie i użycie dokumentów poświadczających nieprawdę, przywłaszczenie oraz pranie pieniędzy”. Choć oficjalnie nie ujawniono, o kogo chodzi, wiemy, że sankcje (w tym zabezpieczenie mienia o wartości 29 mln zł) dotknęły miliardera Jacka D. (pięć zarzutów, cieszy się wolnością za kaucją w kwocie 200 tys. zł) oraz jego najbliższych: żony Gabrieli, syna Tomasza z małżonką Karoliną oraz córki Hanny W. z mężem Robertem (50 tys. zł kaucji). Dodajmy, że dla 26­letniego Tomasza D. nie była to pierwszyzna, bo już od lipca 2010 r. ma status podejrzanego o wyłudzenie na podstawie fikcyjnego zameldowania prawa do pierwokupu ponad 200 ha gruntów w Świerklańcu, Świętoszowicach i Czekanowie (zastosowano poręczenie w wysokości 100 tys. zł). (więcej…)

Czytaj więcej

Czarne sny Balcerowicza – A. Ziemski

Czarne sny Balcerowicza – Andrzej Ziemski
www.przegladsocjalistyczny.pl
Na zdrowym ciele społeczeństwa toczy się wojna o ewentualną przyszłość neoliberalizmu w Polsce. OFE są poligonem doświadczalnym. Przy czym intencje rządu mają charakter pragmatyczny – budżet i finanse państwa są w dramatycznej sytuacji. Intencje Balcerowicza są dogmatyczne. Ograniczenie OFE do właściwym rozmiarów, po klęsce tej koncepcji, grzebie na zawsze jego wątpliwe sukcesy, jako twórcy polskiej transformacji.
Ze strony Balcerowicza to bardziej walka o pamięć w oparciu o pomnik, jakim miały być OFE dla neoliberalnego zwrotu w Polsce, niż przekonanie o powodzeniu tego przedsięwzięcia. Merytorycznie jest ono wątpliwe, jedynym beneficjentem są tutaj firmy organizujące fundusze, choć założenia teoretyczne wydają się być wspaniałe. Przyszłym emerytom można obiecać wszystko.
Kto rozliczy skutecznie aktualną ekipę za 30 lat? (więcej…)

Czytaj więcej

Globalnie wnerwieni – Fakty i mity 28.10.2011

Komentarze Naczelnego ­ Fakty i mity 28.10.2011

BEZ DOGMATÓW
Globalnie wnerwieni
Pomiędzy tłumami okupującymi centra wielkich miast świata, Unią szamoczącą się z długami i Obamą, który chciałby podwyższyć podatki najbogatszym, istnieje związek: jest to szukanie wyjścia z globalnego kryzysu i rozglądanie się za winnymi.
Oburzeni
Kto by przypuszczał, że arabska wiosna ludów, która przeciągnęła się na cały rok 2011, skończy się na ulicach i placach Zachodu! Zamieszki i demonstracje, które rozpoczęły się od samospalenia wykształconego, ale sfrustrowanego i upokorzonego Tunezyjczyka, poprzez okupację kairskiego placu Tahrir, poprzez Madryt i skrzyżowania Tel Awiwu, dodarły w końcu na Wall Street i na londyńskie City. Wszędzie tam, gdzie wystąpienia miały charakter masowy, łączy je jedno – strach, frustracja i niezadowolenie klasy średniej, która czuje się zablokowana w swoich aspiracjach, oszukana, zdeklasowana i pozbawiona perspektyw. A złość i desperacja klasy średniej to poważna sprawa, bo wszystkie ważne rewolucje i przewroty ostatnich3 stuleci robiła właśnie ta grupa społeczna. To ona ma potencjał i narzędzia (w tym intelektualne) do zmiany, a nie klasy najniższe, zbyt przytłoczone biedą, walką o przetrwanie i własną bezradnością.
Kim właściwie są owi oburzeni? Czy wydarzenia w różnych krajach mają jakiś wspólny mianownik? Aktorami wydarzeń są wspomniani sfrustrowani młodzi, wywodzący się z klasy średniej lub aspirujący do niej. Polska prawica już ochrzciła ich mianem rozwydrzonych synalków i panienek z dobrych domów, którym znudził się kapitalizm. Dziennik „Rzeczpospolita” dowodzi protekcjonalnie, że młodzież ta powinna się odczepić od najlepszego na świecie systemu, czyli kapitalizmu, bo nie ma innego równie dobrego. Czyżby?
A dlaczego ludzie protestują tak masowo w Madrycie, Nowym Jorku i Izraelu, a nie w Sztokholmie, Helsinkach i Oslo?
Otóż istnieją różne systemy, rozmaite odmiany kapitalizmu i nie jest bez znaczenia, czy w danym miejscu i czasie realizuje się projekt gospodarczo ­społeczny bardziej lub mniej sprawiedliwie rozkładający szanse i możliwości awansu.

Skopiowałem: 2.11.2011 i umieszcza w blogu, jako interesujące.

Czytaj więcej

List do prezesa Wojewodzkiego Zarzadu ZKRP i BWP – Tadeusza Siczka – Kilka pytan

Kilka pytań – 25.10.2011.

Próba podsumowania zebrania zwołanego przez prezesa Wojewódzkiego Zarządu ZKRP i BWP w dniu
25.10.2011r.

Pismem L. dz. 53/2011 zostałem wezwany na to zebranie, na którym chciałem osobiście poruszyć
najważniejszą, wg mnie, sprawę, ciągnącą się od wielu lat:
19.09.2009 r. odbyło się zebranie Sprawozdawczo wyborcze Koła Kombatantów III RP.
Po złożeniu sprawozdania z działalności Zarządu Koła prezesa inż. Stanisława Gawrońskiego,
w którym podkreślił, jakie kłopoty mieli w swojej działalności:

  •   Władze miasta od kilku lat domagają się by Koło Kombatantów opuściło zajmowany lokal
  •   Wyłączono im telefon, prąd, centralne ogrzewanie
  •   Władze państwowe i miejskie nie dają żadnych dotacji na działalność koła
  •   Cała działalność Koła oparta jest na składkach członkowskich.
  •   Wielu Kombatantów jest bardzo biednych i nie stać ich na opłacanie składek.
  •   Ze sprawozdania Komisji Socjalnej wyziera obraz przerażającej biedy w jakiej żyje wielu Kombatantów.
  •   Zgodnie z regulaminem za nie opłacanie składek powinni zostać skreśleni ze związku.
  •   Zarząd Koła w poprzednim okresie siedząc w zimnym pomieszczeniu nie zaprzestał przyznawania zapomóg najbardziej potrzebującym.

Przyznano ich kilkanaście w wysokości 200 – 300 złotych. (więcej…)

Czytaj więcej

Dlaczego musiało dojść do katastrofy smoleńskiej

Raport Zespołu Ekspertów Niezależnych nie jest polemiką z technicznymi ustaleniami specjalistów polskich lub rosyjskich. Przedstawiamy w nim fakty i wskazania, co należy zrobić, aby zacząć odbudowywać rozbity system bezpieczeństwa Polski.
Marcin Gomoła  – lider ruchu Młodego Pokolenia – Pokolenie ’89, były wiceprzewodniczący KNF, prawnik
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Marcin Gomoła – lider ruchu Młodego Pokolenia – Pokolenie ’89, były wiceprzewodniczący KNF, prawnik
dr Przemysław Guła  – były szef Rządowego Centrum Antykryzysowego
autor: Dąbrowski Mateusz
źródło: Fotorzepa
dr Przemysław Guła – były szef Rządowego Centrum Antykryzysowego
gen. brygady Sławomir Petelicki  – twórca i dwukrotny dowódca Jednostki Wojskowej GROM
autor: Dąbrowski Mateusz
źródło: Fotorzepa
gen. brygady Sławomir Petelicki – twórca i dwukrotny dowódca Jednostki Wojskowej GROM
Jako obywatele Rzeczypospolitej mamy prawo i obowiązek zabierać publicznie głos w sprawach ważnych dla naszego państwa. Jest to bowiem dobro wszystkich Polaków okupione przez lata trudem, krwią i potem wielu pokoleń naszych rodaków, których marzeniem i życzeniem było, by kraj ten był silny, profesjonalnie zarządzany i bezpieczny.

Niestety, poziom bezpieczeństwa jest sukcesywnie obniżany, a siły i środki na nie przeznaczane – marnotrawione. Zdjęci troską o losy naszej ojczyzny i przyszłych pokoleń Polaków przedstawiamy poniższy raport. (więcej…)

Czytaj więcej